Dzięki nim znajdziesz pracodawcę albo miłość życia. Polski Skilltrade ma już 300 tys. użytkowników

Maciej Gliński i Wojciech Marciniak, twórcy Skilltrade.
Maciej Gliński i Wojciech Marciniak, twórcy Skilltrade. Mat. prasowe
Zaczęło się 3 lata temu od grup na facebooku. Maciej Gliński i Wojciech Marciniak założyli je dla osób, które chciały wymieniać się swoimi umiejętnościami, zwłaszcza językowymi. Pomysł rozrósł się na tyle, że pomysłodawcy założyli oddzielny portal. Teraz Skilltrade ma 300 tysięcy użytkowników z całego świata, a Gliński i Marciniak planują globalną ekspansję.

Po raz pierwszy na taką formę nauki Gliński natrafił podczas studiów w Hiszpanii. Zafascynowało go, że takie spotkania potrafiły zgromadzić nawet tysiąc osób – od młodzieży po emerytów. Po skończeniu studiów jego kariera potoczyła się inaczej, bo rozpoczął pracę w finansach.



Marciniak tymczasem poszedł w sektor mediów społecznościowych. Stworzył kilka portali, a kiedy znowu się spotkali, uznali, że warto spróbować przenieść model, który Gliński podpatrzył na wymianie, do sieci. Zaczęli na początku tworzyć grupy na Facebooku – kontrolnie, chcieli sprawdzić, czy pomysł się przyjmie.

- Duża część naszych użytkowników to osoby młode – tłumaczy Gliński. – Nie chcieliśmy robić serwisu z ogłoszeniami, bo takich jest na pęczki. Nam zależało na platformie, gdzie można znaleźć kontakty zawodowe i towarzyskie. Oprócz nowej pracy, można kogoś spotkać, kto jest po prostu ciekawą osobą – podkreśla.

Idea spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem polskich internautów. Gliński i Marciniak zrobili jeszcze kilka innych grup – każda dotyczyła innej tematyki. Oprócz nauki, można było umówić się na wspólne bieganie czy kawę. Zamiast suchej wymiany, coraz mocniej zaczął rysować się ich towarzyski aspekt. Pod koniec 2014 roku otworzyli więc dedykowany, oddzielny portal – tak narodził się Skilltrade.
Czy to w takim nie rozmywa jego pierwotnej idei? Można pomyśleć że jest serwisem do wszystkiego i do niczego? Nie według współtwórcy.

– Nam zależy na ludziach aktywnych, o wielu pasjach i zainteresowaniach. Takie, które lubią różne aktywności. Osoby o jednym zainteresowaniu raczej nie mają tam czego szukać, bo to po prostu nie jest strona dla nich – mówi. Faktycznie, dużo osób umawia się u nas na randki, ale też o to chodzi. A jeśli ktoś nie szuka takich znajomości, może je sobie ograniczyć do konkretnej formy – wyjaśnia.

W takim razie co jeszcze poza randkowaniem i ofertami pracy oferuje Skilltrade. Gliński uważa, że ważnym elementem jest system rekomendacji. Dotyczy to zwłaszcza prac związanych z sektorem IT, bo w Polsce pracodawcy ciągle borykają się z brakami w kadrze. Dlatego, jeśli ktoś zobaczy, że ktoś tego poszukuje, może dać swojemu znajomemu cynk, chwali rozwiązanie.

Pomysł szczytny, wykonanie, dobre, tylko jak na tym zarabiać? Na razie twórcy portalu zebrali milion złotych w pierwszej rundzie finansowania. Monetyzują również projekt przez promowanie określonych ofert pracy. Zwłaszcza firm informatycznych.

– Nasz portal stanowi dla nich przedłużenie targów uniwersyteckich i spotkań ze studentami – mówi Gliński. – U nas są osoby z tej samej grupy wiekowej, która na nie chodzi, i są dostępne cały czas, a nie od wydarzenia do wydarzenia – podkreśla.

Taki networkingowy charakter serwisu ma być jego głównym atutem przy wchodzeniu na globalne. Na razie ruch spoza Polski wynosi 15 proc. i chociaż pochodzi z całego świata, czasami są to pojedyncze osoby z jednego kraju. Odstrasza je to, że Skilltrade przypomina dla nich cyfrową pustynię.
Maciej Gliński, Skilltrade

Mieliśmy pewny problem ze spamerami na naszym portalu, którzy potrafili skontaktować się z kilkoma tysiącami osób. Ale znaleźliśmy na nich sposób – system reputacji. Im jest wyższa, z tym większą liczbą ludzi możesz się skontaktować. Zdobywasz ją za aktywność i pozytywne rekomendacje. Dzięki temu jesteś bardziej wiarygodny, lepiej wypozycjonowany dla pracodawców i dla ludzi. To dodaje element grywalizacji do serwisu i do tego rozwiązuje problem natrętnych użytkowników.

Założyciele jednak zdają sobie z tego sprawę. Nie chcą się śpieszyć, na razie mają dwie wersje językowe – polską i angielską. Teraz pracują również nad treścią i artykułami, głównie w tym drugim języku, by przyciągać osoby, gdzie ruch jest na razie mały. Z jej rozwojem, pojawi się później networking i to na międzynarodowym poziomie.

– W końcu lepiej uczyć się Hiszpańskiego od Argentyńczyka, niż kogoś z Polski – mówi Gliński. Druga runda, na którą się obecnie przygotowuje razem Marciniakiem, ma to urzeczywistnić.

Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...