Polscy pracodawcy chcą zmienić reguły gry i proponują „konta czasu”. Nie wyjdziesz z biura nawet kilkanaście godzin

Krakowskie biuro jednego z koncernów informatycznych.
Krakowskie biuro jednego z koncernów informatycznych. Jakub Ociepa/Agencja Gazeta
Pracodawcy RP, największa i najstarsza organizacja skupiająca pracodawców w Polsce, postulują wprowadzenie zapisów, które uelastycznią czas pracy. Chodzi o to, by był on bardziej dostosowany do potrzeb firmy, np. w czasie koniunktury lub jej braku. Pracownicy spędzaliby w niej więcej lub mniej czasu. Wynagrodzenie zaś byłoby stałe, niezależnie od tego, czy będą w pracy 10 czy może 6 godzin.

Sprecyzujmy: rozwiązania mają dotyczyć tylko osób zatrudnionych na umowy o pracę. Nie obejmują umów zleceń i o dzieło.

Postulaty Pracodawcy RP będą zgłaszać w komisji kodyfikacyjnej prawa pracy, która działa od września i ma przygotować nowe kodeksy prawa pracy: indywidualny i zbiorowy. Komisja ma 8 miesięcy na opracowanie ostatecznych projektów. Nie wiadomo na dziś, czy i w jakim zakresie proponowane zmiany wejdą w życie.

Rozmawiamy z Wiolettą Żukowską, ekspertką Pracodawców RP, organizacji, która skupia 12 tys. firm zatrudniających 5 mln osób. Pytamy o sytuację, gdy w firmie trwa nieustająca prosperity. Czy nie ma niebezpieczeństwa, że pracownik będzie pracował ponad siły i nieograniczoną liczbę godzin, bo tego wymaga interes firmy? Żukowska nie odpowiada tu wprost.
– Po czasie prosperity może okazać się, że będzie miał trzy miesiące czasu wolnego. Bo czas pracy musi się równoważyć, np. w rocznym czy czteromiesięcznym okresie rozliczeniowym. To logiczne, że pracownik nie przychodzi do pracy, kiedy jej nie ma – zauważa.

Zwraca też uwagę na fakt, że rozwiązania „kont czasu pracy” są dedykowane dużym firmom. – Nie oszukujmy się, kultura pracy jest w nich na wyższym poziomie. Podchodzą zupełnie inaczej do pracowników. Często mówimy tu o zagranicznych korporacjach, z których te dobre wzorce przychodzą. Gdyby były jakieś nadużycia, to proszę pamiętać, że mamy Państwową Inspekcję Pracy, to nie te czasy, czas wyzysku się kończy. Poza tym to pracodawcy muszą dziś walczyć o pracowników, liczba rąk do pracy się przecież zmniejsza. Nie wyobrażam sobie, by ktoś tyrał 12 godzin na dobę cały miesiąc. Przecież nikt nie byłby w stanie tak funkcjonować – mówi.

– To rozwiązanie działa już od lat 60. w państwach Europy Zachodniej, we Francji czy w Niemczech. U nas, niestety, nie udało się tego wprowadzić w życie. Jak pokazują kontrole Państwowej Inspekcji Pracy, nasze sztywne regulacje prawne są najtrudniejsze dla pracodawców – zwraca uwagę Żukowsaka.

Zdaniem Żukowskiej, konta czasu pracy nie są dedykowane wszystkim branżom, ale „sezonowym”, np. branży motoryzacyjnej, w której występuje zapotrzebowanie na pracę w określonych miesiącach, podczas gdy w innych jej nie ma.
Żukowska podaje tu przykład poznańskiego oddziału Volkswagena, w którym działają już konta czasu pracy. – Oni skopiowali to z Niemiec. Każdy pracownik ma indywidualne konto czasu pracy. Jest na nim zapisywana różnica pomiędzy godzinami pracy, które powinien wypracować pracownik, a które faktycznie wypracował. Zależy to od potrzeb firmy, ale nie zaobserwowano dotychczas nadużyć. Związane to jest z cyklami koniunkturalnymi – opowiada.

– Poza tym pracownicy w Polsce wcale nie uchylają się od większej liczby godzin pracy. Sami chcą uelastycznienia. Dla młodego pokolenia wysiedzenie ośmiu godzin za biurkiem to duży problem. Oni oczekują czegoś innego, pracy, kiedy jest jej potrzeba. Bardzo chętnie pracowaliby z domu, kiedy jest taka potrzeba – zauważa.

– Problem w tym, że często pracownicy nie chcą się w tych „dodatkowych” godzinach specjalnie napracować. Chcą tylko wyrobić normę – zwraca jednak uwagę Żukowska.

Związki zawodowe alarmują, że to może prowadzić do wyzysku pracowników. – Słyszymy to już od lat. Pracownicy wcale nie są przez to w trudniejszej sytuacji. Były prowadzone badania Ministerstwa Gospodarki, które nie wykazały żadnych patologii w związku z uelastycznieniem czasu pracy – twierdzi.

Innego zdania jest Barbara Surdykowska z „Solidarności”. – Elastyczność nie jest podstawowym zadaniem czasu pracy. Pracownik musi mieć zagwarantowane prawo do wypoczynku, musi być zachowana równowaga między pracą a jego życiem osobistym. Obecnie obowiązujące przepisy w pełni tej równowagi nie gwarantują – powiedziała portalowi Onet Surdykowska.

Napisz do autora: rafal.badowski@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...