Zaczynali jako "Krawiectwo i usługi szkoleniowe". TROP - historia polskiej szkoły liderów i trenerów oraz opowieść o ksz

Dorota i Jacek (Jac) Jakubowscy, założyciele Grupy TROP, która w tym roku świętuje 20-lecie istnienia.
Dorota i Jacek (Jac) Jakubowscy, założyciele Grupy TROP, która w tym roku świętuje 20-lecie istnienia. Fot. Mat. TROP
Zaczynali od nazwy „Krawiectwo i usługi szkoleniowe”, co wówczas nikogo nie raziło, a dziś stanowi anegdotę, której wspomnienie doprowadza do ataku śmiechu samych twórców firmy. Wydawało im się, że wiedzą co robią, a wraz z rozwojem, dowiadywali się coraz częściej, że wiele się jeszcze muszą nauczyć. Uczyli się, słuchali i w końcu zaczęli uczyć innych. Wspólnie z polskimi przedsiębiorcami, liderami, pracownikami wypracowali wspólny język. Dowiedzieli się jak ważną funkcję pełni dialog. Dziś szkolą profesjonalnych trenerów i wspomagają w zarządzaniu ludźmi firmy i wielkie korporacje. TROP stało się polską marką szkoleniową, o której chyba mało kto dziś w Polsce nie słyszał.

Lata 90. w Polsce, początek wielkiej transformacji i okres bujnego rozwoju przedsiębiorczości. Dorota i Jacek (Jac) Jakubowscy jeszcze nie działają pod szyldem firmy szkoleniowej, jeszcze nie zajmują się biznesem. Ich głowy zajmuje przede wszystkim poprawa polskiej edukacji. Działają przy Polskim Towarzystwie Psychologicznym, zajmując się terapią i uruchamianiem pomocy w obszarze edukacji. To na tym polu widzą potrzebę dokonania rewolucji. W końcu nie od dziś wiadomo, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. A ich zdaniem tradycyjna edukacja sączy w młodych destrukcyjne wzorce, sprowadzając się do podawania treści i oczekiwania, że młodzież bezdyskusyjnie je przyjmie i uzna za swoje. Poprawą edukacji zajmują się od lat.



Jac, wieczny kontrkulturowiec, poszukując alternatyw dla istniejącego stanu rzeczy tworzy nawet rewolucyjny, jak na tamte czasy (lata 80.) Szkolny Ośrodek Socjoterapii, który czerpie z najlepszych antypedagogicznych wzorców, takich jak demokratyczna placówka Summerhill Alexandra S. Neilla. Dorota z kolei, psycholog z klinicznym doświadczeniem, wierzy, że zdrowa edukacja, zapewni zdrowe pokolenia i silnych, szczęśliwych, kreatywnych ludzi. Niestety lata walki o zmianę doprowadzają Jakubowskich do przekonania, że państwowego systemu edukacji zmienić się nie da.

Choć nadal są przekonani, że konieczna jest w nim rewolucja, doświadczenie sprawia, że wiedzą już, iż system potrafi „zblatować” każdą świetną ideę. I nie chcą na tę walkę tracić więcej czasu. Postanawiają iść z duchem czasu i jak wszyscy wówczas myślą o własnym biznesie. Myślenie zamienia się w decyzję, wraz z wizytą pewnej Angielki.

Biznes zaczyna się od łóżka
Brzmi kontrowersyjnie, jednak nic bardziej mylnego niż skojarzenia z seksem w tle. Jest 1995 r. i w łóżku leży Dorota, zakatarzona i chora. Kiedy odbiera telefon, nie spodziewa się, że za chwilę, jej rozmówczyni będzie siedzieć w jej sypialni i dobijać z nią interesu.

– Usłyszałam, że reprezentuje dużą brytyjską firmę, która ma zamiar ruszyć z biznesem w Polsce – opowiada Dorota Jakubowska. – Problem w tym, że firma ta próbowała zrozumieć funkcjonowanie Polaków oraz polskie zarządzanie, ale kompletnie sobie z tym nie radzi, nic nie rozumie i na gwałt poszukuje kompetentnych ludzi, którzy by jej w tym pomogli, bo inaczej czarno to wszystko się jawi. Byłam chora, a Angielka bardzo zdeterminowana. Nie chciała czekać, tylko od razu przejść do rzeczy. Powiedziałam jej, że jeśli chce, to może odwiedzić mnie w domu, bo ja nie dam rady niestety nigdzie dojechać. Paręnaście minut później wykładała mi w czym problem, siedząc na moim łóżku.

