Zień plajtuje, a Minge pnie się na biznesowe szczyty. Upadek i sukces w świecie modowym. Jak to zrobić

Ewa Minge i Maciej Zień równie popularni, a w całkiej innej sytuacji biznesowej
Ewa Minge i Maciej Zień równie popularni, a w całkiej innej sytuacji biznesowej Fot.YouTube/pudelektv/GrupaTubadzin
„Spółka Esotiq & Henderson, której marki odzieżowe sygnowane są nazwiskiem Ewy Minge, znanej polskiej projektantki mody, przeszła w czwartek z NewConnect na główny parkiet GPW” - informowały media. W obliczu skandalu wokół biznesowej plajty innego znanego polskiego projektanta Macieja Zienia, sukces Minge skłania do pytania, czym w świecie mody trzeba sobie zasłużyć, by znaleźć się w sytuacji takiej, jak każde z tych dwojga z osobna.

Uproszczone pytanie mogłoby brzmieć: „dlaczego jej się udało, a jemu nie” mimo że oboje byli równie znani, równie rozpoznawalni i równie utalentowani. Zarówno u Macieja Zienia, jak i u Ewy Minge ubierały się polskie i zagraniczne gwiazdy. Renata Przemyk, Kayah, Justyna Steczkowska, Aneta Kręglicka, Edyta Górniak, Natasha Berg czy Aleksandra Dochnal, zachwycały się kreacjami tego pierwszego, suknie u Minge kupiły m.in. Małgorzata Walewska, Jolanta Kwaśniewska, Beata Ścibakówna, Ewa Błaszczyk, Anna Korcz, a nawet La Toya Jackson.



Ani jedno, ani drugie nie mogło narzekać na brak zainteresowania i brak klientów. Każdy pokaz, każda nowa kolekcja każdego z nich była wyczekiwana i przyjmowana przez ich fanów z entuzjazmem.
Co prawda Minge w świecie modowym działała dłużej niż Zień i to ona jako pierwsza polska projektantka, została zaproszona do udziału w prestiżowym pokazie na Schodach Hiszpańskich w Rzymie, po czym regularnie prezentowała swoje kolekcje podczas Rzymskiego Tygodnia Mody (Alta Roma), ale Zień wcale nie gorzej sobie radził z obecnością w mediach i z zawieraniem ciekawych znajomości biznesowych.

A jednak to Minge w czwartek weszła na giełdę, to jej udało się pozyskać od prywatnych inwestorów 17 mln zł i teraz planuje je przeznaczyć na rozwój marki bieliźniarskiej Esotiq i nowej marki odzieżowej FemeStage Eva Minge. Tymczasem Zień walczy z oskarżeniami wspólników firmy, którzy posądzają go o malwersacje.
Być może Maciej Zień nie miał po prostu szczęścia do wspólników, a może sam popełnił błędy w zarządzaniu finansami, które później trudno już było naprawić. Być może właśnie to zaważyło o upadku. Niewłaściwi ludzie, niewłaściwe inwestycje. Można by się zastanawiać, jak takich błędów unikać, ale zachowawczość nie wróży postępu. Dlatego spytajmy raczej, co zrobić by osiągnąć sukces?

Moda to nie zabawa
Zdaniem Doroty Wróblewskiej, promotorki mody i właścicielki Forget-me-Not, większość projektantów w Polsce traktuje modę jak promocję, ważniejszy jest wizerunek projektanta, a nie biznes. Mamy więc w kraju wielu modowych celebrytów, a nie projektantów mody, którzy potrafią budować, rozwijać i pielęgnować markę, a także ją promować i sprzedawać.

– Ewa Minge jest właśnie jedną z takich projektantek, które od początku swojej działalności podchodzą do mody komercyjnie – twierdzi Wróblewska.

A co znaczy podchodzić komercyjnie? Wg właścicielki Forget-me-Not to po pierwsze, nawiązywać kontakty z innymi istotnymi w świecie mody podmiotami, po drugie, mieć bardzo dobrze opracowaną strategię działania, dobrze rozwiniętą sieć dystrybucji i sprzedaży, dobrze wynegocjowane kontrakty z wykonawcami. Następne to pomysł na markę i na dotarcie do grupy docelowej, a także pokaźny budżet na promocję, bez którego dziś praktycznie żaden, a modowy w szczególności, interes daleko nie zajdzie.

– Wybić się dziś w modzie nie jest wcale trudno – twierdzi Wróblewska. – Ale utrzymać się na dłużej, to już sztuka i ciężka praca – dodaje.

Jeśli więc projektant oprócz talentu ma głowę do biznesu i nie boi się pracy, to ma szansę jak Ewa Minge osiągnąć sukces. Ale nie jest to łatwe, bo rynek dziś jest znacznie bardziej przesycony, niż kilka lat temu, gdy Minge odnosiła największe sukcesy nie tylko na polskiej, ale i międzynarodowej scenie modowej.

