Powstaną państwowe stacje diagnostyczne. Będzie drożej i dalej, a kierowcy będą musieli stać w kolejkach

Stacja Diagnostyczna.
Stacja Diagnostyczna. Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta
Z Darłowa do Szczecina jest 198 kilometrów. Jeśli dziś właściciel samochodu zarejestrowanego w tym pierwszym mieście spóźni się z badaniami swojego pojazdu, nic się nie stanie. Sprawę załatwi na miejscu. Rząd mówi jednak "dosyć" i sięga po nowy bat na spóźnialskich. W planach jest utworzenie szesnastu państwowych stacji diagnostycznych, po jednej na województwo. Po co? Ci, co spóźnią się z badaniami, będą musieli dopełnić obowiązku właśnie tam. W przypadku Darłowa - zapewne w Szczecinie. I taka usługa będzie też słono kosztowała, bo aż 250 złotych.



Wyjdzie niebagatelna kwota. Szacuje się, że ponad 40 procent kierowców spóźnia się z badaniami okresowymi. Wedle danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, na koniec 2015 roku w Polsce było ponad 20,7 mln aut osobowych. To znaczy, że na naszych drogach może jeździć 8 milionów pojazdów bez ważnych badań. Jeśli podzielimy tę liczbę przez 16 punktów, w których będzie można wykonać badanie, to znaczy, że średnio, na każdą wojewódzką stację diagnostyczną będzie przypadać ok. 500 tysięcy pojazdów. W ciągu roku mamy ok. 2000 godzin pracy (ok. 250 dni roboczych razy 8 godzin). To znaczy, że każda stacja w ciągu godziny powinna móc wykonać badania... dla 250 pojazdów.

Trudno uwierzyć, że stacje będą miały takie moce przerobowe, by obsługiwać wszystkich chętnych na bieżąco. Może dojść do absurdalnych sytuacji rodem z PRL-u – kolejek, zapisów, a nawet konieczności koczowania pod stacją w oczekiwaniu na swoje badanie. A to wszystko za jedyne 48 milionów złotych.
Źródło: Gazeta Prawna

Napisz do autora: tomasz.staskiewicz@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...