Dogadały się. I właśnie ta rozmowa stała się impulsem dla Jakubowskich, by założyć własną firmę szkoleniową i móc świadczyć usługi biznesowi. Zresztą od dawna o tym myśleli, dostrzegając, że przedsiębiorczość w przeciwieństwie do edukacji, jest bardziej świadoma swoich potrzeb i na tym polu mogą zrobić znacznie więcej dobrego, osiągnąć wymierne efekty.

Pierwsze kroki w biznesowym świecie
Na początku firmę tworzyli Dorota i Jac oraz 10 trenerów. Ich pierwsza nazwa? „Krawiectwo i usługi szkoleniowe”.

– Jak się wtedy zakładało własną firmę, to najlepiej było wpisać w nią od razu wszystko, co pod jej nazwą zamierzało się wykonywać – wspomina Jakubowska. – A ponieważ ja wtedy zajmowałam się jeszcze wytwarzaniem tkanin, to połączyliśmy w jedno obie rzeczy i wyszło „Krawiectwo i usługi szkoleniowe”. I pod taką nazwą właśnie realizowaliśmy nasze pierwsze kontrakty. Trudno uwierzyć, prawda? – śmieje się. – Czasem mnie samej także trudno dać temu wiarę.

Jak wspominają twórcy obecnego TROP-u, początki nie były łatwe, chociażby z tego powodu, że w Polsce właściwie nie było wzorców zarządzania, za to dużo prób, błędów, amatorszczyzny. A niestety zachodnie wzorce przenoszone wprost na polski grunt okazywały się porażką. Polacy po latach słuchania rozkazów z góry, nie trawili pouczania, moralizowania i koncentracji na kliencie, jaką wtedy preferował Zachód. Stawali okoniem i nikt nie był ich w stanie zmusić do działania. Na taki właśnie opór natrafił pierwszy klient Jakubowskich, wspomniana już brytyjska firma.

– To pierwsze zlecenie, dało nam niezłą lekcję o tym, jak nie prowadzić szkoleń i wiedzę o ówczesnych polskich pracownikach, ich potrzebach i sposobach nawiązywania z nimi dialogu – opowiadają Jakubowscy.

Pierwsze spotkanie z pracownikami firmy nie wypadło najlepiej. Po wykładach, jakie usłyszeli od trenerów, pracownicy spytali czy na następne spotkanie mogą przynieść robótki ręczne, bo nie zamierzają tracić czasu na słuchanie takich dyrdymałów typu: „jak mają pracować, jak powinna wyglądać współpraca w ich sektorze, etc.”.

To wtedy właśnie Dorota zrozumiała, że jeśli chce się czegoś kogoś nauczyć, trzeba przede wszystkim być gotowym uczyć się od niego, wejść z nim w dialog. Dlatego, gdy doszło do drugiego spotkania, Dorota zapytała pracowników wprost, co chcieliby jej powiedzieć, o kulturze organizacyjnej ich firmy. Nie mówili, tylko zabrali ją do... WC.

– Najpierw zaprowadzili mnie do WC dla klientów – wspomina Dorota Jakubowska. – Było ekskluzywne, całe w marmurach. A potem pokazali mi toalety dla personelu. Cóż? Nie wyglądały lepiej niż miejskie szalety z czasów PRL-u. Wtedy zrozumiałam, co ich bolało, co drażniło w traktowaniu przez Anglików i co było dla nich nie do przyjęcia. Wtedy też zrozumiałam, że naprawianie biznesu trzeba zacząć od głowy, że bez zdrowych liderów nie da się pracować z biznesem. Że to, co możemy zrobić najlepiej to właśnie szkolić tych, którzy będą dawać przykład i szkolić trenerów, którzy będą potrafili przygotowywać pole do dialogu. I stał się TROP.

