Womenomics – rynek jest kobietą

Fot. materiały prasowe
W ubiegłym roku jedna z firm produkujących lek na chore gardło prowadziła kampanię reklamową pod hasłem: Panowie! Wasze żony mogą chorować… Byle krótko! W skrócie chodziło w niej o to, że mężczyźni nie potrafią się niczym zająć w domu (ani prasowaniem, ani gotowaniem, ani własnymi dziećmi), gdy ich żony i partnerki są chore. Zdecydowanie we wszystkich tych sprawach niezastąpione są kobiety. Abstrahując od stereotypizacji obu płci w tej reklamie, pamiętam, że uderzyła mnie wówczas myśl: kto i dlaczego, w 2015 roku wpada w ogóle na pomysł sprowadzania kobiet wyłącznie do roli darmowej pomocy domowej.

Z kolei w tym roku Dove uruchomiło kampanię pod hasłem My beauty, my say – zwracała ona uwagę na kwestie seksistowskich komentarzy wobec kobiet-sportowców na tegorocznych igrzyskach. Według Dove tylko w tym roku w sieci pojawiło się blisko 200 milionów (sic!) wzmianek na temat seksualności sportsmenek. Z doświadczenia wiem, że to powszechny problem – w przypadku mężczyzn uprawiających sport zwraca się uwagę na ich siłę, bohaterstwo, w przypadku kobiet – na to, jak wyglądają.



W tym roku startowałam w zawodach triathlonowych. Podczas Herbalife Ironman 70.3 Gdynia na metę wbiegała Ukrainka, super dziewczyna, miała dobry czas, ale jednocześnie miała dość mocno wycięty trisuit – prowadzący przywitał ją na mecie "wow, what a sexy woman". Podczas zawodów triathlonowych w Bydgoszczy prowadzący witał wbiegające dziewczyny słowami typu "i kolejna księżniczka na mecie". A w Gdyni podczas biegu na 10 km prowadzący stwierdził: "ale te nasze dziewczyny są super, zrobią swoim chłopakom śniadanie, przyjdą przebiec 10 km i jeszcze zdążą w domu obiad ugotować".

Sytuacje opisane powyżej rażą bardzo mocno. Już w 2006 roku The Economist ogłosił, że przyszłość światowej gospodarki leży w rękach kobiet. Dziś mówi się wręcz o womenomics, gospodarce kobiet. Bank światowy szacuje, że w Wielkiej Brytanii zarobki kobiet przewyższą zarobki mężczyzn w ciągu najbliższych 4-5 lat, a do 2025 kobiety będą właścicielkami aż 60 proc. brytyjskiego majątku. Badania pokazują też, że biznesy zakładane przez kobiety częściej odnoszą sukcesy, choć jednocześnie niestety są mniej chętnie dofinansowywane.

Z jednej strony więc to dobrze, że pojawiają się kampanie (m.in. oprócz wspomnianej My beauty, my say, także Ban bossy, This girl can, Like a girl czy Greatness is within), które zwracają uwagę na rosnący trend #girlpower i walczą ze stereotypowym podejściem wobec kobiet. Z drugiej strony – wolałabym jednak, żeby tego typu kampanie nie były już potrzebne. Żyjemy przecież w XXI wieku – rosnąca rola kobiet w biznesie, życiu publicznym jest nie tylko faktem, ale także czymś, co w gospodarce opartej na wiedzy jest niezwykle potrzebne. Zespołom składającym się wyłącznie z przedstawicieli tej samej płci, w tym samym wieku i z tym samym doświadczeniem, trudniej przecież wymyślać innowacyjne rozwiązania. Nie da się temu zaprzeczyć, warto zaakceptować.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...