Holenderski sposób na startupy? Niech rozwijają się za granicą

Holandia ma specyficzny, ale pomysłowy sposób na rozwijanie swojej sceny startupowej poza granicami kraju
Holandia ma specyficzny, ale pomysłowy sposób na rozwijanie swojej sceny startupowej poza granicami kraju Founded in Holland
Wszyscy chcą mieć swoje Krzemowe Doliny, zakątki, dzielnice czy chociażby - ulice. Po tej najsłynniejszej, kalifornijskiej, swoje ośrodki stworzyły, bądź mają zamiar tworzyć, takie państwa, jak Wielka Brytania, Irlandia, Izrael, Niemcy i Francja. Tymczasem Holendrzy swoje startupy wyrzucają z rodzinnego gniazda.

Oczywiście Holendrzy także mają swoje miejsce, do którego ściągają młodzi i kreatywni. Jest nim Eindhoven, piąte co do wielkości miasto tego kraju. To tu powstała marka Philips, która miała swój początek w małej fabryce żarówek, i to prawdopodobnie dzięki niej miasto tak się rozwinęło w XX wieku. Obecnie jest nie tylko jednym z większych technologicznych i przemysłowych ośrodków, ale także jednym z centrów Węzła Wiedzy i Innowacji, Europejskiego Instytutu Technologicznego.


Projektu, w którym uczestniczą przedsiębiorstwa i uczelenie z Hiszpanii, Francji, Polski, Niemiec i Szwecji. Udział w nim pozwala na tworzenie zupełnie nowych technologii i ich transferowanie do biznesu na bardzo dużą skalę (budżet na lata 2014-2020 to 2,7 mld euro).

Nie chodzi tu jednak o to, że powstanie tu kolejny „krzemowy” ośrodek. Holendrzy przyjęli inną strategię.

Recepta na holenderski sukces
Według Neelie Kroes, specjalnej wysłanniczki holenderskiego rządu do spraw startupów, jej kraj dostrzega bardzo mocne argumenty za tym, by dawać swoim innowatorom możliwość do poszukiwania możliwości rozwoju w innych państwach.

- Zaczną budować swój biznes w Stanach Zjednoczonych, a potem będą powiększać zasięg swojego rynku na Europę. Trzeba do tego podchodzić globalnie – mówi Kroes o startupach dla "Forbesa".

Głównym zadaniem Kroes jest poszukiwanie opcji dla rozwoju przędsiębiorczych talentów z Holandii wśród zagranicznych inwestorów. Odwiedziła Boston, Nowy Jork, a w planach ma jeszcze wizyty w Izraelu i Krzemowej Dolinie.

W międzyczasie apeluje do holenderskich innowatorów o ugruntowanej pozycji na rynku, by służyli mentorskim wsparciem dla młodszych kolegów po fachu. Chodzi o kwestie prozaiczne; jak znaleźć osobę odpowiedzialną za finanse, poprzez to, jak trafić na fundusz, który byłby zainteresowany zainwestowaniem w startup, czy w końcu jak przygotować dobrą prezentację mającą sprzedać pomysł na biznes.

Strategia zrodzona z konieczności

Holenderska filozofia zachęcająca rodzime przedsiębiorcze startupy do wyjazdu z kraju jest zrodzona z konieczności. Holandia bowiem, pomimo dobrych cech, takich jak silna infrastruktura techniczną i dobra edukacja, ma naturalne bariery. Są nimi: niewielka liczba obywateli (niecałe 17 mln), oraz język, którym nie porozumiewa się nikt poza nimi. To powoduje, że ciężko jest mierzyć wysoko w takich warunkach i naturalnym powinno być szukanie okazji do rozwoju poza granicami kraju.

Kroes zaznacza, że rodzi to pewne problemy, z którymi muszą mierzyć się młodzi startupowcy. Jedną z poważniejszych trudności jest pokonanie naturalnych skłonności Holendrów do prezentowania się w skromny sposób. – Generalnym nastawieniem naszego narodu jest to, by nie prezentować się jako osoby odnoszącej sukcesy – tłumaczy Kroes.

