Myślisz, że kupujesz polską żywność? No to zdziwisz się, jak bardzo się mylisz

Nawet 80-90 proc. niektórych segmentów rynku spożywczego jest w rękach międzynarodowych koncernów
Nawet 80-90 proc. niektórych segmentów rynku spożywczego jest w rękach międzynarodowych koncernów Jakub Orzechowski/Agencja Gazeta
W większości przypadków twoje pieniądze wędrują do wąskiej grupki branżowych potentatów, którzy swoje siedziby mają setki albo tysiące kilometrów od Warszawy. Opublikowany niedawno raport Fundacji Republikańskiej pokazuje, że globalne marki w niektórych sektorach produkcji, odpowiadają nawet za 80-90 procent dostaw.

Czy polska żywność jest rzeczywiście polska? – pyta w swoim raporcie Fundacja Republikańska. Odpowiedź jest druzgocząca. W niektórych segmentach rynku nasza produkcja praktycznie nie istnieje.



– Nawet jeśli produkt ma „polską markę”, nie oznacza to, że jest on produkowany w firmie kontrolowanej przez rodzimy kapitał – w większości przypadków w wyniku prywatyzacji marka ta trafiła w zagraniczne ręce – wskazuje fundacja.
Organizacja zauważa, że rynek produkcji i przetwórstwa żywności jest w naszym kraju silnie skoncentrowany w rękach zagranicznych właścicieli. Większość sektorów została opanowana przez 3-5 najsilniejszych graczy na rynku, którzy odpowiadają za 80-90 proc. dostaw. Co bardzo niekorzystnie odbija się na naszych portfelach.

– Silnie skoncentrowane sektory rynku dają głównym podmiotom możliwość windowania marży. Pośrednio wpływa to na to, że jako konsumenci, płacimy więcej – zauważa Rafał Momot, autor opracowania z Fundacji Republikańskiej.

Najgorzej sytuacja wygląda w przypadku piwa i cydru, gdzie polscy producenci mogą pochwalić się tylko 2 proc. udziałem w rynku. Praktycznie zmonopolizowawszy przez zagraniczne podmioty są również działy karmy dla zwierząt (4 proc. udziału naszych producentów) żywności dziecięcej (13), słodyczy (16) oraz kawy i herbaty (19). Z analizy przeprowadzonej przez fundację wynika, że nasi rodzimi producenci przeważają tylko w kategoriach nabiałów, serów, przetworów oraz dodatków do ciast i deserów.

Kiedy do tego doszło? Rafał Momot wskazuje, że kluczowym momentem był okres lat 90., związany z otwarciem polskiego rynku dla zagranicznych podmiotów i prywatyzacją części państwowych przedsiębiorstw. – Większość polskich marek zostało wykupionych, albo straciło swoją pozycję. Zagraniczne brandy okazały się od nich sprawniejsze pod względem logistycznym i marketingowym – komentuje ekspert.

Fundacja wskazuje również, że do umocnienia się obecnego stanu rzeczy przyczyniła się ekspansja zagranicznych sieci sklepów. Dyskonty coraz częściej oferują bowiem klientom marki własne, wchodząc w ten sposób w nową rolę.
Aby wspomóc drobnych producentów, rząd chce rozszerzyć uprawienia Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Nowe przepisy pozwolą UOKIK-owi nakładać kary na sieci handlowe (sięgające nawet 3 proc. obrotu) za nadużywanie swojej pozycji w kontaktach z producentami.

Momot zauważa jednak że rząd może oddać w ten sposób niewielkim producentom „niedźwiedzią przysługę”. – To może spowodować że kupujący, chcąc ograniczyć ryzyko, będzie współpracować tylko z równorzędnymi sobie podmiotami, czyli dużymi producentami żywności. Wtedy ryzyko oskarżeń o wykorzystywanie swojej pozycji na rynku znacznie spada – zauważa.

Póki co, polscy producenci pozostają jednak w potrzasku. Międzynarodowe koncerny wykorzystując efekt skali i dostęp do taniego finansowania, wypychają je z rynku, a sieci wymuszają na nich w tym samym czasie obniżki cen.

– Taki układ rynku, bez pomocy władz publicznych, zmierzających do przywrócenia równowagi rynkowej, będzie prowadził w przyszłości do dalszego zamykania niezależnych sklepów i zwiększenia dominacji zagranicznych podmiotów – wieszczy Momot.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...