"Czasy taniego outsourcingu dawno minęły". Polska ma mocną przewagę nad resztą, mówi Wojciech Popławski z Accenture

W Polsce rośnie liczba firm zarabiających na najbardziej dochodowych etapach produkcji, przekonuje Wojciech Popławski z Accenture Operations.
W Polsce rośnie liczba firm zarabiających na najbardziej dochodowych etapach produkcji, przekonuje Wojciech Popławski z Accenture Operations. Fot. materiały prasowe
Polski sektor nowoczesnych usług biznesowych rośnie jak na drożdżach. W ostatnim roku (I kw. 2015 do I kw. 2016 r.) dynamika zatrudnienia wyniosła tu 25 proc. W sektorze pracuje obecnie ok. 212 tys. osób, a za cztery lata liczba ta urośnie do 300 tys. Popyt na pracowników rośnie, gorzej z podażą. O tym, jak znaleźć pracownika na wymagającym rynku opowiada w rozmowie z INN:Poland Wojciech Popławski, Dyrektor Zarządzający w Accenture Operations i Wiceprezes ABSL (pol. Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych).

Zapytam wprost. Czy tę dynamikę zawdzięczamy większej liczbie callcentrów nad Wisłą?



Lata taniego outsourcing'u dawno minęły. Etap szczególnego przywiązania do kosztów pracy mieliśmy jakieś 10-12 lat temu. Przenoszono tu miejsca pracy do wykonywania nisko zaawansowanych zleceń. Teraz sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Wiele manualnych działań zastąpiono botami. Posiadamy np. takie rozwiązania w sektorze obsługi klienta. Bot wykonuje obecnie pracę, którą wcześniej zajmował się człowiek. Potrafi np. przyjąć zgłoszenie od klienta. W oparciu o kilka słów kluczowych odczyta mail, dokona analizy problemu i na tej podstawie zamknie zapytanie.

Realizowane są pokaźne inwestycje w robotykę i automatyzację procesów. Zmienia się więc struktura zatrudnienia: coraz mniej mamy nisko opłacanych miejsc pracy, rośnie natomiast popyt na wysokiej klasy specjalistów. Cieszy również, że przybywa nam firm z kapitałem rodzinnym, które produkują wysoko zaawansowane technologie i usługi z myślą o rynkach zagranicznych. Innymi słowy, rośnie w Polsce liczba podmiotów, które zarabiają na najbardziej dochodowych etapach produkcji.

Czemu zawdzięczamy sobie wejście na bardziej zaawansowany poziom?


Własnej gospodarce. Nie można wkładać Polski do jednego worka z azjatyckimi offshore'ami. Jesteśmy rynkiem nearshorowym, czyli znajdujemy się stosunkowo niedaleko od spółek macierzystych i pozostajemy atrakcyjni bez względu na wyższe niż w Azji koszty działalności.
Podobnie jak Czechy i Rumunia.

To prawda. Mamy jednak sporą przewagę nad sąsiadami. Na przykład liczne aglomeracje miejskie. Mamy siedem dobrze rozwiniętych ośrodków miejskich ze szkolnictwem wyższym na naprawdę wysokim poziomie.

Rumunia również może się pochwalić dobrymi uniwersytetami.

Ma ich jednak o wiele mniej niż Polska. Dodatkowo mamy przewagę geograficzną. Rumunia w centrum kraju ma góry, co utrudnia komunikację pomiędzy poszczególnymi centrami.

Czy ja dobrze zrozumiałam? W dobie światłowodów międzykontynentalnych wciąż ma znaczenie, jeśli teren jest górzysty?

Oczywiście. Nie wszystko da się załatwić wirtualnie. Interakcje pomiędzy ośrodkami są bardzo liczne. Najwięksi inwestorzy w Polsce nie działają w jednym, tylko kilku miastach. Dlatego kluczowe znaczenie ma jakość infrastruktury w kraju. Na przykład w Polsce znacznie usprawniło logistykę wprowadzenie na tory Pendolino i uruchomienie innych szybkich połączeń pomiędzy Warszawą, Krakowem i Wrocławiem. W połączeniu z dobrze zaplanowaną przestrzenią biurową sprawia to, że zyskujemy na atrakcyjności w oczach inwestorów.

