Od tworzenia stron internetowych po egzoszkielety do fizjoterapii. "Człowiek nigdy nie będzie tak dokładny jak maszyna"

EGZOTech chce wprowadzić roboty do fizjoterapii.
EGZOTech chce wprowadzić roboty do fizjoterapii. Fot. Michał Jędrzejowski
Zanim założył własną firmę, Michał Mikulski przez 9 lat zajmował się tworzeniem stron. Nie jest to jednak agencja reklamowa czy software house. Michał wraz ze swoim zespołem tworzy roboty do rehabilitacji.

– Jako fizjoterapeutom, zdarzają nam się trudności w obiektywnej ocenie stanu zdrowia pacjenta. Nie zawsze jesteśmy w stanie wszystko ocenić palpacyjnie - własnymi rękami. Człowiek nigdy nie będzie tak dokładny jak maszyna. Trudno zaufać księgowemu, który liczy na papierze zamiast na komputerze. Poza tym, praca przez 8 godzin bez przerwy rękami jest bardzo trudna – mówi Mikulski. Robotami medycznymi zaczął zajmować się w 2009 roku podczas studiów na Politechnice Śląskiej na kierunku inżynieria biomedyczna.


Od pracy na uczelni po własną firmę
Na uczelni znalazł też pracę, ale od 2011 roku coraz mocniej poświęcał się rozwijaniu projektowanych przez siebie robotów. Pomagał mu w tym zespół składający się z mechanika, programisty i elektronika. – W ramach współpracy naukowo-przemysłowej opracowaliśmy egzoszkielet kończyny górnej i egzoszkielet kończyny dolnej. Nie weszły one jednak na rynek – mówi Mikulski.
Swoje prace musieli finansować samodzielnie. – Bootstrapowaliśmy – mówi Mikulski odnosząc się do startupowej terminologii. – Na rozwój egzoszkieletów przeznaczałem znaczną część pieniędzy, które otrzymywałem z Politechniki. Muszę zresztą przyznać, że zarabiałem wtedy dwa razy więcej niż obecnie – dodaje.

Inwestorzy i prototypy
W 2012 roku zespół rozpoczął rozmowy z inwestorami. – Wiedzieliśmy, że chcemy pozyskać finansowanie i poświęcić się pracy należycie – tłumaczy Mikulski. Udało się tego dokonać niecały rok później. Powstał EGZOTech.
– Mieliśmy już wtedy gotowy prototyp robota, z którym pojechaliśmy do Chicago i San Francisco. Od początku pracowaliśmy nad projektem komercyjnym – mówi Michał Mikulski, prezes EGZOTech.

– Rynek zabiegów fizjoterapeutycznych w Unii Europejskiej i USA to około 50 miliardów dolarów. W samym sprzęcie medycznym jest odrobinę mniejszy. Ciężko jednak jednocześnie odpowiedzieć na potrzeby zarówno pacjentów, jak i fizjoterapeutów – tłumaczy Mikulski i dodaje, że w Polsce EGZOTech nie ma na razie konkurentów. – Są Szwajcarzy, Niemcy, Amerykanie. No, i oczywiście Chiny.
Budowanie robotów w hotelu
Lunę EMG, robota autorstwa EGZOTech, stworzono z myślą o fizjoterapeutach. Może posłużyć na przykład do rehabilitacji osób z niedowładami i zanikami mięśni. – To na razie jedyny robot, który używa elektromiografii do pracy z osobami, które nie mają wystarczająco siły by podnieść własne ręce czy nogi – mówi Mikulski. By badania były ciekawsze dla samych pacjentów w sprzęcie zaimplementowano nawet przygotowane specjalnie gry.

Nad skomplikowanym projektem pracował zespół nie przekraczający nawet 10 osób. – Zaczynaliśmy w hotelu w Gliwicach i jesteśmy w nim na razie do tej pory – opowiada Mikulski. Dodaje, że na zajmowanie się takimi rzeczami jak np. biuro przyjdzie jeszcze czas.

Certyfikacja, badania i setki stron dokumentacji
Największym dotychczasowym wyzwaniem w historii firmy była certyfikacja. – Mówi się, że po zdobyciu certyfikatów wszystkie idzie z górki – mówi Mikulski. Na same badania laboratoryjne musieli wydać w tym celu kilkadziesiąt tysięcy złotych. – Przygotowaliśmy 500 stron dokumentacji różnego typu – tłumaczy prezes EGZOTech. Bezpieczeństwo w przypadku produktów medycznych jest najważniejsze
Badania to temat sam w sobie. Jeśli tworzy się aplikację, to testerzy i sami klienci powiedzą, że coś nie działa i można to naprawić. My musieliśmy wszystko testować sami i sami wymyślać scenariusze tych badań. Co by było, gdyby pacjent korzystał z robota dłużej niż 3 godziny? Albo dłużej niż 24 godziny? A może ponad 48 godzin? Musieliśmy na przykład zapewnić, że nic w sprzęcie nie uczula i nie prowadzi do podrażnień skóry.

Jak sprzedać robota
Mikulski przyznaje, że obecnie największym wyzwaniem jest sprzedaż.
– Sprzedawanie sprzętu jest o wiele trudniejsze od oprogramowania. Nie wystarczy promocja w mediach społecznościowych – mówi rozmówca. Zaznacza jednak, że każda obecność w sieci prowadzi do większej liczby umówionych, fizycznych demonstracji sprzętu. – Z zabiegami pokazowymi jeździliśmy już nawet do Stanów Zjednoczonych – mówi Michał Mikulski.

Sprzedaż Luny zaczęli chwilę temu, bo w obecnym kwartale roku. – Możemy pochwalić się jednym sprzedanym robotem, w Krakowie. Pracujemy jednak nad programami partnerskimi, które miałyby ułatwić placówkom medycznym zakup naszego sprzętu – tłumaczy Mikulski.

Partnerem sekcji "Internetowe Rewolucje" jest Google.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...