Tymczasem na startupowej scenie, zwłaszcza jeśli chce się odnieść sukces na skalę międzynarodową, trzeba pokazywać się jako osoby mierząco wysoko, szybko reagujące na zmiany. Odmowa przyjęcia bardziej ekspresyjnej i agresywnej taktyki może spowodować, że nawet najlepszy startup spotka porażka, bo nikt na niego nie zwróci po prostu uwagi.

Kroes podkreśla, że młodzi przedsiębiorcy Holendrzy muszą nauczyć się nie tylko mówić sami za siebie, ale także akceptować sytuację, w której rzeczy nie odbywają się zgodnie z ich planem. – Niepowodzenia są znacznie bardziej akceptowalne w Stanach Zjednoczonych. Musisz zaliczyć porażkę, by później odnieść sukces. W Holandii takie podejście nie jest jeszcze akceptowane – zauważa Kroes.

Oczywiście, mogą pojawić się także przeszkody stawiane przez zagranicznych inwestorów. Na przykład Amerykanie mogą nakłaniać startupy do skupienia się wyłącznie na wybranych rynkach. Kroes jest przeciwna takiemu podejściu zaznaczając, że nowe rozwiązania technologiczne mogą być atrakcyjne dla odbiorców na całym świecie.

Model do zastosowania w Polsce?
Nie mamy nad Wisłą jeszcze odpowiednika Eindhoven, a nasza startupowa branża dopiero się buduje. Jednak jeśli przyjrzymy się dokładniej holenderskiej metodzie, to widać, że mamy pewne wspólne cechy z nimi i od ich podejścia też możemy się sporo nauczyć.

Na przykład kwestia zrozumienia globalnych wyzwań. Polska ma wprawdzie 38,5 mln mieszkańców, a nie 17 mln, jednak nie oznacza, to, że nasz rynek jest przez to znacznie większy i bardziej konkurencyjny.

Wielu młodych Polaków ma też problemy z otwartością, pewnością siebie i umiejętnością przekonania inwestora do własnych pomysłów. Co więcej, czasem myślą, że zrobienie szumu w mediach społecznościowych wystarczy i oczekują oni, że to inwestor sam się do nich zgłosi.

Model promowany przez Neelie Kroes jest przemyślany i co do zasady zgodny z naszą strategią w Startup Hub Poland: najpierw stwórz w kraju dobre warunki dla innowacyjnych zespołów, potem znajdź te zespoły i namów, żeby zakotwiczały się w kraju, potem zachęć zamożnych obywateli do inwestycji typu Venture, w młodziutkie projekty, a następnie pomóż najlepszym projektom wyjechać do Stanów, by zebrać fundusze i zrobić krajowemu ekosystemowi reklamę pt: "zobaczcie: nasz mały rynek może dostarczyć więcej takich wysokokalorycznych technologii"

Sadowski zaznacza, że logika holenderska jest dobra, ale dla Polski będzie korzystna ona tylko jeśli odpowiednio zatroszczymy się o warunki powstawania innowacji oraz przychylność pomysłodawców-innowatorów do zakładania spółek w Polsce, a nie w Niemczech czy Wielkiej Brytanii.

Innymi słowy - diabeł tkwi w drobnym szczególe: co innego eksportować do USA technologie (spółki), a co innego eksportować inżynierów (wolnych strzelców).

Holandia zachęca talenty z całego świata świetnie przygotowanymi studiami, dobrą ofertą socjalną "na start", mocnym networkiem ekspertów. Co więcej, nie nakłada na bogatych Holendrów zainteresowanych inwestycjami w technologie podwójnego podatku. W Polsce za to samo płaci się po raz pierwszy jako fundusz, a po raz drugi - jako indywidualni inwestorzy.

- Ta niedoskonałość Polski jest dobrą wiadomością - przynajmniej wiemy, co trzeba zmienić, żebyśmy mogli korzystać, jak Holandia, z migracji talentów, a nie na niej tracić - podsumowuje Sadowski
Trwa ładowanie komentarzy...