Grupa naTemat

Wiedział, jak robić biznes w Iranie mimo sankcji. Dziś mówi, ile nasze firmy mogą tam zarobić

Bartosz Świderek, nasz człowiek w Iranie
Bartosz Świderek, nasz człowiek w Iranie mat. prasowe
– Amerykańska Coca-cola nie będzie hitem na irańskim rynku, ale gdyby pojawiła się tam na przykład polska cola, smaczna i w przyzwoitej cenie, zostanie przywitana z otwartymi ramionami – mówi Bartosz Świderek, polski przedsiębiorca, który ma wieloletnie doświadczenie w pracy na rynku irańskim.

– Iran przypomina teraz polską gospodarkę w 1989 roku. Rynek, zamknięty przez lata, jest teraz głodny nowych produktów. Sami Irańczycy mają pieniądze, dużo entuzjazmu, a za wiele produktów importowanych z Zachodu przez sankcje płacili dotychczas 2-3 krotnie wyższe ceny. To koszty pośredników ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich – opowiada Świderek, prezes firmy Pol-Inowex.

Według przedsiębiorcy, wraz ze zniesieniem sankcji, nadeszła idealna chwila, by rynkiem zainteresowały się polskie marki kosmetyczne, żywnościowe, firmy z branży IT, a także przemysł. Irańczycy będą zarabiać krocie na eksporcie ropy naftowej. Szacuje się, że Teheran zgromadził na tankowcach zapasy surowca sięgające 40 mln baryłek, które po zniesieniu ograniczeń mogą natychmiast trafić na rynek. Iran – jak podaje telewizja CNBC – ma zamiar "pompować tyle ropy, ile zdoła".

Jest już pierwszy zwycięzca gry o petrodolary. To Airbus, który na tym rynku bez trudu wyprzedził amerykańskiego Boeinga. W styczniu przedstawiciele Iranu podpisali dwie umowy z Airbusem dotyczące zamówień na 118 nowych samolotów oraz pakietu kompleksowej współpracy w zakresie lotnictwa cywilnego. Umowy te zostały sygnowane w Pałacu Elizejskim w Paryżu podczas oficjalnej wizyty prezydenta Iranu, Hassana Rouhaniego, we Francji, w obecności prezydenta Francji François Hollande’a.

Sankcje miały na celu utrzymanie Iranu w izolacji i ograniczenie jego potencjału ekonomicznego, aż do rozwiązania problemu, jaki stanowiła jego polityka jądrowa. Do Iranu nie mogły trafić niektóre nowe technologie czy maszyny zachodniego świata. Za to właściwie bez przeszkód mogły trafiać "te z odzysku". Handlowa wojna trwała 12 lat, a wielu potrafiło się w niej idealnie odnaleźć.

Sposób na embargo
Świderek pracuje w bardzo specyficznej branży przeprowadzek przemysłowych. Uruchomcie wyobraźnię. O ile w przypadku mieszkań, chodzi o przeniesienie gratów z mieszkania do mieszkania, to nasz rozmówca "przeprowadza" całe fabryki z kraju do kraju. Firma nazywa się Pol-Inowex, ma bazę w Lublinie, a zaczynała od furgonetki z kilkuosobową ekipą majstrów wyposażonych w palniki do cięcia metalu i komplet kluczy nasadowych. Swoje pierwsze zamówienie Świderek dostał w latach 90', chodziło o przeniesienie cukrowni z Niemiec właśnie do Iranu.

– Niemcy ograniczały swoje moce w produkcji cukru. Do likwidacji poszło wiele zakładów, niektóre miały całkiem nowoczesne maszyny. Zamiast na złom, szły na eksport jako używane – opowiada prezes Świderek. Irański kontakt zakładał, że pracownicy Pol-Inoweksu maszyna po maszynie, śrubka po śrubce, rozmontują zakład w Europie. Oznaczą fragmenty linii technologicznych, zapakują do kontenerów, przetransportują na wolny kawałek pustyni nad Zatoką Perską. Tam zmontują w całość, podłączą media i puszczą maszyny w ruch.

Kiedy udało się zrealizować pierwszą przeprowadzkę, szybko poszło z pozyskaniem kolejnych zamówień. W 2004r. na Iran nałożono sankcje gospodarcze, ale mimo to niemal cały świat nadal z nim handlował. – Na rynku istnieli pośrednicy, którzy puszczali towary w kontenerach do Emiratów Arabskich. W Dubaju pośrednik brał 30, a nawet 50 procent marży za wysyłkę do Iranu – opowiada przedsiębiorca. Także i on nadal działał w Iranie, oczywiście nie naruszając międzynarodowych przepisów.

Dzięki takim obrotnym biznesmenom w Teheranie wybudowano dwie linie metra (w sumie mają pięć). Mimo sankcji gospodarczych, braku dochodów z handlu ropą naftową. A jednak szybciej i taniej niż w Warszawie, wspomaganej szczodrze dotacjami unijnymi. Najlepszy biznes to w tej chwili energetyka. – Zamykane w Europie elektrownie gazowe były jeszcze całkiem świeże, a przewiezione do Iranu mogły jeszcze swobodnie popracować ze 25 lat. To bardzo zyskowne kontrakty, gdyż irańskie elektrownie mają słabą wydajność, tymczasem gazu jest tam pod dostatkiem – opowiada. Kiedy rozmawiamy, Bartosz Świderek jest we Włoszech, gdzie negocjuje warunki kolejnej irańskiej przeprowadzki, tym razem chodzi o zakład chemiczny.
Irańczycy też puszczają oko
Prezes Polinoweksu wspomina, że irańska przygoda nie zawsze była sielanką: – Zamachy z 11 września 2001 roku zastały mnie i pracowników właśnie w Teheranie. Zapanował tam chaos, gdy grupy demonstrantów zaczęły manifestować poparcie dla zamachowców. Wielu europejskich przedsiębiorców uciekło stamtąd w popłochu. Władze Iranu poparły Talibów – wspomina biznesmen. Dodaje, że dziś mimo różnic kulturowych świetnie dogaduje się z Irańczykami. – Wielu z nich kończyło studia w Polsce jeszcze w czasach PRL. Pamiętają język polski, a nawet powołują się podobne doświadczenia w historii. Dziś na przykład wiele osób nie jest zadowolonych z systemu rządów miksujących politykę i religię. Nie można go otwarcie krytykować w pracy, w urzędzie czy na uczelni, ale w domu przy kawie często słyszę: Wy Polacy wiecie o co chodzi. I puszczają oko – opowiada Bartosz Świderek.

Pol-Inowex od dłuższego czasu miał sygnały od inwestorów, że embargo na Iran może zostać zniesione. 15 lipca 2015 roku polski rząd zapowiedział uruchomienie specjalnego programu Go for Iran, skierowanego do polskich firm, zachęcające je do inwestycji w tym kraju. To duże ułatwienie –ocenia biznesmen. Największe szanse widzi dla polskich producentów żywności (Iran importuje 85 proc. żywności). Wśród możliwych obszarów współpracy wymienił także poszukiwania geologiczne, eksploatację surowców, technologię kolejową i technikę.

napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
FirmyGospodarkaEksport
Skomentuj