Nie parki technologiczne, a dzielnice innowacji to przyszłość. "Dadzą dobrobyt i możliwości samorozwoju"

Wrocławski Park Technologiczny nie narzeka na brak zainteresowanych jego ofertą.
Wrocławski Park Technologiczny nie narzeka na brak zainteresowanych jego ofertą. Fot. Kamila Kubat/Agencja Gazeta
Parki Technologiczne mające być kreatorami innowacyjności, przestrzenią działania start up’ów i wsparciem dla kiełkującego biznesu, stały się ostatnimi czasy niezwykle modnymi inwestycjami. – Parki miały burzyć mury, a w efekcie okazało się, że je budują – twierdzi Łukasz Sztern, Chief Innovation Officer w organizacji Kreatywne Mazowsze. Więcej parków nam nie potrzeba?

Bariery zamiast ułatwień
– W ewolucji całej infrastruktury wspierającej rozwój innowacyjności w społecznościach, Parki Technologiczne miały być tym elementem, dzięki któremu możliwa byłaby budowa współpracy między podmiotami. Niestety z czasem okazało się, że zamiast współpracy, tworzą bariery - tłumaczy Sztern. Kreatywne Mazowsze 12 maja zorganizowało w Warszawie konferencję pt. „Przestrzenie Przyszłości – Dzielnice innowacji w Polsce i w Europie”.



– To zależy, które parki, bo z pewnością nie nasz – oburza się, słysząc te słowa, Barbara Bednarek z Wrocławskiego Parku Technologicznego, który dysponuje 10 specjalistycznymi laboratoriami, może się pochwalić współpracą z zarówno z wrocławskimi uczelniami, jak i BZ WBK, nieustanną realizacją ciekawych projektów i dużym zainteresowaniem klientów-rezydentów.

Niemniej Wrocław to jedno z większych polskich miast. W mniejszych zaś można znaleźć i takie obiekty, które tak dobrej passy nie mają i nigdy nie miały, i być może nigdy mieć nie będą. Dzieje się tak z różnych powodów: złej lokalizacji, złego zarządzania czy oferty niedostosowanej do potrzeb rynku.

Parki Technologiczne to przyszłość
W Polsce Parków Technologicznych jest ponad 40. Dysponują przestrzenią zwykle w dobrym punkcie miasta, wyposażeniem technicznym, narzędziami, laboratoriami i sprzętem, na które wielu startujących na rynku przedsiębiorców czy badaczy zwyczajnie nie byłoby stać. Ale już wynajem tychże daje im szansę rozwoju. Niewątpliwie więc zainteresowanie ofertą Parków powinno być duże.

Część placówek, zwłaszcza tych znajdujących się w największych polskich miastach, faktycznie na frekwencje klientów nie narzeka. M.in. właśnie Wrocławski Park Technologiczny. Z nim ściśle współpracuje także EIT+ (Europejski Instytut Innowacji i Technologii + Wrocławskie Centrum Badań), który przez laików jest niekiedy nazywany także parkiem technologicznym. W końcu także wspiera innowacyjność, skupia naukowców i współpracuje z biznesem.
Klaudia Piątek, rzecznik centrum EIT+

Różnica między nami a Parkiem Technologicznym w największym uproszczeniu mówiąc polega na tym, że my nie działamy dla małych, ani średnich przedsiębiorstw, nie wynajmujemy przestrzeni, a nasze laboratoria nie powstają z dofinansowania UE. Wszystko finansujemy sami, zatrudniamy w naszych laboratoriach zespoły badaczy i naukowców, którzy o tyle współdziałają z biznesem, że ten może im zlecać określone badania.

Zdaniem Klaudii Piątek parki technologiczne, jak i wszelkie formy infrastruktury i systemu służące innowacyjności, są jak najbardziej potrzebne, ale jej zdaniem warto by było, aby ich liczba była odgórnie przez Państwo limitowana.