W poszukiwaniu wolności i... efektywności
Od samego startu specyfiką TROP-u było poszukiwanie drogi do wolności i efektywności. Pogodzenie jednego z drugim nie jest łatwe, toteż i ścieżki jakimi zdarzyło się podążać twórcą firmy szkoleniowej, nie było proste. Główną barierą, jaką od początku napotykali w pracy z polskim biznesem był problem angażowania się liderów w proces coachingowy.

Menedżerowie, dyrektorzy, prezesi nie czuli potrzeby zmieniania się. Uważali, że to powinni zrobić wszyscy wokół nich, ale oni sami? Nigdy w życiu. Ileż to razy klientami TROP stają się korporacje, w których liderzy migają się od udziału w szkoleniach. Ile razy nawet, gdy z podwładnymi udaje się trenerom uzyskać dialog, wyciągnąć wnioski i podjąć decyzję, o koniecznych zmianach, potem wszystko zamienia się gruzy, tylko dlatego, że nie było decydenta, który wziąłby na siebie odpowiedzialność wdrożenia wypracowanych założeń. Ale to wszystko nauka.

TROP się uczy, dojrzewa, a z nim dojrzewa także polska przedsiębiorczość. Niestety zła edukacja i blizny po dawnym systemie sprawiają, że przybiera ona różne karłowate formy, tworzy karkołomne konstrukty i obszary dotknięte marazmem. Jednym z takich właśnie obszarów chorobowych, wyrosłych w polskiej demokracji trenerzy TROP widzą w konstrukcie współzależności, który trawi przedsiębiorstwa.

– Jakiś czas temu natrafiłam na badania, które mówiły o tym, że aż 70 proc. polskich pracowników nie chce podejmować decyzji, nie chce ponosić odpowiedzialności – mówi Dorota Jakubowska. – Zarządzanie po polsku, w którym deleguje się cele na poszczególne jednostki, ale żadna z tych jednostek nie widzi całości, nie ma oglądu celu nadrzędnego, spowodowało, że dziś mamy firmy, w których 100 osób robi mydło, ale żadna z nich nic nie wie o kliencie, o tym jaki ma być efekt ostateczny, a zatem też nikomu nie zależy, żeby robić lepsze mydło. To proces bardzo destrukcyjny. Kaskadowanie celów owszem daje porządek, ale odbiera poczucie sensu. Dlatego dziś nadrzędnym celem TROP-u stało się przywrócenie poczucia sensu ludziom pracującym w firmach w Polsce.

Pracuj z sensem
– Mamy nawyki związane z życiem w społeczeństwie zhierarchizowanym. Tysiące lat ludzie tak żyli, to nie jest wyłącznie sprawa polska – przekonuje w rozmowie „Klubu Trójki” Jacek Jakubowski. – Kiedyś ilość informacji była taka, że wódz mógł je mieć w głowie i samodzielnie podejmować decyzje. A teraz nawet synergicznie pracujący, zarządzany przez lidera zespół, nie jest w stanie ogarnąć nawet cząstki informacji potrzebnych do działania.
Twórcy Grupy TROP dostrzegli, że taka sytuacja jest nie tylko niekorzystna dla biznesu, ale przede wszystkim destrukcyjna dla pracowników, którzy czują się stłamszeni, bezwolni, pozbawieni kontroli nad czymkolwiek i wpływu na cokolwiek, co robią. To właśnie odbiera sens ich działaniom. A życie bez sensu staje się nieznośne. To właśnie dlatego twórcy jednej z najstarszych firm szkoleniowych w Polsce podjęli decyzję, by w swojej obecnej pracy z biznesem, skupić się na poprawie właśnie tego aspektu życia pracowniczego.

– Dziś zresztą nie ma innej drogi rozwoju firm – twierdzi Dorota Jakubowska. – Dziś w gospodarkach wielokulturowych, międzynarodowych, metoda wymuszania efektywności pracowniczej, jest metodą na krótką metę. Na dłuższą, kompletnie nie działa. Dziś przedsiębiorstwa potrzebują przebudzonych liderów, którzy wierzą w to, co robią, rozumieją, że należą do wspólnoty, która tworzy dzieło. Potrzebujemy ludzi oświeconych, którzy będą mieli odwagę wziąć odpowiedzialność, budować obszary integracji, słuchać, rozmawiać, tworzyć więzi. Trzeba tylko złapać właściwy trop.

Napisz do autorki: izabela.marczak@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...