Najdroższe jaja w Warszawie kosztują 20 złotych. Znoszą je kury, które jedzą według faz księżyca i słuchają Mozarta

Jaja Grotke S są po 5 złotych.
Jaja Grotke S są po 5 złotych. Mat. prasowe
Jajko Aurum kosztuje 20 złotych za sztukę. Niestety, udało mi się tylko zapisać na listę rezerwową. Jajko z płatkiem złota spożywczego będę mógł kupić tylko wtedy, jeśli jakiś klient zrezygnuje. Na pocieszenie wziąłem kilka tańszych – Grotek S po 5 złotych i Succedere o smaku dyni po 2,80 za sztukę. Ale czegóż się nie robi dla szczęścia kur.



– Na wszystko nie ma pieniędzy, to chociaż sobie popatrzę – mówi Pani Janina. Kiedy dochodzi do stoiska Braci Grotek, patrzy na ceny i liczy w pamięci. Stara się dociec, czy ceny, które widzi, dotyczą sześciu czy za dziesięciu jajek. Nijak nie daje się porównać tego z cenami jajek dwa stragany dalej. Po chwili pani Janina rozumie. Trafiła do trochę innego świata.
W Warszawie pod Halą Mirowską ostał się jeden z ostatnich dużych bazarów stolicy. Czas tu się zatrzymał gdzieś w latach 90. Można tu kupić ryż, mydło i powidło. Tanie papierosy i leżącą na słońcu wołowinę. Niemieckie środki czystości i świeże owoce z podwarszawskich sadów. 1001 drobiazgów i chińskie tekstylia. W wąskimi alejkach emeryci z wózkami zakupowymi szukają okazji cenowych.

– Marmur na naszą ladę sprowadzaliśmy z Włoch. Do tego opatentowane ekspozytory do jaj. Wystrój całego stoiska kosztował nas 100 tysięcy złotych – mówi w rozmowie z INN:Poland Adrian Grotek, właściciel firmy, sprzedającej najbardziej ekskluzywne jajka w Warszawie. – Ale to co sprzedajemy, jest produktem high-end. Stworzyliśmy pierwszą na świecie markę jajek. Do tej pory nikt na świecie nie wypromował takiego brandu – dodaje.
Adrian Grotek wie o jajach wszystko. Od dziecka związany był z rynkiem gastronomicznym w najlepszych światowych restauracjach. Zaczynał praktyki jako 15-latek, by przez następne lata pracować w najlepszych lokalach w takich miastach jak Miami, Fort Lauderdale, Nicea, Portofino i Los Angeles. Kiedy wrócił do Europy miał ogromną wiedzę o branży i zauważył pewną ciekawą rzecz. Jajka, jako produkt, nie są na świecie odpowiednio wykorzystane. Postanowił wykorzystać zdobytą wiedzę, by stworzyć unikalne produkty. Zaprosił do współpracy dietetyków. I tak powstało pięć patentów dotyczących produkcji jaj.

– Jajka Grotek S wymagają odpowiedniej oprawy. Dlatego pakujemy je dodatkowo w złotko. Kury, które je znoszą są nie tylko wolnowybiegowe, ale dodatkowo karmione według faz księżyca i słuchają przy tym odpowiedniej muzyki – tłumaczy z pasją pan Adam, sprzedawca na stoisku Braci Grotek pod Halą Mirowską. – Owsiane jest jedynym na świecie opatentowanym jajkiem – dodaje.
To, że są karmione według faz księżyca, oznacza, że nie jedzą byle czego, ale właściwy pokarm jest im podawany w odpowiednim dniu cyklu. Do tego odpowiednia muzyka, ma sprawić, by nie były zestresowane. Te wszystkie zabiegi mają sprawić, by jaja nie były tylko smaczne, ale i niosły odpowiednią wartość odżywczą. Doceniają to restauratorzy. Jajka od Grotka można znaleźć w najlepszych warszawskich restauracjach, takich jak Tamka 43, Concept 13, czy wyróżniona gwiazdką Michelin – Atelier Amaro. Ale wyjątkowe produkty zamawiają również prestiżowe lokale ze Szwajcarii, Niemiec i Wielkiej Brytanii. A warszawiacy, mogą je po prostu kupić.

– Dobre jajo można poznać po tym, że po rozbiciu tworzą się trzy warstwy. Półsferyczne żółtko, dalej pierwsze, bardziej zwarte białko i wokół tego jeszcze jedna jego warstwa – opowiada sprzedawca Adam. – Mamy w ofercie kilka rodzajów jajek kurzych, gęsie, przepiórcze i od perliczki. Tylko kaczych akurat nie ma, bo wykupiły je na pniu najlepsze warszawskie restauracje – dodaje z lekkim żalem.

Firma współpracuje z trzydziestoma fermami na Mazowszu. Droga, którą ma pokonać jajko, ma być jak najkrótsza. Wszystko po to, aby zapewnić świeżość. Jak zapewnia pan Adam – na stoisku nie ma jaj starszych niż sześciodniowe. Ceny u braci Grotek odzwierciedlają jakość produktu. Pomimo tego chętnych na zakup nie brakuje. Przed Wielkanocą stała do nich wielometrowa kolejka. Tego dnia na małym stoisku obsłużyli ponad 1,5 tysiąca osób. Ale nawet w zwykły dzień do stoiska co chwilę podchodzą klienci i zostawiają po kilkadziesiąt złotych.
– Chociaż istniejemy dopiero kilka miesięcy i nie reklamujemy się w ogóle, to klienci polecają nas sobie nawzajem. Pod Halę Mirowską przychodzą osoby, które stać na luksusowy produkt – opowiada Adrian Grotek. – Są celebryci, prezesi, ale też redakcje kulinarne i szefowie kuchni. I oni mówią, że nasze jaja są najlepsze nie tylko w Warszawie, ale i w całej Europie – kończy z dumą.

Napisz do autora: tomasz.staskiewicz@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...