Kierowca Ubera o swojej pracy: Licencja? A na co mi ona? Znam miasto od podszewki

Kierowcy Ubera muszą uważać wyjeżdżając w nocy na miasto
Kierowcy Ubera muszą uważać wyjeżdżając w nocy na miasto facebook/taryfa24
Licencja? A na co im ona? – Urodziłem się w Warszawie, znam to miasto jak własną kieszeń. Ale żeby dostać licencję trzeba jeszcze mieć taksometr, kasę fiskalną itd – odpiera zarzuty w rozmowie z INN:Poland Rafał, kierowca Ubera. Twierdzi, że jego praca to nie przelewki, a ataki ze strony rozwścieczonych taksówkarzy to dla niego chleb powszedni. – Raz dostałem gazem po oczach - opowiada.

Niedawno jednemu z kierowców Ubera taksówkarze skopali i opluli samochód. Do domu wrócił bez komórki i wyrwanej wcześniej klamki od drzwi. Miał pan podobne przygody?



Aż tak to może nie, ale rok temu zostałem przez nich zaatakowany. Podjechałem do klienta nad Wisłę. Od razu podeszło do mnie 3-4 taksówkarzy. Zaczęli oklejać mi samochód naklejkami. Wysiadłem, żeby ich powstrzymać i dostałem gazem po oczach. Wściekłem się, zacząłem ich wyzywać. Przyjechała policja. Napastnicy twierdzili, że jestem pod wpływem narkotyków i im groziłem. Badanie na komendzie oczywiście nic nie wykazało, a ja mogłem spokojnie wrócić do domu bez jakichkolwiek konsekwencji. Taksówkarze myślą, że są królami nocy.

Takie zachowanie to incydent czy reguła?

A gdzie tam. Po tym pierwszym incydencie sprawcom chciałem wytoczyć sprawę z powództwa cywilnego, ale dzień później spotkałem ich znowu – tym razem na ulicy Francuskiej w Warszawie. Zaczęli mnie gonić i zajeżdżać drogę. Prawie się czołowo zderzyliśmy. Jeden z nich zaczął do mnie nawet strzelać z broni hukowej lub gazowej. Jeździli tak za mną z 5-6 minut, objechaliśmy chyba całą okolicę. Mieli lepsze samochody, ale uważam, że dużo słabiej od mnie jeździli (śmiech). W trakcie tej gonitwy rozmawiałem z policyjną dyspozytornią przez telefon. Chciałem, żeby mogli ustalić którędy jeżdżę, aby wysłać patrol i zebrać nagrania z monitoringu
Sprawa wygląda na wygraną

Po zakończeniu tego rajdu znalazł się nawet jeden świadek. Przedstawiłem masę dowodów, zapamiętałem rejestracje. Uznano jednak, że nagrania nie wskazują jednoznacznie na to, że byłem goniony przez taksówkarzy. Sprawa została umorzona. Napisałem zażalenie do sądu, ale ten nie dopatrzył się uchybień ze strony policji.

Z mojej perspektywy taksówkarze na groźnych nie wyglądają...

Kiedy są sami, nic się nie dzieje, niebezpiecznie robi się dopiero, gdy są w grupie. Jestem rosłym facetem więc boją się mnie zaczepiać jeden na jeden. Podjechałem jakiś czas temu na stację benzynową i zobaczyłem jedną z osób, która ganiała mnie na Francuskiej. Mówię do niego – tyle za mną jeździliście, teraz ja jestem sam i ty jesteś sam. Co mi zrobisz? Zaczął udawać, że nie wie, o co chodzi. Taki był mocny. Taksówkarze tylko w grupie pokazują, jakimi są kozaczkami. Moim zdaniem nawzajem się nakręcają. Wyzywają nas, zajeżdżają drogę.

Tak po prostu, na ulicy?

Najgorzej jest w nocy. Na postojach pod klubami zbijają się w większe grupy próbują kierować ruchem i zachowują się jakby te ulice oraz klienci należały do nich. Wtedy się zaczyna.
Skąd taka frustracja? Oni też mają klientów

Jesteśmy konkurencją. Taksówkarze chcieliby mieć rynek tylko dla siebie, najlepiej na wyłączność. Poza tym Uber to nowość. Kiedyś ludzi kopali ziemię łopatami – gdy pojawiły się koparki też musiały znaleźć się osoby, którym się to nie spodobało. W każdej branży jest tak, że gdy pojawia się ktoś, kto oferuje lepsze i tańsze usługi, budzi zawiść.

A jak w tym wszystkim zachowuje się Uber?

Po ataku z użyciem gazu bardzo mi pomógł. Na drugi dzień dostałem telefon do mecenasa. Mieliśmy już składać pozew, ale potem wydarzyła się ta sprawa z pościgiem. Przyjechał o 2 w nocy, żeby pomóc mi złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Bez cienia skargi na nieludzką godzinę. Na tym wszystkim ucierpiał też mój samochód. Uber sfinansował mi wtedy wypożyczenie samochodu na miesiąc.

Przygoda z Uberem to pierwsze doświadczenie w przewozie osób?

Pracowałem w jednej z korporacji taksówkowych przez prawie 2 lata. Zrezygnowałem, bo trafiła mi się inna praca. Teraz prowadzę własną działalność gospodarczą. Jeżeli w danym okresie nie mam zleceń, pracuję więcej dla Ubera. Czasami, kiedy mam 3 godziny wolnego na mieście, nie muszę wracać od domu, tylko loguję się i robię kilka kursów. Dla mnie to bardzo wygodne.

Pasażerowie nie mają oporów przed jazdą z takim dorywczym kierowcą?

Klienci, moim zdaniem, właśnie to w Uberze lubią. Taksówkarze mają opinię narzekaczy, a tutaj przyjeżdża do nich ktoś, kto nie zasiedział się cały dzień za kierownicą. Pasażerowie to głównie młodzi ludzie, ogarniają te wszystkie smartfony, aplikacje. Choć kiedyś wsiadła do mojego samochodu na oko 70-letnia kobieta. Byłem w szoku, że udało jej się tak dobrze w tym wszystkim zorientować.

Ma pan licencję?

Nie mam. Skończyłem kurs taxi i jestem zapisany na egzamin, ale ponieważ pracuję, trudno mi znaleźć czas, żeby się stawić na egzamin. Urodziłem się w Warszawie, znam to miasto jak własną kieszeń. Ale żeby dostać licencję trzeba jeszcze mieć taksometr, kasę fiskalną itd. Nie wiem czy będę się o nią starał, bo w Uberze nie jest mi potrzebna. Obrót jest bezgotówkowy, a firma rozlicza mi wszystko na podstawie faktur, które wysyłam. Egzamin będę miał dla siebie.

Ale brak licencji to jeden z głównych zarzutów wobec kierowców Ubera

Dla mnie to paradoks, bo licencja to przeżytek. Mam prawo jazdy kat. D. oraz kwalifikacje kierowcy, która jest o wiele bardziej rozbudowanym kursem niż kurs taxi. To daje uprawienia do przewiezienia 50 osób autobusem, ale już 2-osobówką nie mogę. Jak to możliwe?

Napisz do autora: adam.sienko@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...