Fiordy jadły im z ręki. Jak budowlańcy z Podlasia zbudowali w Norwegii 1300 mieszkań

Jan Mikołuszko - wejście na rynek norweski mogą przynieść mu aż 280 mln złotych.
Jan Mikołuszko - wejście na rynek norweski mogą przynieść mu aż 280 mln złotych. fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta
Budować w Norwegii to szaleństwo. Płaca minimalna wynosi 70 zł za godzinę. Gdyby chcieć wysłać tam ekipę budowlaną, która wymuruje tradycyjny dom z cegieł, trzeba by obracać wielkimi pieniędzmi. Dlatego Jan Mikołuszko, założyciel firmy budowlanej Unibep opracował inny plan. Domy produkuje się w kawałkach, w fabryce w Bielsku Podlaskim. Potem wystarczy zawieźć je do Norwegii, poustawiać jak z klocków na działce inwestora. Dzięki innowacyjnej technologii Unibep zbudował tam już 1300 mieszkań.

– Nie uwierzy pan, ale przeciętny Norweg kupując mieszkanie zamawia u nas od razu kafelki na podłogę, kolor ścian, kuchnię z meblami, wyposażeniem i wszystkimi instalacjami – mówi Mikołuszko oglądając prospekt własnej firmy i kręci z niedowierzaniem głową. Bo taka sprytna jest ta technologia domów modułowych.

Widzisz zwykły budynek wielorodzinny, ale architekt podzielił go w projekcie na moduły. Salon z kuchnią i jadalnią wielkości 30 m2. Do tego dostawia się sypialnię z balkonem 20 m2 i drugą sypialnię 15m2 z łazienką. I oto typowe mieszkanko dla rodziny 2+1. Moduły powstają jak pudełka. W fabryce Unibepu budują drewnianą konstrukcję. Ściany podłogi i sufity są z płyt drewnianych. W fabryce układa się wszystkie kable i rury, docieplenia, w wycięte otwory wstawia drzwi i okna. Moduły transportuje się TIRami do Gdańska i stamtąd barkami do Norwegii. Wystarczy kilkunastu ludzi oraz dźwig, a na miejscu powstaje dwu-, trzypiętrowy budynek.
Taka technologia narzuca rygory deweloperowi. Kiedy zamówienie trafi do Unibepu właściwie każde mieszkanie musi mieć już nabywcę, bo powstaje zgodnie z jego życzeniem. Potem nie da się już przesunąć drzwi czy zmienić okien.

Polacy wybudowali już osiedla mieszkaniowe od Stavanger na południu po Tromso już za kołem biegunowym. Zapracowali na markę. Mikołuszko opowiada o norweskim rynku. – To nie jest tak jak u nas, że przyjeżdża sobie firma krzak znikąd i zaczyna budować. Początkowo patrzono na nas bardzo podejrzliwie. Były kontrole BHP czy policji pracy. Bez rekomendacji norweskiego partnera nie wypożyczono by nam nawet dźwigu. Kilka lat czekałem, aż dzięki dobrym opiniom zarekomendowano przyjęcie nas do izby budowlanej – opowiada przedsiębiorca. Dzięki nowym kontraktom w Norwegii Unibep, chce zyskać ponad 280 mln złotych.
Domek z klocków
Skąd pomysł na domy modułowe? W latach 90. Mikołuszko był najpierw dyrektorem, a potem prezesem Unibudu. To dawne państwowe Przedsiębiorstwo Budownictwa Rolniczego budowali m.in. fermy drobiu. Firma weszła na giełdę, a później stała się częścią składającej się z wielu spółek korporacji Budimex. – Wierzyłem, że można zmienić technologię budowy domów jednorodzinnych. Zamiast murować domy sposobem gospodarczym można w kilka tygodni postawić lekką konstrukcję z drewna. Tak powstała pierwsza fabryka domów drewnianych w Bielsku Podlaskim – opowiada Mikołuszko. Po szeregu transakcji jako Danwood jest własnością funduszu Enterprise Investors. Specjalizuje się w budownictwie jednorodzinnym.


Mikołuszko odkupił część udziałów w spółce Budimeksu i tak powstał Unibep. Pracując na wielu kontraktach budowlanych cały czas miał w głowie technologię, która pozwoli na budowanie modułowe. Kiedy kilka lat temu jego firma weszła na rynki skandynawskie wiedział, że tam znajdzie klientów gotowych budować wielorodzinne domy z modułów drewnianych. Pieniądze z debiutu giełdowego zainwestował w fabrykę.

Norwegia to niejedyny kraj, gdzie rozwija się rynek budowy domów modułowych. Perspektywiczna jest Dania, Szwecja oraz Niemcy. Unibep na zlecenie niemieckich samorządów ma zbudować nowe osiedla dla przyjętych uchodźców. – Przez kilka lat ciężko pracowaliśmy, by nasz produkt był na najwyższym światowym poziomie. I może to zabrzmi nieskromnie – udało się nam. Portfel zamówień na rok 2016 jest niemalże zamknięty – kontynuował szef Unibepu.

Klub eksporterów
Do biznesu budowlanego Mikołuszko pozwala sobie podpiąć całą ideologię. Powołał Polski Klaster Eskporterów Budowlanych – firm, które działają na rynkach międzynarodowych i chcą sięgać po kontrakty z najwyższej półki. – Czas już, by Polacy przestali być anonimowymi podwykonawcami niemieckich czy hiszpańskich firm. Takich spółek jak Unibep z porządnymi międzynarodowymi doświadczeniami jest więcej. Czas zacząć zdobywać rynki zagraniczne, bo kiedy unijne dotacje w Polsce się skończą nie będzie nic do roboty – mówi przedsiębiorca.

A Mikołuszko z niejednego pieca chleb już jadł. W Sankt Petersburgu jego firma zbudowała hotel na Crown Plaza przy lotnisku Pułkowo. W podmoskiewskim porcie lotniczym Wnukowo postawił DoubleTree by Hilton. Zbudował też biurowiec dla 1400 pracowników Gazpromu. – Był świetny pomysł wiceminister Beaty Stelmach, żeby polskie firmy bazując na doświadczeniach Euro2012 zaczęły pracę w Rosji, pomagając przy inwestycjach na piłkarskie mistrzostwa świata w 2018 roku. Niestety doszło do działań wojennych i sankcji gospodarczych. Na dziś Rosja jest praktycznie zamknięta. Szkoda – dodaje biznesmen.
Trwa ładowanie komentarzy...