– Tak EIT+, jak i PT muszą się z czegoś utrzymywać – tłumaczy. – Budowa i jednego i drugiego obiektu wymaga ogromnych nakładów finansowych, bo przecież muszą być one zaopatrzone w najlepsze rozwiązania do badań i do rozwoju. Gdyby więc takie instytucje rodziły się jak grzyby po deszczu, z pewnością nie miałoby to korzystnego wpływu na ich funkcjonowanie – mówi Piątek.

Według naszej rozmówczyni przyszłość proinnowacyjności to tworzenie przestrzeni do spotkań biznesu z nauką, to współdziałanie parków technologicznych i ośrodków takich jak EIT+ z przedsiębiorcami.
Przyszłość to nie Parki, lecz… Dzielnice Innowacji
Jednak Kreatywne Mazowsze uważa, że w przyszłości przestrzenie innowacji będą stanowić nie parki, ale dzielnice. – To zresztą już nawet nie przyszłość, to już rzeczywistość wielu aglomeracji w Unii Europejskiej – przekonuje Sztern.
Łukasz Sztern, Kreatywne Mazowsze

Barcelona, Berlin czy Kopenhaga to miejsca,gdzie konsekwentnie od lat realizowane są projekty, dzięki którym nie tylko zwiększono innowacyjność całych regionów,ale również w znaczący sposób poprawiono jakość życia mieszkańców.

Koncepcja dzielnic innowacji opiera się na zakorzenieniu innowacji w relacjach społecznych. Ma wciągać nie tylko naukowców czy biznesmenów, ale przede wszystkim społeczność danego regionu.
Łukasz Sztern - CIO Kreatywnego Mazowsza

Innowacje nie mogą już być oderwane od rzeczywistości, nie mają zbawiać całego świata, ale skupiać się na aktualnych potrzebach ludzi wokół. Tylko dzięki temu mogą wciągnąć i rozwijać społeczności. Oczywiście do tworzenia, zwłaszcza drogich projektów, potrzebna jest infrastruktura, taka jaką teraz oferują właśnie Parki Technologiczne, ale żeby powstała dzielnica bardziej niż infrastruktura potrzebna jest współpraca firm, naukowców, urzędników w celu poznania potrzeb społecznych, w celu budowania innowacji, do tych konkretnie potrzeb dostosowanych, zmierzając do budowy ekosystemu wspierania innowacyjnego biznesu. Dziękibudowie przestrzeni kreatywnych mamy szansę dogonić czołówkę UE w zakresie innowacji.

Łatwiej powiedzieć, trudniej wykonać
Sztern zapewnia, że tę ideę da się przekuć na rzeczywistość, choć nikt nie mówi, że bez kucia właśnie się nie obejdzie. – Zarówno przedsiębiorcy, jak naukowcy oraz administracja muszą się tego nauczyć – mówi. Jak podkreśla, na taką naukę nie ma lepszego metody niż wspólna realizacja projektów. Dodaje przy tym, że jego organizacja pracuje nad tym by takich przedsięwzięć przybywało i by były jak najbardziej zrozumiałe dla ludzi.

Co nam to daje?
Tylko właśnie jakie korzyści z takiego współdziałania trzech potężnych źródeł innowacyjności będzie miało społeczeństwo?

– Dobrobyt, możliwość samorozwoju, zmianę własnych oczekiwań, na takie, które nie zadowalają się minimum lecz sięgają po więcej – przekonuje Sztern.
Łukasz Sztern

Na Mazowszu właśnie tworzymy konsorcjum skoncentrowane właśnie na takim działaniu. Liczymy na to, że posłuży ono miastotwórczości. Wykorzysta potencjał regionu, by ten w końcu został doceniony przez innych na tyle, ile naprawdę jest wart. Taka odmiana regionu, to też odmiana ludzi. Oni też przestaną się godzić i zresztą nie będą musieli na pracę i płacę poniżej własnych możliwości, umiejętności.

Napisz do autora: izabela.marczak@innpoland.pl

Trwa ładowanie komentarzy...