Zamiast wydawać pieniądze na reklamy, zacznij tweetować. To skuteczny sposób na podbój zagranicznych rynków

Fot. Finda.photo
Co takie start-upy jak Buffer, smartwatche Blocks czy Product Hunt mają ze sobą wspólnego? Wszystkie zaczęły wzrost od tweetowania.

Prosty pomysł – dlaczego by nie, zamiast tracić pieniądze na AdWords czy reklamy na Facebooku, po prostu… tweetować? Jeżeli właśnie zaczynasz pracę ze swoim start-upem, z którym chcesz wyjść na zachód, to może być najlepszy plan.


Nie oszukujmy się. Znalezienie w internetowym tłumie tych osób, które będą chciały kupić Twój nowy, nikomu nieznany produkt to jak szukanie igły w stogu siana. To nie musi być wina Twojego produktu! To cecha ludzi: lubimy to, co znamy. A to znaczy, że nowe start-upy muszą dać się poznać w jak najbardziej przyjazny dla człowieka sposób. Nawet jeśli jest nieskalowalny! Gdyby tylko istniała platforma, gdzie użytkownicy nie boją się rozmawiać z obcymi ludźmi. Taka, gdzie można znaleźć pełen przekrój społeczny. Taka, gdzie można łatwo rozpocząć rozmowę jeden na jeden. Taka, gdzie podobna interakcja jest nie tylko akceptowana, ale też pożądana…

Przyjrzyjmy się początkom trzech firm, które odniosły sukces w Stanach. Narzędziu dla marketerów – Bufferowi, hardware’owi codziennego użytku – smartwatchom Blocks, oraz portalowi społecznościowemu – Product Hunt. Wbrew pozorom, ich obecność na miejscu nie musiała być ich największą przewagą.

Ćwierkając do małych i dużych
Joel Gascoigne wręcz nadużywał Twittera. Znał wiele aplikacji, które pomagały w prowadzeniu profilu, jednak wciąż coś mu w nich przeszkadzało. Choćby fakt, że każde z dostępnych rozwiązań traktowało ważną dla niego funkcję – planowanie tweetów – po macoszemu. Nie można było za pomocą żadnego z nich zaplanować ich wysyłki o stale określonych godzinach – każdy tweet musiał być planowany osobno. W 2010 roku postanowił wystartować z aplikacją, która automatyzowała wysyłanie tweetów. Nazwał ją Buffer.

Z pewnością dużo osób używało funkcji planowania tweetów w dostępnych narzędziach. Więc jak ich przekonać do swojego, lepszego, rozwiązania? Buffer spróbował wykorzystać Twittera na dwa sposoby.

Influencerzy – kto lepiej niż oni opowie szerokiej grupie ludzi o Twoim produkcie! Tylko jak do nich dotrzeć? Twórcy Buffera sami zaczęli budować ku temu okazje. Pisali teksty na bloga, jak “7 osób, które musisz śledzić na Twitterze”, które podsyłali wybranym, opisanym tam osobom. Nie bali się przy tym uciec do małego lizusostwa:
Mimo, że pisali z konta aplikacji, to zawsze podpisywali autora wiadomości za pomocą inicjałów na końcu, co sprawiało, że wysłane przez nich tweety wydawały się ich faktycznymi opiniami, a nie jedynie promocją marki. Jednak taka otwarta rozmowa z influencerami pozwalała im zostać dostrzeżonymi przez większą masę. Niektórzy wskazani przez nich influenserzy zaczęli rekomendować ich rozwiązanie:
Drugi sposób zdobycia pierwszych klientów w wykonaniu Buffera można uznać za mniej udany. Twórcy próbowali odzywać się do różnych zwyczajnych użytkowników i zachęcać ich do użycia aplikacji. Gdy dziś popatrzeć na te tweety, można odnieść wrażenie, że zupełnie nie wiedzieli, co robią.
Nawet jeśli potrafili rozpoznać potencjalnego klienta (co wydaje się wątpliwe), to zupełnie nie potrafili z nim rozmawiać. Taki sposób komunikacji wymaga zupełnie innego, bardziej ludzkiego podejścia.

Bądź bardziej... ludzki. Od 0 do 1 600 000 $ w pięć miesięcy
W październiku 2015, smartwatche nikogo nie dziwią. Ludzie zdążyli poznać takie produkty jak Pebble (kwiecień 2012), Sony SmartWatch (lipiec 2012), Samsung Gear (sierpień 2013), LG G Watch (czerwiec 2014) czy nawet iWatch (kwiecień 2015). Można pomyśleć, że wszyscy, którzy by chcieli mieć podobną technologię, mają dostateczny wybór – od produktów od małych firm, do tych od wielkich korporacji. Jednak w październiku 2015 roku, kilka miesięcy po tym, jak iWatch został zaprezentowany, a iHype zaczął nabierać tempa, nieznany nikomu zespół wystartował kampanię na Kickstarterze z nowym rodzajem smartwatcha. Czy to najgorszy czas, by launchować takiego rodzaju produkt? Być może. Ale nie można zaprzeczyć, że Blocks znalazł swoją niszę na rynku.
Od lipca do listopada 2015 roku tysiące ludzi otrzymało tweety od Adama, Tony’ego, Addy’ego i Toma. “Technologia powinna być osobista”, pisali do ludzi. “Czy ta kampania na kickstarterze jest warta wsparcia?”, pytali w kółko. A ludzie odpowiadali: “Z przyjemnością zobaczę więcej!” albo “dzięki, że się tym podzieliliście! Świetny koncept i ogromny krok dla świata technologii wearable! Gratulacje dla Was!”.

