Grupa naTemat

Zagraniczni inwestorzy pozwali Polskę na blisko 9 mld zł. To więcej niż wynosi PKB Grenlandii

Polska zastanawia się nad wypowiedzeniem tzw. BIT-ów, umów między dwoma krajami o wzajemnym wspieraniu inwestycji. Na podstawie tych umów obecnie toczą się postępowania przeciwko Polsce o blisko 9 miliardów zł
Polska zastanawia się nad wypowiedzeniem tzw. BIT-ów, umów między dwoma krajami o wzajemnym wspieraniu inwestycji. Na podstawie tych umów obecnie toczą się postępowania przeciwko Polsce o blisko 9 miliardów zł Fot. U.S.D.A/bit.ly/1XXWhzI/CC BY 2.0
Jasną stroną zagranicznych inwestycji są atrakcyjne miejsca pracy, nowe technologie i szanse na rozwój dla regionu. W ubiegłym tygodniu Ministerstwo Skarbu Państwa przypomniało jednak o drugiej stronie tego zjawiska, umowach międzynarodowych, które pozwalają zagranicznym korporacjom na pozywanie Polski o miliardowe odszkodowania. Wśród 11 pozwów jest cypryjski inwestor, który pozwał Polskę o rekordowe 4,3 mld zł i łącznie pięć pozwów z firm zarejestrowanych w tzw. rajach podatkowych.

Z danych Prokuratorii Generalnej wynika, że Polska walczy dziś w 11 postępowaniach, stawką jest łącznie od 8 do 9 miliardów zł. Jeśli przegra, będzie płacić, jeśli wygra, być może odzyska kilkumilionowe koszty postępowania. Ale to nie takie pewne. Ministerstwo Skarbu ogłosiło w ubiegły czwartek, że przeanalizuje umowy zawarte z krajami Unii Europejskiej i zdecyduje, czy części z nich nie wypowiedzieć. Postępowania są bowiem często wykorzystywane do nacisku na Polskę w relacjach gospodarczych.

Dlaczego inwestor, prywatna firma, ma prawo pozwać Polskę? Wynika to z tzw. BIT–ów, umów o wzajemnym popieraniu inwestycji z innymi państwami (Billateral Investment Treaty). Na podstawie umowy, którą Polska podpisała z danym krajem, np. z Holandią czy Cyprem, inwestor zagraniczny pochodzący z danego kraju może dojść do wniosku, że doznał szkód i pozwać Polskę przed międzynarodowy arbitraż.

– Polska chce się wycofać z BITów wewnątrzunijnych – powiedziała dr Magdalena Słok–Wódkowska z Instytutu Prawa Międzynarodowego UW. – To jest szczególna sytuacja, ponieważ tu się robi podwójna regulacja. Mamy swobodę przepływu kapitału i usług oraz umowy BIT, które wprowadzają inne sposoby rozstrzygania sporów. Komisja Europejska naciska by państwa członkowskie wypowiadały BITy między sobą, ponieważ to jest dodatkowa regulacja, nie zawsze spójna z regulacjami unijnymi.
Dwa największe pozwy, o wartości (w przeliczeniu na złotówki) 4,3 mld złotych i półtora miliarda zł, wytoczyli inwestorzy... z Cypru, są jeszcze pozwy z tak dużych krajów jak Indie czy USA, ale też z niewielkiej Holandii czy Luksemburga.

– Co to znaczy inwestor cypryjski? – spytał Marcin Wojtalik. Jego zdaniem chodzi nie o Greka czy Turka, ale przedstawiciela firmy zarejestrowanej na Cyprze. – Cypr jest znanym rajem podatkowym. Podobnie ma się sprawa inwestorów luksemburskich, to kolejny znany raj. Holandia jest wymieniana jako kraj, z którego jest najwięcej pozwów, ale te firmy są tam jedynie zarejestrowane – tłumaczył.

Czy Polska będzie płacić miliardy?

Niekoniecznie, zdaniem resortu skarbu skuteczność strony polskiej jest bardzo wysoka i wynosi 97 proc., jednak nawet wygrana oznacza dla Skarbu Państwa 3–4 mln zł kosztów. Często też nie udaje się odzyskać zwrotu kosztów od inwestora zagranicznego.

