Grupa naTemat
PILNE Pomóż Polakom wygrać 250 tys. USD w międzynarodowym konkursie Chivas The Venture.

Twój coach ci doradza? Zmień go. Obalamy mity psychologii biznesu

Fot.Pexels.com / CC 0
Jeśli czytujecie internetową wersję amerykańskiej edycji Business Insidera, istnieje duże prawdopodobieństwo, że natknęliście się na teksty Daniela Ally'ego. Jako autor ma on bardzo wąską specjalizację – pisze głównie o tym, jak w kilku prostych krokach zostać milionerem. Ponoć wystarczają 24, bo właśnie tyle wykonał sam Ally na drodze do fortuny.

"Daniel Ally to znany na całym świecie ekspert w dziedzinie biznesu, trzykrotny autor bestsellerów i mówca motywacyjny. Jako założyciel Ally Way pomógł milionom liderów rozszerzyć zakres wpływów i zwiększyć zyski (…) Milionerem został w wieku 24 lat” - czytamy w notce o autorze na stronie BI. Uff, myślę, fakeowe konto. Ulga duża, bo przecież człowiek, tak zuchwały istnieć w rzeczywistości nie powinien, tak samo jak ludzie którzy w to wierzą.

„Nawiąż kontakt, jeśli chcesz dowiedzieć się więcej” – choć już go przejrzałam, Daniel-widmo usiłuje skusić mnie linkami do swoich stron internetowych. No dobrze bratku, sprawdzę, czy redaktorzy BI przykładają się do prowadzenia kont swoich „fake'ów”. Klikam w link do Instagrama no i klops, bo zamiast kilku stockowych zdjęć widzę żywego, jedzącego przegrzebki i przybijającego piątki ze swoimi słuchaczami, człowieka, który rzeczywiście prowadzi szkolenia z „milionerstwa”.
Daniel to przykład ekstremalny, ale wszelkiej maści coachów czy trenerów, którzy gwarantują, że „zmienią nasze życie na lepsze” nie brakuje. Skoro więc ktoś porady w stylu: „5 nawyków, które zrobią z ciebie milionera” sprzedaje, są też ludzie, którzy je kupują. A może to tylko mój dyletancki umysł broni się przed dobrymi radami? – To jest fanaberia – uspokaja mnie Marek Skała i gdyby nie to, że on również jest coachem i trenerem, znów odetchnęłabym z ulgą. A tak zrobiłam się jeszcze bardziej podejrzliwa. Skąd mam wiedzieć, że trafiłam na dobrego coacha?

Dobre szkolenie czyli jakie?

Rafał Żak: Po pierwsze wziąłbym pod uwagę program szkolenia i z automatu odrzucił wszystkie reklamowane pod szyldem: “Odkryj siebie na nowo”, “Zostań bohaterem w kilku krokach”. Poprosiłbym też o bezpośredni kontakt do trenera, którego zapytałbym, jakimi metodami pracuje. Nie zdecydowałbym się na również na szkolenie prowadzone w grupie większej niż 10-12 osób. O opinię na temat danej firmy czy trenera zapytałbym znajomych HR-owców, pracujących w dużych korporacjach. To oni z reguły dysponują firmowym budżetem na szkolenia i mają doświadczenia w wyborze dobrej oferty.

Szajs i oszustwo?

– Na stronie Festiwalu Inspiracji, którego jestem prelegentem, pewna pani zamieściła wpis: „To wszystko szajs, oszustwo, nieprawda. Ja byłam na kilku takich szkoleniach, chciałam się nauczyć, jak zostać milionerką i nie zostałam”. Odpisałem jej: „Szanowana Pani, ja byłem wczoraj w teatrze i nie zostałem aktorem” – tak Marek Skała kwituje moje wątpliwości, kiedy pytam, czy coach pomoże mi osiągnąć sławę i bogactwo. – Jeśli szuka Pani porad, znajdą się osoby chętne ich udzielić. Na podobnej zasadzie można znaleźć absurdalne usługi typu „coaching sprzątania” –dodaje Rafał Żak – trener, mówca i coach.

