Modelce wyrastają skrzydła i włosy stają w płomieniach! To nie film fantasy, tylko przełomowe technologie

Musiało minąć 40 lat od premiery „Gwiezdnych wojen”, żeby naukowcom udało się wdrożyć fantazje filmowców w rzeczywistość. Dokonała tego grupa Polaków, którzy stworzyli unikalną technologię wyświetlania obrazu w powietrzu rodem z filmów science fiction. Ich wynalazek szybko zdobył uznanie na całym świecie. Dziś dobijają targów nie tylko w Europie, lecz i na Bliskim Wschodzie i w Azji. – Taki rozmach nie byłby możliwy bez technologii internetowych – przyznają w rozmowie z InnPoland.pl Daniel Skutela i Marcin Panek z Leia Display System.

Pamiętacie słynną scenę, w której księżniczka Leia ukazuje się w postaci hologramu 3-D, emitowanego przez robota i prosi o pomoc Bena Kenobiego? To z wyświetlania podobnych projekcji na co dzień żyje warszawska firma Leia Display System (LDS). Mimo że wciąż nie mamy do czynienia z trójwymiarowym obrazem, technologia Polaków uchodzi za jedną z najbardziej zaawansowanych na świecie.



W czym tkwi jej unikatowość? Dotychczas obrazy wyświetlano na kurtynie gęstego dymu. Jakość takich projekcji pozostawiała jednak wiele do życzenia. Wszystko dlatego, że strugi dymu się kłębiły, co istotnie zniekształcało wyświetlany obraz. Polacy postanowili pójść o krok dalej niż konkurencja i opracowali urządzenie, emitujące laminarne strugi pary wodnej. Emisja przebiega w równoległych warstwach, a strugi tworzą równy ekran.

To jednak nie koniec innowacji. Swoje ekrany LDS Polacy postanowili wyposażyć w technologie rozpoznawania ruchu Leap Motion. To umożliwia pełną interakcję z obrazem za pomocą ruchów i gestów. Możemy przerzucać więc kartki zawieszonej w powietrzu książki, przechodzić przez obraz czy przewijać kolejne wątki multimedialnej prezentacji.
Wynalazek Polaków to efekt umiejętnej kombinacji rozwiązań z dziedziny aerodynamiki i informatyki. Tymczasem nie jest to historia z rodzaju tych, które można zacząć słowami: "Dawno-dawno temu w studenckim kole naukowym”. Najpierw powstał biznes eventowy i firma handlująca efektami specjalnym: oświetleniem, nagłośnieniem czy laserami. – Podczas jednego z eventów światło lasera zatrzymało się przez chwilę na stróżce z wytwornicy dymu, wówczas pomyślałem, że fajnie byłoby znaleźć zastosowanie dla podobnego zjawiska na szerszą skalę – wspominał w rozmowie z naTemat.pl Daniel Skutela, dziś główny konstruktor w LDS.

Od momentu pojawienia się wizji do chwili, gdy pomysł przerodził się w poważny biznes, minęło 10 lat. W międzyczasie do zespołu dołączył Marcin Panek, który pomógł Danielowi wdrożyć interaktywne technologie. Firma produkuje obecnie dwa rodzaje ekranów – S-95 o wymiarach 5X75 cm i drugi o wymiarach 300x250 cm. Te technologie uchodzą za najbardziej zbliżone do definicji hologramu ze wszystkich dostępnych na rynku rozwiązań. Nic więc dziwnego, że LDS opatentowała swój wynalazek, a w kolejce po polskie ekrany ustawiają się klienci z Arabii Saudyjskiej, Korei Południowej czy Indii.
– Taki rozmach nie byłby możliwy w dobie przed Internetem – tłumaczy w rozmowie z InnPoland.pl Daniel Skutela. Przecież prowadzenie biznesu bez reklamy jest jak puszczanie oka do dziewczyny po ciemku - nikt poza nami nie wie, co robimy. Tak twierdził guru marketingu Henderson Stuart. W pełni się z tym zgadzają założyciele Lei, z tą jedną różnicą, że oczko muszą puszczać do klientów porozrzucanych po całym świecie. – Żyjąc w globalnej wiosce rola internetu jest więc nie do przecenienia. Leia jest głównie produktem eksportowym, toteż komunikacja z kontrahentami z drugiej części świata nie byłaby tak owocna jak jest obecnie, gdyby nie internet – mówi Daniel.

Jakie tricki stosuje Leia do promocji swoich ekranów? Firma stawia na jakość, a nie ilość. – Oprócz oczywistych zastosowań takich jak maile i strona internetowa w dwóch odsłonach językowych, postanowiliśmy nagrać ciekawy film reklamowy i umieścić go na stronie YouTube – reasumuje Daniel. – To w tej chwili jest dla nas jedyna reklama, która w zupełności wystarcza – dodaje.
Wciąż jednak jest zbyt wcześnie, aby reklamować się na masową skalę. Seryjna produkcja działa zaledwie od roku i firma nie jest jeszcze w stanie w pełni zaspokoić rynkowego apetytu. – Mamy dużo pracy i produkujemy coraz więcej urządzeń. Gdybyśmy wdrożyli aktywną sprzedaż, czyli coś więcej niż tylko film na YouTube, mogłoby to poskutkować tym, że nie wszystkie zlecenia bylibyśmy w stanie zrealizować lub czas oczekiwania byłby bardzo długi – tłumaczy Daniel. Jednocześnie zapewnia, że Leia nieustannie powiększa swój zespół o kolejnych specjalistów i rozbudowuje moce produkcyjne. – Wówczas wdrożymy też bardziej zaawansowany formy e-marketingu. W dzisiejszych czasach bez sieci nie jest chyba możliwy rozwój żadnej firmy – dodaje.

Partnerem sekcji "Internetowe Rewolucje" jest Google.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...