Skarpety w kształcie sushi? Tylko z Łowicza. "Działa tu 20 producentów, ale chcieliśmy spróbować"

fot. Michał Jędrzejowski
Daria i Dominik najpierw się pokochali, a potem doszli do słusznego wniosku, że nie samą miłością człowiek żyje. A że od myśli oboje mają blisko do czynów, to w styczniu 2014 roku założyli firmę Zooksy, produkującą... odjechane skarpetki. Wiedzieli, że wyjątkowy produkt, to za mało, by wygrać z konkurencją. Decydujące znaczenie ma rozgłos. Udało się go zdobyć dzięki nietuzinkowym pomysłom na promocję w sieciach społecznościowych.

Skarpetkowa tradycja
Początkowo nic nie wskazywało na to, że para postanowi zaangażować się w biznes skarpeciarski, choć temat ten towarzyszył im całe życie. Rodzice Darii są właścicielami farbiarni skarpet w Łowiczu, zaś Dominik jest synem założyciela firmy Pięta, producenta skarpet od 17 lat.

Mimo tego, Daria postanowiła iść własną ścieżką - skończyła psychologię mediów i pracowała jako PR-owiec i traffic manager w dużych sieciowych agencjach reklamowych w Warszawie. Dominik natomiast sił próbował w wielu branżach. - Po 10 latach w stolicy, postanowiliśmy wrócić do rodzinnego Łowicza. Bo spokojniej - wyjaśnia Daria.
Ojciec Dominika chciał, by ten przejął firmę Pięta, ale aby było to możliwe, musieli poradzić sobie z własną nową firmą - technologią, pomysłami, klientami.

- Uczyliśmy się przędz i całego procesu produkcji od zera, stojąc przy maszynach w firmie mojego teścia - wyjaśnia Daria. - Ale udało nam się, znaleźliśmy swój kierunek produkcji. Myślimy też o tym, by przejąć udziały w firmie mojego ojca - dodaje Dominik.
Daria śmieje się, że tak naprawdę, do takiego biznesu oboje byli stworzeni. - Zawsze chodziliśmy "kilka centymetrów ponad chodnikami", no i nie lubimy się nudzić. Nigdy! - podkreśla.

Wzięli więc co najlepsze z rodzinnego know how, poukładali to, co wymyślili, a potem znaleźli członków zespołu, których natchnęli swoją ideą. Projekty błyskawicznie zmieniły się w konkrety.

Dziś z nowoczesnej i w pełni profesjonalnej linii produkcyjnej codziennie schodzą dziesiątki par skarpet, które mają wszystko, by zawstydzać konkurencję – certyfikowane materiały, "gwarancję fajności" i najważniejsze – jakość.

Projektem, po którym o Zooksach zrobiło się głośno, był ten wykonany dla portalu Jemsushi.pl. - Cyprian, założyciel serwisu, to nasz kolega. Siedzieliśmy kiedyś na lunchu (oczywiście, przy sushi) i myśleliśmy, jak wykorzystać naszą produkcję skarpet do promocji jego strony - tłumaczy Dominik. - Na podstawie przygotowanego projeku i faktycznego rozmieszczenia linii tłuszczu w rybach, zaprojektowaliśmy wzory i spakowaliśmy na tackach, kojarzących się z sushi - dodaje.
Od tamtego czasu małżeństwo współpracowało z około 40 firmami, z czego większość stale obsługuje. Jak podkreśla Daria, gdyby nie internet, biznes może by działał, ale w bardzo ograniczonym zakresie. Dlaczego? Na samym początku Zooksy operowały w sferze business to business, tworząc produkty dla hurtowników. - Nasi pierwsi klienci musieli dotknąć materiał, zobaczyć nasze skarpetki na żywo. Nic tu po promocji w Internecie. Pamiętam te czasy; jeździliśmy po całej Polsce na spotkania, żeby podpisywać umowy - opowiada Daria. - Marzyło nam się jednak, by Zooksy zdobyły prawdziwy rozgłos i stały się rozpoznawalną marką - dodaje.

Małżeństwo postawiło więc na Internet. - Uważam, że bez mediów społecznościowych dzisiaj ani rusz. Mamy dosyć "instagramowy" produkt, który dobrze się sprzedaje na zdjęciach - podkreśla Skopińska-Pięta. Zooksy doczekały się więc własnego fanpage'u na Facebooku. Następnie został uruchomiony sklep internetowy. Lada chwila ruszy też blog, gdzie producenci kolorowych skarpet opowiedzą o tym, jak wyglądają kulisy całego biznesu.

- Social media pozwalają nam nawiązać bezpośredni kontakt z dużą liczbą klientów detalicznych – tłumaczy Daria. Mimo że sklep internetowy działa od niedawna, każdego miesiąca wysyłają kilkadziesiąt paczek nie tylko w Polsce, lecz także za granicę. - Mamy klientów z Australii, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Irlandii. A jeszcze nawet nie uruchomiliśmy anglojęzycznej wersji sklepu - opowiada Daria. - Przez internet znajdują nas też projektanci. Mamy nawet specjalną zakładkę „zróbmy deal” - dodaje.

W planach łowickiej firmy leży dalsze umacnianie pozycji w mediach społecznościowych. Usilnie więc pracują nad lepszym pozycjonowaniem strony i wdrażaniem coraz to bardziej innowacyjnych narzędzi e-marketingu. - Nawiązujemy też współpracę z polskimi blogerami – opowiada Daria. - Mamy mnóstwo planów. To dopiero początki internetowej odsłony naszych Zooksów - podkreśla małżeństwo.

Partnerem sekcji "Internetowe Rewolucje" jest Google.

Trwa ładowanie komentarzy...