– Jeśli popatrzyć na kwoty inwestycji i pozwów, to nie jest szczególnie dużo – powiedziała dr Magdalena Słok–Wódkowska. – Zresztą, Polska je na ogół wygrywała, na przykład sprawę z laboratorium osocza i z firmą Schooner Capital, który pozwał Polskę o doprowadzenie do upadku Kamy Foods.

Dlaczego Polska podpisywała te umowy? BIT–y to pamiątka jeszcze po słabej pozycji Polski z przełomu lat 80 i 90, gdy zaufanie zagranicznych inwestorów do Polski było bardzo niskie. Gospodarka i scena polityczna kraju trwała wtedy w stanie bardzo chwiejnej równowagi, a harmonia rozwoju młodej demokracji była obarczona sporym ryzykiem. Dlatego duże firmy, by wejść z inwestycją do kraju, również potrzebowały zabezpieczenia – i takim zabezpieczeniem były BITy.

– BIT–y zostały wymyślone na świecie w latach 50’, by chronić inwestorów z państw rozwiniętych w państwach mniej rozwiniętych – wyjaśniła dr Magdalena Słok–Wódkowska z Instytutu Prawa Międzynarodowego UW. Dawały inwestorom pewność, że ich działalność nie zostanie znacjonalizowana bez odszkodowania i będą mieli prawo do sądów. Umowy zawierały klauzule równego traktowania, słusznego i sprawiedliwego traktowania i niewywłaszczania bez odszkodowania. W Polsce podpisywano je głównie na początku lat 90. – Z państwami spoza UE Polska ma tych bitów 38, to jest sporo – przyznała.

Pomysł by wypowiadać umowy dwustronne popiera Instytut Globalnej Odpowiedzialności, warszawski think–tank działający od ośmiu lat. – Pomysł resortu skarbu by zrewidować umowy i być może się ich pozbyć oceniamy bardzo pozytywnie – powiedział redakcji InnPoland Marcin Wojtalik, ekspert IGO. – Po 25 latach jesteśmy w zupełnie innym punkcie rozwoju – zauważył. Ekspert dodał, że część spraw wynikających ze sporów na podstawie BIT jest tajna i brak nawet pewności, ile takich postępowań przeciwko Polsce było.

Ekspert Instytutu zauważa, że umowy te mają drugie dno, nie tylko zabezpieczają bezpośrednio zagrożone interesy inwestorów, ale też mogą działać hamująco na organy państwa i zapobiegać zmianom prawa, które byłyby niekorzystne dla tej firmy. – Nie chodzi tylko o to, ile Polska zapłaciła odszkodowań i kosztów prawnych, ale chodzi też o tzw chilling effect – mówi. – Gdy parlament próbuje przyjąć ustawę lub organ administracji próbuje wyegzekwować prawo, to zagraniczni inwestorzy mogą pozwać kraj by, mówiąc łagodnie, ostrzec go przed wprowadzaniem zmian – tłumaczył.

– Mówi się o tak zwanym „regulatory chill” – przyznała dr Słok–Wódkowska, ale od razu zastrzega, że takie skargi mają niewielką skuteczność. – To może blokować państwa członkowskie, jednak jak się prześledzi, nawet pobieżnie, orzecznictwo, to trybunały nie orzekały odszkodowań w podobnych sytuacjach, choć faktycznie już groźba skargi może działać hamująco – dodała. Jej zdaniem tendencja jest taka, by temu przeciwdziałać w samych umowach inwestycyjnych. W najnowszych umowach, z Singapurem i Kanadą, są już takie regulacje.

Czy takie rzeczy dzieją się w Polsce? Zdaniem Marcina Wojtalika, właśnie taka sytuacja miała miejsce podczas niedawnej debaty o pomocy dla „frankowiczów”. – Na przełomie sierpnia i września trzy wielkie banki opublikowały informacje, że jeśli ta ustawa przejdzie, to one pozwą Polskę właśnie na podstawie BIT - stwierdził.

Napisz do autorki: aleksandra.ptak@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
FinanseInwestycje
Skomentuj