Polacy mieszkają nad Wisłą 11 tys. lat. Byliśmy w starożytności imperium, przed którym drżał Rzym

Mapa imperium Lechitów w trzecim wieku przed naszą erą.
Mapa imperium Lechitów w trzecim wieku przed naszą erą. Youtube/Paweł Szydłowski
Czy wiecie, że Imperium Lechitów powstało 3 tysiące lat temu i nie miało sobie równych w Europie? A nasi przodkowie podobno mieszkają tu już niemal 11 tys. lat. Tak twierdzi Janusz Bieszk, autor serii bestsellerów o "niezakłamanej" historii Polski.

Jak długo istnieje państwo Polskie? Proste pytanie – w tym roku obchodziliśmy 1050 rocznicę jego założenia. A co, jeżeli to kłamstwo, którymi Polacy są karmieni od kilku wieków? A jeśli przed przejściem na katolicyzm przodkowie Polaków, Lechici, władali potężnym imperium i wojowali z Aleksandrem Wielkim oraz Juliuszem Cezarem? To nie jest fabuła drugorzędnej książki fantasy – hipoteza o Imperium Lechitów, choć pełna nieścisłości i często absurdalna, jest coraz bardziej popularna w Polsce. I doskonale wpisuje się w obecną pseudonaukową ofensywę.


Współcześnie, orędownikiem „niezakłamanej” historii Polski jest Janusz Bieszk, autor poczytnych książek na ten temat. Jak sam chwalił się w wywiadzie, jego wydana w zeszłym roku książka „Słowiańscy Królowie Lechii”, miała już sześć dodruków. To sporo, zważywszy na niezbyt wysoki poziom czytelnictwa w Polsce. Niedawno premiera miała druga część, zatytułowana „Chrześcijańscy Królowie Lechii”.
Zastanawiające jest jednak to, że w Internecie trudno odnaleźć jakiekolwiek informację na temat wykształcenia Pana Bieszka. A jedna z wydanych wcześniej pozycji nosi tytuł „Cywilizacje kosmiczne na Ziemi” i dotyczy dowodów na działalność istot pozaziemskich w budowę kultury na naszej planecie. Teraz jednak autor skupia się na badaniu historii naszego narodu.

A w jego wersji Polacy, a właściwie ich protoplaści, czyli Słowianie i Ariowie, zamieszkują nasze ziemie od prawie 11 tysięcy lat. A zręby imperium Lechitów powstały trzy tysiące lat temu.

W swojej teorii Bieszk powołuje się na przeprowadzone kilka lat temu badania na haplogrupami. Te grupy pewnych wersji genów, położonych w specyficznym miejscu na chromosomie, bada się, aby lepiej śledzić migrowanie populacji. Zdaniem Bieszka, współcześni Polacy dzielą ją ze swoimi starożytnymi przodkami.

Skąd nazwa Lechici? Odpowiada autor

Według kronikarza Prokosza i prof. Starzy-Kopytyńskiego nazwa kraju Lechia pochodzi od nazwy króla Lecha Wielkiego, ojca narodu Lechów, czyli Lechitów, który panował 50 lat w okresie 1729-1679 r. p.n.e. Nadana nazwa Lech pochodziła od słowa Leh z języków sanskrytu i staroirańskiego (awestyjskiego) – co oznaczało pan, król, bóg, pasterz, a nazwa Lechia (Lehía) oznaczała królestwo. Czytaj więcej

To jest dowód biologiczny. Ale autor posiada również dowody kulturowe. Należy do nich spisana w średniowieczu kronika Wincentego Kadłubka, gdzie opisane zostały zwycięskie kampanie polskich królów przeciwko Juliuszowi Cezarowi i Aleksandrowi Wielkiemu.

Powołuje się również na Kronikę Prokosza, spisaną rzekomo w X wieku przez benedyktyńskiego mnicha. Jednak już w XIX wieku Joachim Lelewel odkrył, że kronika to pochodzące z XVIII wieku fałszerstwo, stworzone zresztą przez człowieka, który zawodowo zajmował się spisywaniem fikcyjnej historii Polski.

