Amerykański deweloper oskarża krakowski serwis sprzedający gry. Polacy mieli zarobić 450 tys. USD na kradzionych kodach

Stoisko tinyBuild na imprezie Penny Arcade Expo. Czy trwający właśnie konflikt z dystrybutorem pogrąży czy poprawi sytuację małych deweloperów?
Stoisko tinyBuild na imprezie Penny Arcade Expo. Czy trwający właśnie konflikt z dystrybutorem pogrąży czy poprawi sytuację małych deweloperów? Wikipedia/Daniel Benavides
W branży gier komputerowych wrze. tinyBuild, jeden z niezależnych deweloperów z USA, oskarżył serwis G2A o sprzedaż cyfrowych kodów pozwalających pobrać jego produkcję, pochodzących z nielegalnych źródeł. Według jego obliczeń, w wyniku tego procederu stracił prawie pół miliona dolarów. Polska firma wydała oficjalne oświadczenie, w którym odniosła się do postawionych zarzutów.

Model biznesowy G2A najlepiej porównać do serwisów pokroju Allegro. Gracz, który chce uię pozbyć kodu (klucza), za pomocą którego można pobrać cyfrową wersję gry, wystawia go na stronie serwisu. Zainteresowany użytkownik kupuje go za ułamek kwoty, jaką musiałby wydać na zwykłej platformie sprzedażowej, jak na przykład Steam.



Alex Nichiporchik, prezes tinyBuild uważa, że właśnie przez taki model dystrybucji jego firma odnotowała 450 tys. dolarów straty. W oświadczeniu na stronie studia można przeczytać, że cyberprzestępcy wykorzystują skradzione numery kart kredytowych, by masowo wykupywać kody do gier.

Później, kiedy już wydrenują konto ofiary, sprzedają je do serwisów pokroju G2A, które nie weryfikują pochodzenia kluczy, bo zwyczajnie im się to opłaca – odsprzedają je innym graczom z kilkukrotnym przebiciem. Według wyliczeń Nichiporchika, łupem hakerów padło około 30 tysięcy kodów dostępu do produkcji jego studia.
Kiedy napisał do dystrybutora z prośbą o zrekompensowanie strat, uzyskał odpowiedź odmowną, zaoferowano jednak możliwość współpracy nad rozwiązaniem problemu. Studio miało przekazać specjalistom portalu listę podejrzanych kodów. Deweloper odmówił, argumentując, że nie posiada wystarczającej mocy przerobowej by wyśledzić, który klucz został kupiony uczciwie.

Zdaniem szefa tinyBuild, sytuacja jest beznadziejna – nie może liczyć na pomoc sprzedającego, a wyśledzenie, który klucz został nielegalnie sprzedany, jest niemal niemożliwe. Pozostaje opcja dezaktywacji wszystkich aktywnych kodów – to by jednak uderzyło również w graczy, którzy kupili je legalnie. Na tak drastyczny krok deweloper się nie zdecydował.

G2A postanowiło odnieść się do zarzutów skierowanych przez studio. W oświadczeniu czytamy:

W korespondencji mailowej wymienianej z przedstawicielem wydawcy pojawiło się wiele nieuzasadnionych żądań, między innymi usunięcia aukcji z grami tego wydawcy, a także rekompensaty pieniężnej za szkody oszacowane przez wydawcę.

Przedstawiciele G2A.COM odpowiedzieli na wszystkie zadane im pytania oraz przekazali nieodpłatnie wszelkie dane, włączając ilość sprzedanych kodów oraz ich wartość aukcji, podczas ich trwania[...].

Jedyne, o co prosili przedstawiciele G2A, to współpraca [...]. Niestety tinyBuild nigdy nie odpowiedział na te prośby, co w efekcie uniemożliwiło rozwiązanie zaistniałego problemu.

Firma nawiązała również do szacunków strat, jakie poniosło studio. Ich zdaniem, produkcje tinyBuild można kupić on-line w znacznie niższych cenach (na przykład na serwisie Steam), niż wynika to z danych, zaprezentowanych przez Nichiporchika. Dystrybutor dał deweloperowi 3 dni na ustosunkowanie się do stanowiska oraz powtórzył swoją prośbę o przekazanie listy podejrzanych kodów [oświadczenie zostało przekazane do wiadomości 21 czerwca – przyp. red.].

Na odpowiedź ze strony studia nie trzeba było długo czekać. Jego szef określił ultimatum czasowe jako typowo korporacyjne zagranie i odpowiedział w podobnej manierze.

Również zaproponował trzy dni, ale na wprowadzenie nowych rozwiązań w sprzedaży. Zaoferował wprowadzenie systemu weryfikacji sprzedawców – opisuje, że po godzinie od założenia konta mógł sprzedawać tysiące kodów aktywacyjnych. Podkreślił również, że konieczne jest, aby wydawcy mieli możliwość ustalenia ceny minimalnej.

Odpowiedź studia na oświadczenie G2A

Argumentuje, że obecny model sprzedażowy jest szkodliwy dla niezależnych i małych twórców gier. Żeby ich tytuły na siebie zarabiały, muszą korzystać z wielu kanałów sprzedaży, co wiąże się z automatyzacją tego procesu, tłumaczy.

Wielkie korporacje mogą sobie pozwolić na zatrudnienie całych zespołów, które śledzą, czy kody dostępu do ich gier pochodzą z legalnych źródeł, ale takich zespołów, jak tinyBuild, po prostu na to nie stać – kontynuuje.

Jutro mija termin ultimatum postawionego przez firmę z Polski. Nie zanosi się, by sprawę rozwiązano polubownie. Nichiporchik wierzy, że jego rozwiązania nie tylko zażegnają konflikt, ale pomogą całej branży przez wprowadzenie zdrowego, jego zdaniem, systemu dystrybucji i podziału zysków. Zapytany o komentarz przedstawiciel G2A odpowiada krótko. – Pracujemy nad tym.

Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...