
Nad KGHM zbierają się czarne chmury. Rząd rozważa wycofanie się z największej, wartej 4 mld dolarów, inwestycji w historii przedsiębiorstwa. Dodatkowo, w niedalekiej perspektywie polski potentat miedziowy może zostać pozwany na 200 mln dolarów, za utrudnianie życia mieszkańcom kanadyjskiego miasteczka Kamloops, donosi "Gazeta Wyborcza".
REKLAMA
Rząd rozważa wycofanie KGHM z wartej 4 mld dolarów inwestycji w kopalnię miedzi w Sierra Gorda w Chile. Dwa lata po otwarciu przynosi ona straty i ciągnie w dół wyniki całej spółki. W pierwszej połowie 2016 roku przyniosła straty w wysokości 875 mln zł.
Początkowo kopalnia dostarczać miała 120 tys. ton miedzi, w praktyce okazało się, że wydobycie jest na poziomie niespełna 50 tys. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego skierowała nawet do Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez osoby zarządzające spółką.
Sytuacji państwowego przedsiębiorstwa nie poprawiają także niskie ceny miedzi na światowych rynkach. W porównaniu z ubiegłym rokiem jej wartość spadła aż o 12 proc.
Co więcej, według wyliczeń Mining Watch, należąca do KGHM kopalnia Ajaks, która jest zlokalizowana w okolicach miasteczka Kamploos, powinna liczyć się z koniecznością wypłaty odszkodowania mieszkańcom. Analitycy szacują, że kwota sięgnąć może nawet 200 mln dolarów.
Ajaks wystartować ma wprawdzie dopiero pod koniec bieżącej dekady, ale obliczenia dokonane zostały w odniesieniu do innej kopalni o podobnej wielkości, której funkcjonowanie również negatywnie wpływa na poziom życia miejscowych.
źródło: Gazeta Wyborcza, Bankier
Napisz do autora: adam.sienko@innpoland.pl