Blocks różnił się od innych smartwachy. Przede wszystkim każdy zegarek miał być modyfikowalny. Użytkownik sam mógł poskładać sobie swój wymarzony produkt z dostępnych części. Jednak nie tylko to odróżniało Blocks od podobnych produktów. To także ich podejście do klienta. Reklamując swój produkt, zespół Blocks traktował każdego personalnie. Na pierwszy rzut oka nie wyglądało to na reklamę: pisali prawdziwi ludzie, którym zależało na prawdziwych opiniach innych, i którzy robili prawdziwe literówki i błędy ortograficzne. Szukali zainteresowanych nowymi technologiami. Pytali, zagadywali, prosili o poradę. Liczyli się ze zdaniem i wydawali się przyjaźni.

Mimo, że rozsyłali tysiące tweetów, to do każdej osoby podchodzili osobno. Ludzie dostawali personalną wiadomość, klikali w link i oglądali produkt. Część odpisywała i z miejsca dostawała odpowiedź. Takie podejście (w momencie, gdy ich marka była nieznana, dostarczenie produktu niepewne, a wybór konkurencyjnych rozwiązań ogromny!), zapewniło im 1 613 874 dolarów na koniec kampanii. Planowali zebrać 250 000.

Product Hunt wyrusza na polowanie
Stworzenie oddanej społeczności może być tak samo trudne, jak sprzedaż produktu klientowi. W 2014 roku Nathan Bashaw, który jest odpowiedzialny za kod pierwszej wersji Product Hunta, podsumował początki tej platformy. W swoim artykule na medium pisze: “zaczęliśmy z grupą ludzi, która była wystarczająco duża, by być interesującą, a jednocześnie na tyle mała, by ludzie czuli się w niej komfortowo”. To może być najważniejsza rzecz, jeśli chce stworzyć się zaangażowaną społeczność. Zbudowanie tak grupy, by chciała się angażować i swoimi działaniami budować Twój produkt. Ale jak to robisz? Cóż, ręcznie zbierasz swoich pierwszych użytkowników, jak to zrobił Ryan Hoover - CEO Product Hunta.
Bashow opisuje, że Ryan Hoover, na początku rozesłał setki, jeśli nie tysiące personalnych wiadomości do ludzi za pomocą Twittera oraz emaila. Taka taktyka okazała się przynosić świetne efekty. Pierwsze 20 osób, które używały Product Hunta, to twórcy znanych start-upów oraz członkowie funduszy inwestycyjnych.

Jednak to nie tu tkwiła siła początków Product Hunta, ale w prostym i zarazem genialnym sposobie na powiększenie grupy użytkowników! Budując taką społeczność nie można zaniedbać pierwszych użytkowników, ani zgubić klimatu, który ta pierwsza grupa wytworzyła – choćby jakości czy tematyki, w dodawanych przez nią treściach. Nawet po skalowaniu ludzie muszą czuć, że to jest ta sama (ich!) strona. Ryan wyszedł temu problemowi na przeciw. Odzywał się do swoich użytkowników, do każdego z osobna, z prostym pytaniem: czy znasz kogoś, komu spodobałby się Product Hunt? Następnie pisał wprost do wskazanych osób. Stawiał na personalny kontakt, wysyłał linka do swojego produktu i starał się rozmawiać. Dzięki takiemu systemowi na samym początku twórcom łatwo było stworzyć grupę, którą łączyły autentyczne więzi i chęć działania dla społeczności – wyszukiwanie nowych, fajnych produktów.

Oni już wiedzą

Klienci są w stanie powiedzieć czy Twój pomysł jest dobry. Tym bardziej na samym początku warto mieć z nimi bliższy kontakt. – Jeśli nie zagłosują za Twoim pomysłem portfelem, to mogą dać Ci cenne rady, dzięki którym będziesz w stanie poprawić swój pomysł.

Patrząc od strony klienta – to bardziej naturalne. Ludzie wolą kontaktować się z ludźmi, nie z nieznanymi markami. Dodanie produktowi twarzy nadaje wiadomościom zupełnie inny wymiar. To niesamowita przewaga start-upów – możliwości szybkiego kontaktowania się z potencjalnymi klientami i jednoczesna autentyczność!

Próbując wyjść ze swoim pomysłem za granicę po prostu wybierz ludzi, którzy mogą być zainteresowani Twoim produktem – mogli tweetować o problemie, który rozwiązujesz, udostępnić artykuł, który go opisuje albo lubić czy retweetować tweety kogoś, kto byłby Waszym idealnym ambasadorem marki. Wybierz ich uważnie i… tweetuj!

Marcin Gierbisz - copywriter i marketer. Współtwórca Lighttheflame.co, zespołu, który wspiera start-upy oraz innowacyjne firmy w wyzwaniach związanych z pozyskaniem, zrozumieniem i zatrzymaniem klienta oraz wzrostem. Flame pomaga wprowadzać nowe produkty na rynek, tworzy i wprowadza w życie kampanie marketingowe, analizuje zachowania i zwyczaje klientów, oraz opracowuje i testuje modele biznesowe.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...