Twitter i Facebook handlują danymi jak jabłkami na bazarze. Wśród stałych klientów jest policja, alarmują organizacje

Kiedyś służby porządkowe używały pluskiew. Teraz wystarczy monitoring naszych internetowych profili, by wszystkiego się dowiedzieć.
Kiedyś służby porządkowe używały pluskiew. Teraz wystarczy monitoring naszych internetowych profili, by wszystkiego się dowiedzieć. Kadr z serialu "Stranger Things"/Netflix
“Kocham internet, bo można pozostać anonimowym” - napisał Jan, 24 lata, kelner z Krakowa. To jedna z odmian żartu krążącego w sieci od dłuższego czasu. I chociaż pogodziliśmy się z tym, że media społecznościowe handlują naszymi danymi, oferując je reklamodawcom (dla spersonalizowania wyświetlanych dla nas reklam), to ostatnio doniesienia budzą niepokój. Jak donosi Dziennik Internautów, Facebook i Twitter przekazywały za pieniądze informacje o swoich użytkownikach firmom analitycznym, które oferowały je potem organom ścigania.



Afera miała miejsce w USA, gdzie normalną praktyką jest śledzenie mediów społecznościowych w celu wyłapania przestępców lub uczestników demonstracji czy pikiet. Policja używa zazwyczaj takich narzędzi analitycznych jak Media Sonar czy Geofeedia. Do korespondencji mailowej tej drugiej firmy dotarła organizacja American Civil Liberties Union (Amerykańskie stowarzyszysznie Swobód Obywatelskich – ACLU.

W wiadomościach zawarto ofertę sprzedażową firmy dla służb bezpieczeństwa. Czym narzędzie Geofeedia wyróżniało się od innych dostępnych na rynku? Dostawca płaci Twitterowi za dane o kontach zarejestrowanych użytkowników i wszedł w “poufne prawnie wiążące porozumienie z Facebookiem", dodaje serwis, które ma otwierać dostęp do informacji, które dla innych firm z tego sektora są niedostępne.

Jakby tego było mało, ACLU dodaje, że Geofeedia uzyskała dostęp do kodów źrodłowych Instagram i mobilnej wersji serwisu Marka Zuckerberga. Dzięki temu mogła pobierać posty z konkretnych miejsc. Na szczęście włodarze niebieskiego portalu zakończyli współpracę w tym zakresie w połowie września.

Istotą tej kontrowersji jest kolejne podważenie przejrzystości mediów społecznościowych. Nie informują one swoich użytkowników, że to informacje o ich poglądach czy zaanagażowaniu społeczno-politycznym mogą trafić do organów ścigania – nawet za pośrednictwem innej, prywatnej firmy. Diagnoza ACLU jest prosta – twórcy takich serwisów nie powinni przekazywać danych firmom, które tworzą narzędzia do inwigilacji, jak wspomniana Geofeedia.

Źródło: Dziennik Internautów

Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...