Polska wyprzedana. Nie ma już ciekawych firm do sprywatyzowania – uważają francuscy bankierzy

Oba hasła już nieaktualne. Trwa wyprzedaż ostatnich firm, atomu pewnie nie będzie.
Oba hasła już nieaktualne. Trwa wyprzedaż ostatnich firm, atomu pewnie nie będzie. fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Zyskowne mogą być porty lotnicze i energetyka, ale tylko o ile wzrosną ceny prądu. Kopalnie i ich węgiel są niemodne i niedochodowe, a około 270 firm pozostających w rękach skarbu państwa to drobnica. Przedstawiciele francuskiego banku inwestycyjnego Société Générale zauważają ze smutkiem, że w Polsce nie ma już czego prywatyzować.

– Zostało niewiele firm, które można jeszcze w Polsce sprywatyzować – twierdzi Andrzej Olszewski, dyrektor zarządzający banku Société Générale. – Oczywiście rząd ma ciągle udziały w wielu spółkach, które są notowane na giełdzie. W sektorze finansowym to choćby PZU i PKO BP. Myślę, że jest tylko kwestią czasu, żeby Skarb Państwa zszedł z obecnych pakietów – przekonuje.



Mityczny Święty Graal Polaków – czyli państwowe firmy, z których sprzedaży można było dokładać do budżetu, wypłacając emerytury i unikać podwyższania podatków, właśnie przestał istnieć. Licząc od 2008 roku sprzedano firmy lub pakiety akcji o wartości 58,2 mld złotych. Każdego roku do budżetu wpadało po kilka miliardów. W tym roku prywatyzacja przyniosła zaledwie 23 mln. Przy czym nie zanosi się na wielkie transakcje.

Banki są już ich
Ciekawe, że w samym środku politycznej dyskusji o repolonizacji banków ruszyła właśnie kampania przekonująca klientów Banku Gospodarki Żywnościowej, że od tej pory nazywać się będzie BGŻ BNP Paripas. To jeden z ostatnich sprywatyzowanych banków, który trafił pod kontrolę zagranicznego inwestora. Jak wyliczał Zbigniew Jagiełło, 60 proc. aktywów bankowych jest w rękach podmiotów zagranicznych. Polski pozostał Bank Gospodarstwa Krajowego obsługujący rządowe programy jak np. Mieszkanie dla Młodych.

Jesienią na giełdę prawdopodobnie wejdzie Bank Pocztowy , ale oferta akcji wartych 200 mln złotych to już tylko cień wielkich transakcji jak debiut giełdowy PZU. To mały bank, z milionem klientów, i zaledwie 12 mln zł zysku.

Spośród biznesów wartych jeszcze uwagi bankier wymienia porty lotnicze, bo rośnie liczba pasażerów a tym samym wpływy do kas lotnisk. W warszawskiego lotniska Fryderyka Chopina skorzystało 10,5 mln pasażerów, w krakowskich Balicach odprawiono 3,8 mln osób, w gdańskim Rębiechowie – 3,2 mln, a w katowickich Pyrzowicach – 2,7 mln pasażerów. Wbrew zachętom Société Générale trafiły na listę firm o szczególnym znaczeniu i nie będą prywatyzowane.

Olszewski zauważa że branża energetyczna jest mało atrakcyjna ze względu na niskie ceny prądu i konieczność wielkich inwestycji. Raczej nie będzie chętnych na kupno zadłużonych i przynoszących straty polskich kopalni. Co pokazuje decyzja Rządowego Funduszu Emerytalno-Globalnego z Norwegii. Ogłosił, że wycofuje się z finansowania inwestycji węglowych – i sprzedał warte około 70 mln zł akcje polskich firm branży.

Ostatnie złote jaja

Rekordową transakcją MSP była sprzedaż w 2014 roku za ponad 619 mln zł akcji chemicznej spółki Ciech firmie Jana Kulczyka. Dziś ten pakiet akcji jest wyceniany na ponad miliard złotych. Jednak takie kariery jak Kulczyka, który dzięki interesom, ze skarbem państwa, prywatyzacji Browarów Wielkopolskich, Warty i Telekomunikacji znalazł się na pierwszym miejscu listy najbogatszych Polaków to już przeszłość. Wystarczy spojrzeć listę objętych prywatyzacją wśród 270 podmiotów spółek i spółeczek przeważa drobnica. Wyceniana po kilka, kilkadziesiąt milionów złotych od sztuki. Dlatego tym roku dochody z prywatyzacji to zaledwie 23 mln złotych.