Moda to biznes
W 2005 r. media pisały o Minge: „Ma 58 sklepów rozsianych po całym świecie. Do tego dochodzi 12 salonów, w których są sprzedawane jej kolekcje. Ubrania z jej metką można kupić nawet w Dubaju. Ale przede wszystkim jest obecna w stolicach mody – Mediolanie, Nowym Jorku, Londynie. Ubiera także Francuzki, Kanadyjki, Niemki, Austriaczki, Czeszki, Norweżki, Ukrainki i Rosjanki (w samej Moskwie działa już pięć sklepów, a kolejnych pięć jest w przygotowaniu).

Aby nadążyć z zamówieniami, ma trzy wzorcownie. W swojej firmie zatrudnia ponad 100 osób. Ponieważ produkowane serie są bardzo krótkie, rocznie powstaje aż 650 wzorów. Kolekcję przygotowuje z przynajmniej rocznym wyprzedzeniem”.

Sama projektantka zaś mówiła: „Wiem, kiedy mogę sobie pozwolić na uprawianie sztuki i pofolgowanie wyobraźni, słowem na wielką modę, a kiedy muszę tworzyć rzeczy, które będą zaakceptowane przez szerszy krąg odbiorców, które po prostu będą się sprzedawały, i to nie tylko w Polsce, ale także za granicą. Jestem szczęśliwa, gdy mogę się spełnić artystycznie, pozwolić sobie na „bal na wybiegu”. Ale jestem szczęśliwa także wtedy, gdy sprawdzam się ekonomicznie. Kiedy cyferki w zestawieniu winien-ma są zawsze na korzyść ma."

10 lat później rozmowie z agencją Newseria Biznes mówi: „Pieniądze (red. - mowa o zebranych 17 mln) będziemy starali się wydawać w rozsądny sposób. Mamy w tym duże doświadczenie i realnie chcemy nimi dysponować. Plany ekonomiczne są tak pomyślane, że pozwolą nam przez długie lata się rozwijać i zarabiać duże pieniądze”.

Moda to kreacja
A za kreacją kryje się niebagatelny pomysł zarówno na markę, na produkt, jak i sprzedanie ich. Przez 20 lat funkcjonowania w branży, Minge z pewnością udowodniła, że kreacji tak rozumianej jej nie brakuje.

Tym razem także myśląc o wprowadzeniu nowego brandu, jeden z nich postanowiła stworzyć pod aktualne potrzeby rynku, czyli tanią a markową bieliznę. Najświeższe badania pokazują bowiem, że liczna grupa klientów jeśli ma wybrać, co kupić, zawsze będzie patrzeć na cenę i wybierze to, co jest tańsze i nie narusza znacząco jej domowego budżetu. To dla takich klientów właśnie będzie marka FemeStage Eva Minge i jak mówi Dorota Wróblewska, marka bieliźniana ma szansę odnieść sukces, bo trafia w pewną niszę na rynku mody.

– Jedyna wątpliwość, przynajmniej jeśli chodzi o rynek polski jest taka czy faktycznie Polki będą chciały i jak często kupować nową bieliznę marki Minge – mówi promotorka mody. – W końcu kiedy Polka kupuje nową bieliznę? Najczęściej kupuje okazjonalnie lub gdy zmienia partnera. Choć to może brzmi śmiesznie, ale niestety z badań wynika, że tak właśnie jest. Pocieszające jest, że rynek sprzedaży bielizny cały czas rośnie i częstymi klientami są mężczyźni, którzy robią prezenty swoim partnerkom.

Zdaniem Wróblewskiej w ogóle utrzymać się dziś na rynku mody jest sztuką, bowiem konkurencja jest ogromna, a stanowią ją sklepy internetowe i zagraniczne marki. Ponadto częsciej podróżujemy i robimy zakupy za granicą. Modne destynacje to Paryż, Londyn, Mediolan czy Nowy Jork.
– Duże marki modowe, takie jak choćby GAP, Jackpot wycofują się z Polski, zapewne z uwagi na zle wyniki finansowe. Nowe firmy nie spieszą się, by się u nas rozgościć – tłumaczy Wróblewska. – Rynek europejski skurczył się i zagęścił jednocześnie, a Ci którzy na nim zostali nieustannie muszą walczyć o zainteresowanie potencjalnego klientna.
Samej Ewy Minge obecny rynek chyba jednak nie przeraża.

Zapowiada nawet otwarcie wielopokoleniowego domu modowego ze swoimi kolekcjami i powiększenie sieci Esotiq do końca roku z 200 do 300 trzystu salonów plus 17 z marką FemeStage. Jak twierdzi uczyła się biznesowego podejścia do mody od najlepszych, m.in. od doradcy samego Armaniego. Jak zatem widać partnerów i nauczycieli biznesowych wybiera sobie z górnej półki, więc większa szansa, że nie podzieli losu Macieja Zienia. A jeśli czegoś jej jeszcze brakuje, to chyba tylko mody na to, by Polki częściej zmieniały partnerów.

Napisz do autorki: izabela.marczak@innpoland.pl

Trwa ładowanie komentarzy...