Masz dość Ikei? Chłopaki z Yestersena pomogą ci urządzić dom inaczej

Yestersena założyło dwóch przyjaciół – Maxime Chanson i Karol Misztal
Yestersena założyło dwóch przyjaciół – Maxime Chanson i Karol Misztal fot. Andrzej Kwiatkowski
Nienawidzisz przeglądać katalogu z Ikei? Masz dość sofy Beddinge? Skręca cię na myśl o stoliku Lack? Przez regał Expedit masz nocne koszmary?

Teraz możesz odetchnąć z ulgą, wszystko dzięki Maxime'owi Chanson'owi i Karolowi Misztalowi. Dwóch przyjaciół - Francuz i Polak - założyło niedawno yestersena, czyli "gabinet osobliwości z epokowymi okazami wzornictwa", a mówiąc prościej "internetowy bazar", gdzie można kupić najróżniejsze vintagowe przedmioty. Od plakatów filmowych z Gretą Garbo przez zegary szachowe po czechosłowackie młynki do kawy. W yestersen dominują jednak modernistyczne wzory z połowy XX wieku. – Na początek wystarczy jeden fotel klubowy i mała lampka, na przykład w stylu space age, albo inny zestaw - komoda w stylu skandynawskim z odpowiednio stylizowanym wazonem lub popielnicą – tłumaczy Misztal.

Nie dla snobów
– Wszystko zaczęło się równo rok temu. Kupiłem wtedy mieszkanie w jednej z kamienic na Starym Mieście. Chciałem je urządzić na swój sposób, ponieważ od zawsze fascynował mnie vintage , to szukałem rzeczy właśnie w takim stylu. Na początku postanowiłem poszperać na Kole i innych warszawskich pchlich targach, ale tam cena większości przedmiotów nie przystawała zupełnie do ich rzeczywistej jakości. Więc zacząłem szukać na Allegro i OLX, tam pojawił się jednak inny problem – rzeczy były po prostu zbyt dużo. Chcąc znaleźć jedną perełkę, trzeba było sprawdzić tysiące rupieci, co zajmowało ogromnie dużo czasu. – wspomina Maxime.
I właśnie wtedy Chanson pomyślał, że warto stworzyć miejsce, gdzie będzie można znaleźć profesjonalnie wyselekcjonowane vintagowe przedmioty w przystępnej cenie. – Chciałem bowiem, żeby yestersen był platformą na każdą kieszeń i to się udało. Dzisiaj oferujemy towary w najróżniejszych cenach, od 50 zł do 5 tysięcy złotych – przekonuje.

Do Polski Maxime przyjechał przed kilku laty. Jak sam mówi "z miłości do jednej dziewczyny". Już wtedy był "na swoim", prowadził bowiem sklep internetowy - Lekki. – Sprzedajemy tam najbardziej kultowe urządzenia z lat 90' , m.in. konsolę do gier, telefony komórkowe czy zegarki. Wcześniej nadajemy im zupełnie nowy design. Lekki działa ponad pięć lat, większość produktów sprzedaje jednak w Europie Zachodniej i Azji – podkreśla Chanson.


Moda na staroć
Do otwarcia "internetowego gabinetu vintage" przekonał Karola. – Maxime ma duszę przedsiębiorcy i dobrze dostrzega braki na rynku. Do pracy nad konceptem yestersen przekonał mnie w jeden wieczór – śmieje się.
Karol przyznaję jednak, że i jego wcześniej interesowały "przestarzałe rzeczy". – Po studiach wyjechałem do Francji i pracowałem tam dla Harvard Business School. Odwiedzaliśmy z profesorami amerykańskiej uczelni firmy, które zmagały się z najróżniejszymi problemami –marketingowym, finansowymi, organizacyjnymi – a później im pomagaliśmy. Los chciał, że zajmowaliśmy głównie firmami lifestyle takimi jak Ducati, Omega czy Lomography (producent analogowych aparatów fotograficznych). I właśnie ten ostatni projekt szczególnie mnie zaintrygował. Zacząłem się wtedy zastanawiać, dlaczego w erze smartfonów i kamer cyfrowych ludzie wciąż kupują tak "przestarzałe rzeczy" jak aparaty na kliszę – opowiada Misztal.

Wyrwać się się z zamkniętego kręgu
Yestersen jest platformą sprzedażową, gdzie każdy handlarz starociami może wystawiać swój towar. – Jesteśmy alternatywnym kanałem dystrybucji dla różnego rodzaju profesjonalnych sprzedawców vintage: od dużych importerów używanego wzornictwa, przez pracownie renowacji mebli, na drobnych antykwariatach kończąc. Każdy ze zgłaszanych przez nich przedmiotów musi przejść naszą kontrolę jakości aby znaleźć się w serwisie – zarzeka się Karol.
Większość sprzedawców działających na yestersenie jest z Warszawy, tylko nieliczni pochodzą z innych miast , m.in. Łodzi, Krakowa i Poznania. – Zakładaliśmy więc, że na naszej platformie będzie pojawiać się coraz więcej sprzedawców z całej Polski. I tak się właśnie dzieje. Po trzech tygodniach naszej aktywność widzimy, że handlarze, którzy na początku nam odmawiali, teraz przychodzą sami i pytają, czy mogą się dołączyć – twierdzi Maxime.

Vintage dla laika
– Wszystko brzmi pięknie, ale nie boicie się, że yestersen będzie traktowany jako miejsce dla rozkapryszonych hipsterów? – pytam . – Stare brzytwy do brody i rowery holenderskie jeszcze do nas nie zawitały (śmiech). Chcemy, żeby nawet najwięksi laicy mogli u nas robić zakupy z przyjemnością. Dlatego właśnie grupujemy nasz asortyment w specjalne kolekcje, jak tropikalny design czy lata 70's, aby ułatwić kupowanie mniej zorientowanym klientom i podpowiedzieć im, co do czego dobrać – odpowiada Misztal.
- Oczywiście mamy świadomość, że handel wzornictwem sprzed lat nigdy nie będzie czymś masowym. W Polsce widać jednak wzrost zainteresowania przedmiotami vintage. Coraz więcej mebli czy gadżetów jest stylizowanych na lata 50 albo inspirowanych skandynawskim designem – mówi Francuz.

Maxime i Karol sami są przykładami osób, które zainteresowały się vintagem w ostatnich latach Jak sami przyznają, jeszcze niedawno nie nie wiedzieli o retro czy designie, a teraz są ekspertami. - Jeśli chodzi o polskie wzornictwo cenię sobie fotele 366, o ile są odrestaurowane zgodnie z duchem epoki. I oczywiście ława "jamnik". To dwa moje ulubione modele waszych mebli - przyznaje Chanson. Z przyjacielem zgadza się Karol. - Fotel 366 w żółtej skórze potrafi wyglądać niesamowicie. Mam w domu jeden, który czeka na taką renowację. Inną z moich słabości są komody na wysoki połysk z lat 70'. Jedną z nich przerobiłem sobie nawet na barek wymieniając uchwyty i docinając wewnętrzną półkę – przyznaje.

Czemu? – pytam. – Bo to jest istota stylu vintage. Znajdować unikalne przedmioty i nadawać im zupełnie nowe znaczenie - odpowiada Misztal.

Napisz do autora: michal.budzynski@innpoland.pl

Trwa ładowanie komentarzy...