Raz kijem, raz marchewką w przedsiębiorcę. Rząd jedną ręką zmniejszy podatek, a drugą zwiększy koszty pracy

Opodatkowanie pracy to jeden z najważniejszych problemów w Polsce
Opodatkowanie pracy to jeden z najważniejszych problemów w Polsce Agnieszka Sadowska/Agencja Gazeta
Kto zrozumie działania rządu? Z jednej strony władze przynoszą ulgę jednoosobowym firmom w postaci niższych składek ZUS oraz dyskutowanej właśnie propozycji obniżki podatku CIT do 15 proc., z drugiej – chce ozusować umowy o dzieło. – Pracownicy będą przechodzić do szarej strefy – komentuje dla INN:Poland Marcin Nowacki ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

15 proc. CIT – na taką stawkę mogliby liczyć polscy przedsiębiorcy, gdyby dyskutowany dziś podczas spotkania gabinetu Beaty Szydło projekt wszedł w życie. Zmiany weszłyby w życie właściwie błyskawicznie: już od 1 stycznia przyszłego roku. 4-punktowa obniżka nie objęłaby jednak wszystkich - jest ona adresowana przede wszystkich do firm małych, których obroty w ciągu roku nie przekraczają kwoty 1,2 mln euro (czyli około 5 mln złotych). Z bonusu mogliby – po spełnieniu pewnych warunków – korzystać też debiutanci w biznesie.



To nie jedyne ciastko, jakie rząd chciałby zafundować przedsiębiorcom. Z jednej strony władze chcą skończyć z ryczałtowym ZUS-u dla małych firm. Aktualnie, każda osoba prowadząca działalność gospodarczą zmuszona jest do płacenia comiesięcznej składki w wysokości 1121 zł. Każdy przedsiębiorca płaci taką daninę, niezależnie od wysokości dochodów, nawet gdy osiągnął stratę. System powodował to, że osoby które myślały o działalności gospodarczej przynoszącej niewielkie dochody, rezygnowały z nich, bo nie chciały oddawać 1121 zł Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych.

Projekt, włączony do tzw. Planu Morawieckiego, zakłada, że limit miesięcznych przychodów uprawniających do zwolnienia z ZUS wzrósł dwukrotnie – do 5 tys. zł. Każdy przedsiębiorca, który osiąga dochody niższe od tej kwoty, ma zostać zwolniony od tej zryczałtoweanej daniny. Zmiast tego będzie odprowadzał podatek, uzależniony od poziomu przychodów. Podatek ma wynieść 22,5 proc.

Z drugiej strony PiS chce, by wszystkie formy zatrudnienia zostały obłożone pełnymi składkami emerytalnymi. Jak powiedział Jan Szewczak, poseł PiS, członek Komisji Finansów Publicznych, pracodawcy nie będą myśleć, że oszczędzają, zatrudniając pracowników na „umowach śmieciowych”.
– To nie jest spójne działanie. Tu nie chodzi tylko o przedsiębiorców, ale i o miejsca pracy. Bardzo dobrze, że jest planowane zmniejszenie obciążeń dla najmniejszych przedsiębiorców. Ale dalsze oskładkowanie pracy to największy problem w Polsce. To tworzy trudniejsze warunki do tworzenia nowych miejsc pracy i płacenia godziwej płacy. Bo jeśli przeszło połowę budżetu na pojedyncze wynagrodzenie pracodawca i pracownik przeznaczają na opodatkowanie pracy, to wtedy o wiele za mało pozostaje na wynagrodzenie netto – komentuje w rozmowie z INN:Poland Marcin Nowacki, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

– Zakładam, że te pomysły mogą płynąć z dwóch różnych ośrodków władzy. Stąd brak spójności, to jedynie excelowskie, matematyczne podejście. Łatwo urzędnikom policzyć, o ile wzrosną przychody do budżetu. Brakuje zrozumienia głównych utrudnień dla przedsiębiorców i pracowników czyli opodatkowania pracy. Coraz więcej pracowników będzie przychodziło do pracodawców z życzeniem przejścia do szarej strefy. Takie zachowania są już widoczne. Bo jeśli pracownik widzi, jak dużo pieniędzy musi oddać, próbuje to jakoś zminimalizować. Pracownicy mogą też próbować zatrudniać się na płacę minimalną – dodaje Nowacki.

Napisz do autora: rafal.badowski@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...