Polski Devskiller znalazł sposób na brak pracowników na polskim rynku. Nie tylko firmy IT będą zachwycone

Współtwórcy Devskiller w trakcie pracy.
Współtwórcy Devskiller w trakcie pracy. Mat. prasowe
W Polsce są duże braki w sektorze IT – niedobór sięga nawet 50 tys. osób, wynika z szacunków Accenture Delivery Center. Firmy są więc zdesperowane, by znaleźć kogoś, kto podjąłby się zarządzania ich siecią informatyczną. Takie kroki prowadzą często do zatrudniania ludzi, którzy znają algorytmy, ale nie mają pojęcia, jak rozwiązać realny problem.

Z pomocą przychodzi polski start-up Devskiller. Pomaga on firmom w procesie rekrutacji informatyków, oszczędzając ich czas i wyłuskując najlepszych kandydatów. Z ich usług korzystają tacy giganci jak Lufthansa czy PwC. Choć Devskiller jest start-upem, już teraz może pochwalić się milionowymi przychodami.

Start-up, ale nie do końca
Po polskim Internecie krąży anegdota: początkujący start-upowiec zapytał swoich bardziej doświadczonych kolegów z Facebookowej grupy o to, jak pozyskać finansowanie. Jeden odparł mu, że przez klientów. Pytający zaczął więc drążyć, co to właściwie znaczy. „To tacy ludzie, którzy chcą kupić twój produkt” – usłyszał w końcu.

Ta anegdota dobrze pokazuje, że polscy start-upowcy nierzadko zamiast koncentrować się na tworzeniu produktu, który można sprzedać, szukają chętnych na kolejne rundy inwestowania. Inaczej jest w przypadku zespołu Devskiller. Ich oprogramowanie sprzedaje się tak dobrze, że pieniędzy starczyło, by pokryć pierwszą serię inwestycji z własnej kieszeni.

Platforma SaaS, którą stworzył Devskiller, powstawała od 2012 roku. Przez dwa lata był to projekt tworzony w wolnym czasie. Twórcy całej koncepcji pracowali nad nią po godzinach. Dopiero w 2014 roku trzech założycieli – Jakub Kubryński, Marek Kałużny i Mariusz Smykuła – postanowiło w całości poświęcić swój czas na dopracowanie autorskiej platformy.

Skąd pomysł na takie rozwiązanie? Start-upowcy pracowali jako informatycy dla różnych firm, między innymi Grupy Allegro. Frustracja, jaką przeżywali, była związana z procesem rekrutacji do ich działów. Zachęciło ich to do opracowania własnego narzędzia.
– Wyobraźmy sobie, że duża korporacja rekrutuje informatyków. Dział HR dostaje kilkaset lub kilka tysięcy CV, gdzie wypisane są niesamowite osiągnięcia. A potem okazuje się, że taki pracownik nie potrafi niczego naprawić, bo tego nie nauczyli go na studiach – mówi w rozmowie z INN:Poland Tomasz Winter, zajmujący się marketingiem start-upu.

– Współcześnie, programista nie jest od tego, by pisać algorytmy na białej tablicy i tworzyć nowe oprogramowanie, bo to wymyślanie koła na nowo, które niczemu nie służy i niczego nie rozwiązuje. On musi umieć stawić czoła problemom, z jakimi boryka się firma. Na tyle sprawnie, żeby awaria trwała dwie godziny, a nie dwa tygodnie – kwituje.

Model biznesowy Devskiller opiera się na segmencie B2B. Start-up oferuje swoim klientom pakiety czasowe na oprogramowanie – najtańszy zaczyna się od niewielu ponad 500 złotych za miesiąc użytkowania, ale z największymi graczami młoda firma podpisuje indywidualne umowy.

Łatwiej, szybciej, lepiej
Jaki problem rozwiązuje Devskiller? Wbrew pozorom to proste. HR-owcy mogą dzięki rozwiązaniu stworzyć symulację pierwszego dnia w pracy – oczywiście nie trwa ona pełnych ośmiu godzin, ale zamyka się mniej więcej w dwóch.

Jest to o tyle istotne, że firmy budują swoje systemy informatyczne w różnych środowiskach. Jeśli ktoś zna podstawowy skrypt do tworzenia stron, na przykład PHP, nie oznacza to od razu, że będzie wiedział, jak korzystać z platform, które są na nim oparte, jak Joomla czy Wordpress.

– Najpopularniejsze platformy programistyczne mają zazwyczaj ten sam rodowód, ale to nie znaczy, że korzysta się z nich w ten sam sposób. To kompletnie różne środowiska – tłumaczy Winter. – I jeśli chcemy znaleźć odpowiedniego kandydata, wycinając tych, którzy się nie nadają, wystarczy dać im do rozwiązania problem na naszej platformie. Wgrane zadania można również modyfikować, aby pasowały do oprogramowania w naszym przedsiębiorstwie. I to bez potrzeby angażowania działu IT, bo rekruterzy bez problemu radzą sobie z obsługą Devskiller – podkreśla.

Jak chwalą się twórcy start-upu, ich narzędzie już na starcie eliminuje przynajmniej połowę kandydatów ze zbyt niskimi kwalifikacjami. A programiści, którzy często muszą być obecni na rozmowach z kandydatami, poświęcają 30 proc. mniej czasu na rekrutację.

Przykładowe zadanie z Devskiller

Papier jednak wszystko przyjmie. Czy ktokolwiek korzysta już z narzędzia start-upu, który zadebiutował z komercyjną ofertą na początku tego roku? Tak, i są to duzi gracze. Warto wymienić tylko Lufthansę, firmę consultingową Tata, korporację PwC czy Allegro. Start-up współpracuje także z Microsoftem, który pomaga mu w rozwoju technologicznym. Łącznie Devskiller obsługuje około 50 firm. Jak je pozyskano? – Mamy bardzo dobry content marketing. Po prostu potrafimy sprzedać nasz produkt – kwituje zwięźle Winter.

Pieniądze już zaczęły spływać na konto Devskiller.Od początku roku start-upowcom udało się wypracować kilkaset tysięcy złotych przychodu z samych subskrypcji. 2016 rok chcą zamknąć, przebijając próg miliona. I poszerzyć swoje kadry – obecnie działający ośmioosobowy zespół przestaje wystarczać do obsługi wszystkich klientów. Ciekawe tylko, czy sami skorzystają ze swojego narzędzia podczas rekrutacji.

Na razie polski start-up jest obecny tylko na zagranicznych rynkach. Teraz poszukują zagranicznego inwestora do finansowania kolejnej, po zalążkowej, rundy A. Winter podkreśla jednak, że marzy im się powrót nad Wisłę. – Firmy z naszego kraju nie są na razie skore do wdrażania takich systemów, bo to wiąże się dla nich z dodatkowymi kosztami – tłumaczy. – Proszę jednak pamiętać, że coraz więcej korporacji tworzy u nas swoje centra IT i stajemy się powoli światowym centrum offshoringowym. A to dla nas spora szansa – kończy.

Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...