– Coaching staje się coraz bardziej popularny, w związku z czym pojawia się coraz więcej patologii i dziwactw. Wynika to również z tego, że rynek nie jest w żaden sposób regulowany. Żeby być terapeutą, trzeba skończyć odpowiednią szkołę, żeby być coachem trzeba sobie po prostu powiedzieć, że się jest coachem i to wystarcza – mówi Żak. – Popyt na coaching pojawił się w Stanach w dobie kryzysu. Tysiące ludzi, po tym, jak wylądowało na bruku, zaczęło szukać wsparcia, a że byli to w głównej mierze mężczyźni, słabo radzili sobie oni z pomysłem pójścia do psychoterapeuty. Pojawił się coaching. Co ciekawe, w okolicach 2000 roku z badań wynikało, że większość praktykujących w USA coachów ma niespełna dwuletnie doświadczenie zawodowe. Podejrzewam, że gdyby dzisiaj przeprowadzić taką ankietę w Polsce, wyniki byłyby podobne –tłumaczy.
Rozregulowany rynek zdominowany przez samozwańczych “inspiratorów” to jedna i zdaniem Marka Skały wcale nie najważniejsza strona medalu. W uspokajające opary psychologicznego absurdu często wpadamy bowiem na własne życzenie.
Marek Skała
coach

Jeżeli ktoś daje się nabierać na tego typu hasła, albo ma tego typu oczekiwania, to trzeba wprost nazwać go idiotą. Gdyby uczestnicząc w szkoleniu kosztującym 500 czy tysiąc złotych można by łatwo i bez wysiłku zostać milionerem, to wszyscy byśmy nimi byli. Idealnie ilustruje to rysunek Andrzeja Mleczki z jednej z moich książek. Facet kupujący ziemniaki na targu pyta rolnika: „Jest pan pewien, że jeśli kupię pół kilo pańskich ziemniaków, mam szansę wygrać mercedesa?” Jeśli ktoś chce być oszukany, to niestety, w każdym zawodzie znajdą się także oszuści.

Rafał Żak dodaje sentencjonalnie: – Proste rozwiązania skomplikowanych problemów zdarzają się niezwykle rzadko – takiego zdania w formie cytatu motywacyjnego z pewnością nie znajdziemy na wallu Daniela Ally’ego. Coach nie zrobi ze mnie milionerki, a szkolenie nie sprawi, że osiągnę sukces – słyszę od dwóch osób, które na pracy z ludźmi biznesu zjadły zęby. Paradoks? Niekoniecznie.

Po pierwsze: nie odradzaj
Moi rozmówcy podkreślają, że aby czerpać korzyści ze zdobyczy psychologii biznesu, trzeba uświadomić sobie różnicę pomiędzy szkoleniem, a coachingiem. Szkolenie polega na dostarczaniu uczestnikom określonych technik. Jest, jak to ujmuje Rafał Żak, “grupowym oddziaływaniem nastawionym na dostarczanie wiedzy, rozwój umiejętności i zmianę postaw”. – Jako trener jestem odpowiedzialny za to, żeby rozwijać konkretne umiejętności osób w grupie. Przykładowo, pracując z grupą menadżerów mam za zadanie sprawić, żeby potrafili lepiej prowadzić określony rodzaj rozmów ze swoimi ludźmi – tłumaczy Żak.

Coaching to z kolei praca “jeden na jeden”. – Coach nie da Pani gotowych rozwiązań, ale stosując rozmaite metody, skłoni Panią do podejmowania decyzji – mówi Marek Skała odzierając swój zawód z kolejnej mitycznej warstwy. – Coaching to proces, który musi trwać. Sześc spotkań to minimum, aby wychodząc od jakiegoś stanu, który mnie nie satysfakcjonuje, pracować nad jego polepszeniem – twierdzi Marek Skała.
– Największym błędem coachów jest doradzanie – mówi i przytacza przykład z własnego szkolenia: – Dostaliśmy z koleżanką do odegrania scenkę, w której ja jestem coachem, a ona ma zaplanować wakacje. Moje pierwsze pytanie: “Gdzie chcesz jechać?” i odpowiedź: “Hiszpania, może Portugalia”. Myślę: “Bingo!” bo właśnie zaliczyłem wyjazd w tamte rejony. W tym momencie prowadzący zmiął kartkę papieru w kulkę i powiedział: “Za każdym razem, kiedy zadasz pytanie sugerujące, dostaniesz tą kulką po głowie” – mówi Marek Skała, a ja się dziwię: to chyba dobrze, że mój coach wie, o czym mówi?

– Owszem, mogę powiedzieć: “Idź do Prado o 8, bo wtedy jest najmniejszy tłok – nie będziesz stała trzy godziny w kolejce”. Tylko skąd wiadomo, czy dla mojej koleżanki odstanie tych godzin w kolejce, w trakcie których porozmawia sobie z ludźmi z całego świata nie będzie ciekawym doświadczeniem? Albo, jeśli się wścieknie, że traci w tej kolejce czas bez sensu, być może nauczy się, że bilety warto wcześniej zamówić przez internet? Jeśli usłyszy to ode mnie – niczego się nie nauczy – wykłada istotę pracy coacha Marek Skała i dodaje: – Każdy ma odpowiednie zasoby do zrealizowania własnych pomysłów. Mówiąc krótko: nie należy planować działań, których nie jesteśmy w stanie zrealizować – stwierdza. Pytanie tylko, gdzie postawić granicę pomiędzy planami bardziej i mniej realnymi? Milion na koncie w ciągu najbliższych dwóch lat to plan realny czy nie? A przebiegnięcie czterech pustyń w ciągu roku? Pytam osobę, która wie.