Bieszk uważa jednak, że to jeden z najcenniejszych reliktów polskiego kronikarstwa. A oskarżenia o fałszerstwo? Cóż, w XIX wieku niemiecki zaborca, z Lelewelem na czele, próbował zafałszować historię naszego kraju jako element germanizacji. Pomagał mu przy tym zresztą Kościół Katolicki, który dla autora jest jednym z głównych fałszerzy prawdziwej historii, która rozpoczęła się na długo przed 966 rokiem.

Dlaczego teorie pisarza można włożyć między bajki? Robert Jurszo, dziennikarz Wirtualnej Polski i publicysta historyczny, w rozmowie z INN:Poland podkreśla, że podejście Bieszka nie jest obiektywne.

– Przede wszystkim Janusz Bieszk w sposób amatorski i niefrasobliwy korzysta ze źródeł historycznych. Przykładowo, powołuje się na Kronikę Prokosza, która jest falsyfikatem, albo bierze serio różne rewelacje, które można wyczytać u Kadłubka – wyjaśnia. – Nie rozumie - albo zrozumieć nie chce - że lektura źródła historycznego musi być krytyczna. Pamiętajmy, że w średniowieczu pisanie dzieł historycznych często było nieodległe od uprawiania politycznej propagandy. A do tego autorzy różnych kronik - jak wspomniany Kadłubek - posiłkowali się fantazją w sposób nie mający nic wspólnego z nauką w takim sensie, w jakim ją dziś rozumiemy – podkreśla.
Kolejnym zarzutem wobec „Turbosłowian” [żartobliwe określenie ludzi, przekonanych o słuszności tez prezentowanych między innymi przez Bieszka – przyp. red.] jest mylenie dwóch porządków: genetycznego i kulturowego.

– Owszem, badania genetyczne pokazują, że ludność słowiańska mogła żyć na tych ziemiach wcześniej, niż do tej pory sądzono. Ale to jeszcze nie znaczy, że tworzyła jakieś Imperium Lechitów. Poza tym, jedna sprawa to ustalenia badań genetycznych, a druga efekty dociekań historyków i archeologów. Nie można tak po prostu mieszać jednych z drugimi i wyprowadzać karkołomne wnioski – mówi.

Doktor Grzegorz Pac z Zakładu Historii średniowiecznej Uniwersytetu Warszawskiego w rozmowie z INN:Poland przyznaje, że książki nie czytał, ale teorie w niej zawarte nie są mu obce.

–Każdy ma prawo interpretować historię jak chce. Ale jedni są do tego przygotowani merytorycznie, a inni nie – podkreśla. – Już kronikarz Wincenty Kadłubek opisywał nie tylko walki Lechitów z Aleksandrem Wielkim i Juliuszem Cezarem, ale też Smoka Wawelskiego, Wandę, co Niemca nie chciała i króla Pompiliusza, którego zjadły myszy. To wspaniała lektura, polecam ją każdemu. Ale odpowiedź na tradycyjne pytanie XIX-wiecznej historiografii: "jak było naprawdę?", radzę rozsądnie przemyśleć – dodaje.

Czy zatem czeka nas szybka wymiana podręczników do historii? Jurszo powołuje się na „modne bzdury”, termin ukuty przez amerykańskiego fizyka Alana Sokala. W jego definicji mieści się wybiórcze i swobodne podejście do metody naukowych oraz erudycyjne wywody, które nie prezentują sobą żadnej wartości dodanej. W związku z tym są tylko chwilowym trendem, który zostanie zastąpiony w przeciągu kilku lat inną modną bzdurą. A po co nam ta obecna?

– Jest to jakaś kusząca koncepcja, bo podnosi nam samoocenę. Prezentuje nas bowiem jako potomków starożytnych królów i wspaniałych wojowników – konkluduje.

Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...