Allegro i Empik podważają dane Biblioteki Narodowej. Polacy nie czytają? To skąd miliony na rynku książek?

Uczniów trzeba siła nakłaniać do czytania siłą lub prezydentem.
Uczniów trzeba siła nakłaniać do czytania siłą lub prezydentem. fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Coś tu nie gra. Empik sprzedaje książki za prawie miliard złotych. Użytkownicy Allegro co minutę kupują 13 książek. Dlaczego zatem Biblioteka Narodowa twierdzi, że Polacy przestali czytać. A może chodzi o warty ponad 600 mln zł program walki z abstynencją czytelniczą?

Z raportu Biblioteki Narodowej wynika, że w 2015 r. 63 proc. badanych nie przeczytało ani jednej książki. A 4,7 mln Polaków nie przeczytało żadnego dłuższego tekstu. To najgorszy wynik w historii tych badań, czyli od 1992 r. Na alarm biją więc liczne media.



Kwitnący biznes na książkach
Tymczasem zgoła o czymś innym donoszą dwie duże polskie księgarnie. Empik i Allegro podsumowały niedawno najlepszy rok w historii na tym właśnie rynku. Empik zwiększył roczną sprzedaż o 6 procent do 999 mln złotych. W rozmowie z InnPoland Dorota Pietrzyk, rzecznik prasowy Empik doprecyzowała: – Największe dynamiki przychodów odnotowano w kategoriach „książka”, „multimedia”, „muzyka” – mówi przedstawicielka firmy. A więc wzrost to nie zasługa słynnych, wprowadzonych niedawno do witryn Empików patelni, na które kiedyś pomstował autor książki o finansach Fryderyk Karzełek.

Jeszcze lepiej było w Allegro. Na największym portalu handlu internetowego sprzedaż książek wzrosła o 7,5 procent. W 2015 sprzedano tam 6,87 miliona książek, czyli o blisko 470 tysięcy więcej niż w 2014 roku i o uwaga... 1,28 miliona więcej niż w 2013 roku. Wrosła też średnia miesięczna wartość sprzedaży książek: 14,5 miliona, czyli o ok 600 tysięcy więcej niż rok wcześniej. – Pomimo alarmistycznych doniesień o kryzysie czytelnictwa rynek księgarski na Allegro rozwija się już kolejny rok. 21 proc Allegrowiczów kupiło w ubiegłym roku co najmniej jedną książkę. Tempo sprzedaży to 13 książek na minutę przez cały rok.

Dalej Allegro twierdzi, że: udział książek nowych, sprzedawanych na tej platformie internetowej przez profesjonalne księgarnie i dystrybutorów wzrósł z 67 proc. do 69 proc. Nieznacznie, do 51 proc. – wzrósł udział kupujących mężczyzn. Czyli klient jest!

Różnicę zdań o rynku tłumaczył wcześniej dr Roman Chymkowski, kierownik Pracowni Badań Czytelnictwa Biblioteki Narodowej, mówiąc o podziale społeczeństwa na czytelników i nieczytelników. – Ten podział jest jest bardzo radykalny. Trudno się dziwić, że obu grupom tak trudno się dogadać. Mają tak różne kompetencje społeczne i kulturowe, że właściwie przestają mówić wspólnym językiem – przekonuje ekspert. Podsumowując. Są tacy, którzy nie czytają nic i koniec. A są tacy, którzy czytają, do tego kupując coraz więcej i za wyższe ceny. To chyba jednak za mało, aby wytłumaczyć rozbieżności w postrzeganiu czytelnictwa.

Bo chodzi o pieniądze?
Teraz można odnieść wrażenie, że alarmujący raport został ogłoszony, aby uzasadnić to, co pojawiło się już w konkluzji raportu bibliotekarzy. Jakże inaczej można walczyć z abstynencją czytelniczą jak nie Narodowym Programem Rozwoju Czytelnictwa 2016-2020. A ile będzie to kosztowało? Uwaga, trzymajcie się za portfele. Program przyjęty jeszcze w październiku 2015 roku zakłada wydanie z kieszeni podatników szokującej kwoty 669 mln zł. Dokładniej, 435 mln zł pochodzić będzie z budżetu państwa, a 234 mln zł zostaną zainwestowane ze środków samorządowych.

Za te pieniądze Biblioteka Narodowa chce m.in. kupować nowości wydawnicze dla małych bibliotek osiedlowych oraz szkolnych. "Swoją działkę" w programie będą też mieli urzędnicy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a także ci z resortu szkolnictwa – odpowiadający za remonty szkolnych bibliotek. Jednym zdaniem, nadal będziemy budować biblioteki bez gwarancji, że przyciągną nowych klientów jak choćby popularne "księgarnio-kawiarnie".

Niestety na "poprawę czytelnictwa" nie rozpisano przetargu publicznego. Kto wie, może Allegro znając swoich klientów lepiej niż własna matka, zaproponowałoby lepszy sposób dotarcia z książką do czytelnika. A może sponsorowane grantem MTV mogłoby wyprodukować odcinek balangi Warsaw Shore w bibliotece. Gdyby choć jeden miłośnik show zamiast po "pół litra" sięgnąłby po książkę, to byłby prawdziwy sukces i hit edukacyjny.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...