Czy coś może zakłócić ten sielankowy krajobraz?


Jednym z większych wyzwań, przed którym obecnie stoją firmy z sektora nowoczesnych usług biznesowych, jest deficyt talentów. I nie chodzi o to, że żyjemy w czasach niżu demograficznego. Studentów w kraju nie brakuje. W roku akademickim 2015/2016 ich liczba wyniosła 1,4 mln. Problem tkwi gdzie indziej: połowa z nich nie jest wykształcona w tych obszarach, gdzie jest realne zapotrzebowanie na pracę.

No tak, sami politolodzy i dziennikarze na rynku. Czy mają Państwo pomysł, jak zaradzić problemowi?

Uruchomiliśmy np. akademię ABSL, w ramach której zawarliśmy partnerstwo z kilkoma uczelniami. Staramy się pomóc na nowo zdefiniować sposób nauczania i program. Tak, by pokrywał się on z realnymi potrzebami rynku.

Brzmi dosyć ogólne...


W praktyce wygląda to m.in. tak, że nasi najlepsi pracownicy nieodpłatnie uczestniczą w wykładach. Zapraszamy też studentów na dni otwarte do siebie, organizujemy rozmaite konkursy. Staramy się załatać luki także na etapie rekrutacji. Wypracowaliśmy programy, które pozwalają efektywnie ocenić profil kompetencyjny osoby, jakie ma słabe i mocne strony. Wiemy, jak zbudować zespół i wyciągnąć zalety pracownika na pierwszy plan.

Jakie kompetencje są najbardziej pożądane?

Kluczowe są umiejętności miękkie, czyli zdolność współgrania z pozostałymi członkami zespołu. Polacy zdobywają laury na międzynarodowych konkursach programowania, tymczasem te same zuchy nie potrafią wystarczająco dobrze komunikować się w grupie. My mamy szereg szkoleń, które pomagają rozwijać te cechy.

Dzięki temu takie luki kompetencyjne w przypadku jednej osoby potrafimy uzupełnić w dwa-trzy lata. W efekcie nasi pracownicy w niczym nie ustępują kolegom, którzy wykształcenie zdobyli w Londynie, Berlinie czy Paryżu.
Millenialsi... to słowo spędza sen z powiek wielu pracodawcom. Jak Państwo sobie radzą z nowym typem pracownika?

Doskonale wiemy, jakie są oczekiwania millenialsa. To osoba, która nie chce tuż po studiach zakładać rodziny i zaciągać kredytu hipotecznego. Dla niej znikome znaczenie ma marka i jej reputacja, ten wskaźnik nie jest decydujący przy wyborze pracy. Podobnie materialne aspekty. Liczą się natomiast ciekawa praca, atmosfera, możliwość rozwoju i cały ten lifestyle wokół.

To są bardzo ambitni pracownicy. Millenialsi chcieliby w ciągu dwóch-trzech lat zarządzać już własnymi firmami bądź piastować stanowiska menadżerskie. Z jednej strony, takie nastawienie cieszy. Z drugiej zaś strony pracodawca musi nieustannie dbać, by pracownik się nie znudził.

Nie za bardzo wymagający ten millenials?

Ze względu na wysoką dynamikę branży, w której działamy, zawsze funkcjonowaliśmy na rynku pracownika. Przyzwyczailiśmy się więc do tego, że to pracownik wybiera nas, a nie odwrotnie. Możliwie, że millenialsi będą tym pokoleniem, które wywalczy tzw. work-life balance. Nie przez kaprys czy roszczeniowe podejście, tylko ze względu na fakt, że w tych warunkach osiągną szczyt efektywności i kreatywności.

Czy w przyszłości utrzyma się ta dynamika w sektorze nowoczesnych usług biznesowych?

Jak wynika z naszej analizy, trend ma tendencję wzrostową. Aż 91 proc. firm działających w tym sektorze deklaruje wzrost zatrudnienia. Już za cztery lata w branży będzie pracowało ponad 300 tys. osób.

Napisz do autorki: nino.dzikija@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...