Polski milioner w USA, o którym nikt nie wie. Thomas Gorny jako nastolatek podbił Dolinę Krzemową

Thomas Gorny.
Thomas Gorny. Fot. Wikipedia
„Zawsze chciałem być przedsiębiorcą. Rodzice mówili mi, że zacząłem mówić o własnej firmie i emigracji do Ameryki, jak miałem siedem lat” – opowiadał Thomas Gorny, czy właściwie Tomasz Górny w jednym z udzielonych wywiadów. Udało się. 40-letni dziś przedsiębiorca mógłby uchodzić za żywą historię Doliny Krzemowej i ma szansę być godnym następcą największych polskich talentów biznesowych za Atlantykiem.

Gorny urodził się w Zabrzu, w 1975 roku. Z Polski wyjechał, gdy tylko nadarzyła się okazja: wraz z upadkiem komunizmu w 1989 roku. Wylądował w Niemczech, w dobrej szkole średniej. Już wówczas kierował swoją pierwszą firmą, handlującą komputerowym hardware. – Ale kiedy nadarzyła się okazja, by wyjechać do USA, skorzystałem – wspominał. Tak się złożyło, że ta okazja wypadła zaledwie na dwa miesiące przed egzaminami końcowymi w szkole. To go jednak nie zatrzymało. – Ryzyko nie wiązało się z niezdaniem. Ryzyko wiązało się z tym, że przegapię możliwość przyjazdu tutaj. Nie mogłem do tego dopuścić – kwitował.



Od milionów do bankructwa...
Z opowieści Tomasza Górnego wynika, że jego sukces za Atlantykiem wziął się z prostej konstatacji: trzeba robić coś innego niż te produkty czy usługi, które już są na rynku. I najlepiej takie, które są codziennie używane przez ludzi, zarówno w życiu prywatnym, jak i w interesach. Ot, trochę na przekór doświadczeniom z Polski, gdzie Górny – jeszcze jako dzieciak roznosił gazety dla jednej z firm, a po tym, jak zmodyfikował i usprawnił system, według którego pracował – stracił te pracę.
W Ameryce Gorny imał się początkowo prac typu czyszczenie dywanów, ale szybko znalazł stabilniejsze zatrudnienie: w Internet Communications, jednej z pierwszych firm świadczących usługi web hosting. Szybko w niej awansował. W ciągu trzech lat miał się dorobić 20 proc. udziałów w spółce, która w 1998 r. poszła pod młotek za miliony. W 1999 roku Polak był 24-letnim milionerem, rozglądającym się za dalszymi możliwościami inwestowania.

Końcówka lat 90. to były dla wszelkich przedsięwzięć internetowych złote czasy. Niemal każdy miał szansę być na jakimś polu pionierem, trudno było jeszcze o znaczącą konkurencję, wystarczała witryna, a inwestorzy w Ameryce przepychali się łokciami, by dobić się do młodych przedsiębiorców z branży e-commerce. Gorny kombinował: kupował akcje rozmaitych firm, zakładając, że przynajmniej część z nich wybije się w przyszłości na gigantów cyfrowego świata.

I przeszarżował. Bańka internetowa, która pękła w marcu 2000 roku, zabrała ze sobą cały majątek, jaki zgromadził w poprzednich latach. Na koncie zostało mu mniej niż 10 tysięcy dolarów, żona rozglądała się za pracą na godziny. – Bankructwo było produktem wielu niefortunnych okoliczności oraz złych decyzji inwestycyjnych – komentował po latach Górny, dziś znany jako Thomas (lub Tomas) Gorny. - Ale okazało się to być najlepszym doświadczeniem w moim życiu. Zmusiło mnie do odkrycia, w czym jestem dobry i jak powinienem skanalizować moją energię. A co najważniejsze, pomogło mi stworzyć mocne zasady tego, jak prowadzić biznes – podsumowywał.

...i z powrotem
Ratunkiem okazała się być wiedza i doświadczenie spłukanego inwestora. Gorny założył nową firmę, start-up IPOWER, skupiony na świadczeniu usług typu web-hosting, tyle że – dzięki łatwości obsługi i niskim cenom – adresowany do mniejszych firm. Zainteresowanie ofertą przeszło oczekiwania twórcy.
Tym razem jednak budowanie firmy szło wolniej. W 2007 r. IPOWER była już jedną z największych firm na rynku web-hosting w USA. Ukoronowaniem było połączenie z inną dużą firmą, Endurance International. W 2011 r. połączonym holdingiem zainteresowali się najwięksi: bank Goldman Sachs oraz fundusz inwestycyjny Warburg Pincus. Obie firmy wyłożyły za przejęcie IPOWER miliard dolarów.

Gorny pozostaje szefem Endurance International Group Holdings Inc., a dodatkowo założył jeszcze dwie firmy – UnitedWeb oraz Nextiva. Pierwsza ma być swoistą firmą-matką dla kolejnych inwestycji milionera, podczas gdy Nextiva – dwa lata temu uznana za „najszybciej rozwijającą się firmę w stanie Arizona” - zajmuje się dostarczaniem usług w chmurze. Gorny inwestuje też w inne spółki, związane m.in. z bezpieczeństwem IT czy usługami związanymi z obsługą baz danych.

Z perspektywy dwóch dekad w biznesie IT, Gorny ma dla zakładających firmy młodych przedsiębiorców kilka rad: nie zakładaj firmy z myślą o tym, że ją sprzedasz, kiedy się rozwinie; ciesz się tym, że ludzie cię nie doceniają – zaskoczysz ich jeszcze; dobieraj sobie do pracy ludzi, których lubisz; najlepsza inwestycja to inwestycja w samego siebie; porażki to najlepsza, dramowa lekcja życia i biznesu.

– Najważniejsza sprawa to zrównoważyć pragnienie osiągnięć z docenianiem swoich pracowników – twierdzi Gorny – Troszczymy się o pracowników, bo oni troszczą się o klientów. To może kosztuje więcej, ale przynosi dobre skutki – podsumowuje. Nic dodać, nic ująć.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...