Łososiowi króle z Podlasia bez kompleksów biją konkurencję w całej Europie. Wygrywają, bo zatrudniają... krewnych

W Suempolu na 1600 pracowników około 200 powiązanych jest ze sobą więzami rodzinnymi
W Suempolu na 1600 pracowników około 200 powiązanych jest ze sobą więzami rodzinnymi Przemek Wierzchowski/Agencja Gazeta
Aż 200 pracowników Suempolu, firmy słynącej z przetwórstwa łososia, połączonych jest ze sobą więzami krwi – twierdzi dyrektor przedsiębiorstwa Arkadiusz Jaworowski. Mimo to ta firma z Bielska Podlaskiego świetnie sobie radzi. Od lat bez kompleksów przejmuje kolejnych zagranicznych konkurentów.

Nepotyzm to zjawisko tępione od setek lat. Faworyzowanie swoich krewnych i znajomych w europejskich społeczeństwach budzi odrazę i uważane jest za wysoce niesprawiedliwe. Przykład Suempolu zaprzecza tej opinii. Firma z zatrudniania krewnych uczyniła swój znak rozpoznawczy. Jej dyrektor Arkadiusz Jaworowski chwalił się w rozmowie z PulsemHR.pl, że na 1600 pracowników około 200 powiązanych jest ze sobą więzami rodzinnymi. Matki ściągają do pracy swoje córki, ojcowie – synów. Wbrew pozorom, biznes funkcjonuje świetnie.



– Od pewnego czasu termin „praca po znajomości” zaczyna nabierać coraz bardziej pozytywnego wydźwięku – twierdzi w rozmowie z INN:Poland Aleksandra Wesołowska z praca.pl. Zdaniem ekspertki, zatrudnienie dzięki znajomościom może dać firmie dodatkowy bonus. – Za takim kandydatem stoi osoba, która ręczy za nią swoją wiarygodnością. Polecany ma więc z tyłu głowy poczucie odpowiedzialności i może być mniej skłonny do nieodpowiednich zachowań – komentuje.
Wesołowska dodaje jednocześnie, że w mniejszych firmach jest to zjawisko dość naturalne. Jak twierdzi, może pomagać to w odniesieniu sukcesu, ponieważ pracownicy wychowują się w podobnych warunkach i wyznają podobne wartości. Taka polityka opłaca się i pracodawcy, i pracownikom. W 2012 roku Suempol został wybrany Solidnym Pracodawcą Podlasia. Wyróżnienie przypadło bielszczanom za solidność zatrudnienia, dobre warunki pracy i terminowe wypłaty.

Suempol działa w branży przetwórstwa rybnego. Firma rozpoczęła działalność w 1989 roku od krewetek, ale trzy lata później postawiła na swoją dzisiejszą specjalizację – łososia. To właśnie ta królewska ryba zapewniła bielszczanom międzynarodową sławę. W 2008 roku spółka przejęła niemiecki Norfisk. Pięć lat później Suempol dokonał jeszcze śmielszego skoku. Zostawiając w tyle oferentów z Islandii, Norwegii i Francji doprowadził do przejęcia firmy Marcel Bay, która we Francji z powodzeniem działała od czasów zakończenia II Wojny Światowej.
Na czym polega ich fenomen? Zdaniem Jerzego Safadera, prezesa Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb, Suempol i cały polski sektor przetwórstwa ryb cechuje dziś dbałość o poziom dostarczanego produktu. – Polskie firmy konkurują przede wszystkim jakością. Jeszcze do niedawna mogliśmy przebić konkurencję z Zachodu cenami, ale płace w sektorze rosną średnio o 10 proc. rocznie. Firmy zaczęły inwestować więc w nowe technologie – opowiada w rozmowie z INN:Poland. Widzimy to właśnie na przykładzie bielszczan, którzy trzy lata temu otworzyli innowacyjne laboratorium, poza tym cały czas doposażają swój zakład w nowe linie technologiczne.

Safader zauważa jednak, że od momentu wejścia do Unii cały sektor przetwórstwa rybnego przeżywa swój złoty okres. – Od 2004 do końca 2015 nasze obroty skoczyło o niemal 400 proc., z 2,4 do ponad 9 mld – wskazuje. Jednocześnie około 60 proc. produkcji wysyłanych jest na eksport do krajów tzw. starej Unii. Suempol eksportem nie ma zamiaru się jednak zadowalać. Przedstawiciele łososiowego potentata zapowiadają już, że szykują się do ataku na kolejne rynki.

Napisz do autora: adam.sienko@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...