Największe prywatyzacje w 2015 roku

9,4 mln zł za 41 proc. udziałów w ciepłowni Veolia Chrzanów
7,2 mln zł za umorzenie 2,69 proc. udziałów w FSO w Warszawie
831 tys. zł za 12,5 proc. udziałów w Centrali Nasiennej w Warszawie



Ostateczna rozprzedaż i likwidacja

Termin handlowo-bazarowy, ale pokazuje, że polskiemu rządowi będzie coraz trudniej wyciągnąć z prywatyzacji przyzwoite pieniądze. Zarazem MSP naciskane na dostarczanie gotówki do budżetu organizuje prawdziwe promocje. Pokazuje to historia prywatyzacji Polskiej Żeglugi Bałtyckiej, firmy przewożącej pasażerów promami po Bałtyku. Po kilku nieudanych próbach sprzedaży cena przedsiębiorstwa została obniżona do 39 mln zł ( brak zainteresowania nabywców). Wtedy do akcji ruszyli bałtyccy konkurenci chcąc za relatywnie niewielkie pieniądze przejąć i wyciąć Polaków z rynku. Tylko jeden kupiony niedawno nowy prom PŻB był warty 140 mln zł. Sprzedaż powstrzymały protesty związkowców i pracowników armatora, którzy twierdzili, że ostatnio spółce lepiej się wiedzie i roczny zysk przewyższy 39 mln ze sprzedaży. Ministerstwo skarbu w czerwcu wycofało się z transakcji.

O tym, że sprzedaje się ostatnie spady po PRL przekonali się Chińczycy. Ci mają pieniędzy w nadmiarze więc chętnie kupują to co idzie pod młotek w Unii Europejskiej. Rok temu zainwestowali Fabrykę Łożysk Tocznych w Kraśniku. Inwestorzy skupując kilka podobnych fabryk chcieli wedrzeć się na rynek poddostawców europejskiego przemysłu samochodowego – i nagle zdziwienie. – Nie spodziewaliśmy się, że firma jest tak przestarzała, aby rozwinąć skrzydła potrzebuje 130 mln zł inwestycji w nowe maszyny – zwierzał się dziennikarzom Weiren Zhao, nowy dyrektor fabryki.

Podobnie było z Polskim Holdingiem Nieruchomości – zlepkiem państwowych firm, posiadających budynki i działki. Teoretycznie jest on jednym z największych, pod względem wartości portfela, podmiotów w sektorze komercyjnym. Ma 140 nieruchomości i blisko 700 ha gruntów na terenie całej Polski (m.in. w Warszawie, Wrocławiu i Trójmieście). w lutym 2013 roku PHN wszedł na giełdę i cena akcji znajduje się poniżej tej z debiutu. Firma jest wyceniana niżej niż księgowa wartość majątku jaki posiada.

Gdzie się podziały tamte miliardy?
A teraz najbardziej gorzka pigułka. Co nam zostało z prywatyzacji narodowego majątku? Po kilka procent wpływów miało zasilać fundusz Nauki i Technologi Polskiej, a także Funduszu Restrukturyzacji Przedsiębiorców. Według opracowania Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie większość funduszy wydawano na łagodzenie bieżących kryzysów rządowych. Ginęły gdzieś w przeksięgowaniach budżetu i trafiały a to do pielęgniarek, żądających podwyżek, a to uzupełniały dziurę emerytalną w ZUS.

W 1997 roku padł mądry i perspektywiczny pomysł, aby zyskami z prywatyzacji zasilać Fundusz Rezerwy Demograficznej. Odłożone w nim miliardy miały wspierać wypłaty emerytur po 2020 roku, kiedy ze względu na starzenie się naszego społeczeństwa, a mniejszą liczbę pracujących przydałaby się „poduszka finansowa”. Niestety, kolejne rządy podbierały z zaskórniaków i teraz jest tam zaledwie 18 mld. ZUS co miesiąc na emerytury wydaje 10 mld zł. Oznacza to, że zgromadzone pieniądze wystarczą na niespełna dwa miesiące.

Artykuł opublikowany ukazał się w serwisie naTemat.pl 7 lipca 2015 roku. Ponowna publikacja za zgodą autora.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...