Inspiracja dla gotowych
– Nie ma rzeczy niemożliwych. Granice są w nas – twierdzi Andrzej Gondek. Rozmawiając z dyrektorem generalnym wielkiego koncernu farmaceutycznego, ultramaratończykiem, który jako pierwszy Polak zdobył Wielkiego Pustynnego Szlema oraz mężem i ojcem w jednej osobie – nie wypada mi zaprzeczyć. Z drugiej strony, zastanawiać się, czy każdy z nas, po udziale w motywacyjnym wykładzie, będzie potrafił odkryć w sobie “nieprzeciętnego” Kowalskiego, nikt mi nie zabroni. Andrzej Gondek jednak nie ustępuje: - Będę bronił tego stwierdzenia. Ludzie często nie osiągają tego ci im siedzi w głowie tylko dlatego, że poddają się jeszcze zanim zrobią pierwszy krok. Sami siebie przekonują, że “to się nie uda, nie ma sensu”. Wychodzę z założenia, że inspirowanie i motywowanie ludzi do robienia rzeczy wyjątkowych jest ważne – przekonuje.

Dobra firma szkoleniowa, czyli jaka?

Andrzej Gondek: Szukam firmy, które oferują coś więcej niż tylko teorię, lansowaną przez różnorodnych psychologów biznesu. Poszukuję różnorodności i wiarygodności, za którą będą stały autentyczne business case’y - zarówno te zawodowe, jak i “prywatne”. Tak właśnie jest w moim przypadku: mam szerokie doświadczenie w swojej branży i jednocześnie przewagę w postaci pasji sportowej. Doświadczenia zdobyte na tym polu bardzo pomagają w doprowadzeniu ludzi do określonych celów. Szukajmy człowieka z krwi i kości, a nie “gadającej głowy”.

Zdaniem Andrzeja Gondka, jeśli tylko damy się zainspirować, to już w jakimś sensie odnieśliśmy sukces. – Nawet jeśli danego celu nie zrealizujemy i wykonamy tylko pięć z dziesięciu założonych kroków, to i tak jesteśmy o te pięć do przodu. Będąc w innym miejscu, być może zauważymy nowe możliwości i rozwiązania – coś co nas jeszcze bardziej wzbogaci – twierdzi.

Na pytanie, jak radzi sobie ze sceptykami, Andrzej Gondek odpowiada: – Mam tę przewagę, że nigdy nie mówię o rzeczach których sam nie przeżyłem. Nie mógłbym bronić tez, których prawdziwości nie sprawdziłem na własnej skórze. Mam bagaż doświadczeń w postaci własnych sukcesów i porażek, dlatego wiem, że jest właśnie tak jak mówię. Kiedyś ważyłem 130 kilo i pomyślałem, że chcę ważyć 80. Zrobiłem to, więc nikt mi nie powie, że to niemożliwe – przekonuje.
Czyli jednak istnieją rozwiązania uniwersalne? – Moje opowieści o bieganiu, czy zrzucaniu kilogramów to swego rodzaju metafory. Każdy ma własne marzenia, których sposób realizacji musi dostosować do własnych potrzeb. Moją rolą jest pokazanie że, owszem, można, ale pod warunkiem, że mamy dobry plan, jesteśmy konsekwentni, solidni, umiemy radzić sobie z demotywatorami, których na drodze do realizacji celu będzie mnóstwo – uściśla.

Marek Skała zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz, którą należy rozważyć, zanim udamy się na wykład motywacyjny, a mianowicie, czy jesteśmy gotowi, aby dać się zainspirować. – To jest jak ze szklanką: jeśli człowiek przychodzi na wykład motywacyjny i wygląda jak szklanka pełna – niczego w danym momencie nie potrzebuje, to tak naprawdę cokolwiek by się tam nie stało czy nie zostało powiedziane, nie będzie dla niego atrakcyjne. Korzyść odniesie tylko ten, kto jest “szklanką” pełną tylko do połowy, bo to, czy dane wystąpienie coś komuś da, nie leży tylko w gestii inspiratora. Równie istotnym jest czy ktoś tej inspiracji potrzebuje czy nie – podsumowuje Marek Skała.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PracaCoaching
Skomentuj