Informatycy najbardziej chamską grupą zawodową? Rekruter zalał się łzami, gdy usłyszał odpowiedź

90 proc. informatyków to dobrze wychowani ludzie - przekonuje nasz ekspert
90 proc. informatyków to dobrze wychowani ludzie - przekonuje nasz ekspert Filip Klimaszewski/Agencja Gazeta
„Paniusia z HR”, „akwizytor” i „s...j” jako odpowiedź na próbę nawiązania kontaktu z kandydatem. Informatycy to dzisiaj najbardziej rozpieszczona przez pracodawców grupa w Polsce. Według danych fundacji Pro Progressio w Polsce brakuje dzisiaj 30 tys. informatyków. Nic dziwnego, że to właśnie im, stosunkowo najczęściej zdarza się w chamski sposób, potraktować rekrutera.

Opowieści o rynku pracownika wielu poszukujących pracy odbiera jak bajki. O tym, że mimo niskiego bezrobocia, wielu Polaków wciąż nie może pozwolić sobie na luksus przebierania w ofertach, brutalnie uświadomiła m.in. prowokacja Rafała Betlejewskiego. Nad Wisłą funkcjonuje jednak jedna branża, która ze znalezieniem pracy nie ma najmniejszego problemu. To informatycy.


– Są w tej chwili królami rynku pracy. Informatyków potrzebuje dzisiaj praktycznie każda branża. Na polskim podwórku rozchwytywani są dosłownie wszędzie, niezależnie od tego czy mówimy o Warszawie, Krakowie, Kołobrzegu czy Rzeszowie – tłumaczy Hubert Kubasiewicz z agencji doradztwa personalnego iTalents.

Po tekście na temat problemów polskich pracodawców z poszukiwaniem pracowników zostaliśmy zalani falą maili. Rekruterzy zgadzają się, że najtrudniejszą grupą na rynku są obecnie informatycy. Rozdrażnienie spowodowane ciągłym nagabywaniem ze strony rekruterów, przekonanie o swojej intelektualnej wyższości i ośmielenie wzięciem jakim cieszą się wśród pracodawców powoduje mieszankę wybuchową. A ta wybucha w momencie gdy do informatyka odzywa się osoba zainteresowana jego zatrudnieniem.
– Zastanówcie się proszę i pamiętajcie, że kultura osobista obowiązuje wszystkich, niezależnie od "powodzenia" na rynku pracy, a rekruterzy, to też ludzie – apeluje w mailu do INN:Poland anonimowa rekruterka z Warszawy. Kobieta narzeka, że część informatyków w kontakcie z nią traci wszelkie hamulce.

– Zostałam nazwana paniusią z HR-u i akwizytorem – opowiada. Nasza czytelniczka regularnie słyszała również, że na niczym się nie zna, „zawraca d...” po to by wcisnąć „ofertę za gów...e pieniądze”. – Czara goryczy przelała się jednak dzisiaj rano, kiedy koleżanka z zespołu ze łzami w oczach pokazała mi maila od kandydata, będącego odpowiedzią na przesłaną ofertę pracy, który brzmiał ni mniej ni więcej, tylko : "spier....j" – czytamy w mailu.

– Kiedyś na przesłaną ofertę dostałem dokładnie taką samą odpowiedź. I nie jest to wyjątek. Myślę, że w ciągu tygodnia uzbierało by się w naszej agencji kilka takich przypadków – potwierdza INN:Poland Hubert Kubasiewicz z agencji pracy iTalents. Mężczyzna zastrzega wprawdzie, że 90 proc. informatyków, z którymi ma do czynienia, to dobrze wychowani ludzie, przyznaje jednocześnie, że pozostała część potrafi być naprawdę trudna do zniesienia.

– To typowy rynek pracownika. Informatycy dostają czasem po 5 ofert pracy dziennie. Przemnóżmy to przez 20 dni roboczych – to może być nawet 100 ofert miesięcznie. Wydaje im się, że są ludźmi niezastąpionymi – wszyscy ich chcą – tłumaczy przyczyny ich zachowania Kubasiewicz.
Jego słowa mają mocne oparcie w badaniach. Komisja Europejska wskazuje, że w 2020 roku liczba potrzebnych w Unii Europejskiej pracowników IT ma wzrosnąć o jeden milion.

Samoocenę informatykom podbija dodatkowo fakt, że pracują w bardzo wyspecjalizowanej dziedzinie. Dla większości zwykłych ludzi, mających z styczność z komputerami, która ogranicza się do korzystania z Excela – jest to wiedza nie do opanowania. – Informatykom zdarza się wychwytywać i naigrywać z błędów, które popełniają rekruterzy – przyznaje Kubasiewicz.

A takie uwagi potrafią zaboleć do żywego. – Zaczynając pracować w tej branży cieszyłam się, że nareszcie mam do czynienia z inteligentnymi i kulturalnymi ludźmi (wcześniej pracowałam w branży budowlanej, rekrutując pracowników na budowy i tam z tą kulturą bywało różnie), ale z żalem muszę przyznać, że bardzo się pomyliłam – zakończyła swój mail nasza czytelniczka.
Brak kultury, jak wskazują wszystkie osoby, które się z nami kontaktowały, nie jest domeną konkretnej grupy zawodowej. Nieuprzejmi równie dobrze mogą być lekarze, prawnicy, czy nauczyciele. Warunki, które stwarza informatykom rynek pracy, mocno sprzyjają jednak takiemu zachowaniu.

Napisz do autora: adam.sienko@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...