Odczepcie się od polskich przedsiębiorców! VAT, jednolity podatek, a teraz firmowe samochody

Roman Kluska, były szef Optimusa, mimo upływu lat pozostaje symbolem nierównej walki przedsiębiorcy z urzędnikiem
Roman Kluska, były szef Optimusa, mimo upływu lat pozostaje symbolem nierównej walki przedsiębiorcy z urzędnikiem Małgorzata Kujawka/Agencja Gazeta
Rozszerzona konfiskata, wzrost VAT na usługi, a ostatnio dołożenie mnóstwa „papierkologii” przy rozliczeniach kosztów związanych z firmowymi samochodami – życie drobnego przedsiębiorcy w Polsce, wbrew zapowiedziom rządu, staje się coraz cięższe.

– Państwo to nie łupieżca, a przedsiębiorca to nie kombinator – mówił wicepremier Morawiecki podczas prezentacji "Konstytucji dla biznesu" w podrzeszowskiej Jasionce. Rząd od samego początku akcentuje rolę drobnego przedsiębiorcy w polskiej gospodarce, w praktyce często jednak rzuca mu kłody pod nogi, a nawet obwinia o słaby wzrost gospodarczy.



Jedną z decyzji, które mocno biją w nasz „mały biznes”, jest wzrost VAT, dla osób, które zajmują się sprzedażą gotowych posiłków. W wyniku zmiany interpretacji przepisów przez ministra finansów, stawka podatku, którą do tej pory odprowadzali właściciele punktów z fast-foodami, poszła do góry o 3 punkty procentowe. Jak opisywaliśmy, w wyniku zmian 324 tysięcy grozi zamknięcie, a kolejnym 198 tysięcy – przeniesienie za granicę.

Katastrofalne skutki mogą mieć również przygotowywane przez Ministerstwo Sprawiedliwości przepisy dotyczące rozszerzonej konfiskaty. Eksperci mają obawy, że projekt docelowo wymierzony w majątki przestępców, rykoszetem trafi również w przedsiębiorców. Wystarczy, że któryś z nich nieświadomie zdecyduje się na kupno kradzionego samochodu.
– Projekt ustawy mówi, że właściciel przedsiębiorstwa odpowie jeśli przewidywał, lub mógł przewidzieć, że przy użyciu jego przedsiębiorstwa dojdzie do popełnienia przestępstwa – komentował dla Polskiego Radia propozycję ministerstwa Michał Magdziak, ekspert Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Zaniepokojenie przedstawicieli biznesu budzi również wciąż niedoprecyzowana koncepcja jednolitego podatku. Jak wyliczyliśmy, "zbicie" wielu zobowiązań w jeden podatek może kosztować lepiej zarabiającego przedsiębiorcę kilkaset złotych miesięcznie.

Szereg ułatwień wprowadzić miała tzw. Konstytucja dla Biznesu. Tu również nie obyło się jednak bez potężnej wpadki. Wedle planów Mateusza Morawieckiego, od 1 czerwca 2017 r. przedsiębiorcy będą mogli odliczać wydatki na firmowe samochody tylko w połowie, a nie jak dotychczas – w 100 proc. Chyba, że zdecydują się na uciążliwe wypełnianie tzw. kilometrówki, czyli ewidencji przebiegu pojazdu. Chodzi o to, by właściciele firm wykazali przed fiskusem, że pojazdów używają tylko do celów służbowych – rejestrowali gdzie pojechali, podawali cel podróży i pokonaną odległość.

– Ta zmiana jest nie do końca zgodna z samą idea konstytucji która miała gwarantować liczne udogodnienia w prowadzaniu działalności, a wprowadzenia dodatkowych obowiązków ewidencyjnych na pewno nie można traktować w tych kategoriach – komentuje dla INN:Poland Łukasz Czucharski, ekspert ds. podatkowych Pracodawców RP.

Ekspert zauważa, że obowiązujące na przestrzeni ostatnich lat stanowisko Ministerstwa Finansów pozwalało na sporadyczne wykorzystywanie samochodów dla potrzeb prywatnych. Praktyka popularna wśród właścicieli mniejszych firm nie miała wpływu na prawo zaliczenia kosztów związanych z utrzymanie samochodu do kosztów uzyskania przychodu. Jeżeli nowe prawo wejdzie w życie, mniejszych przedsiębiorców czeka istna terapia szokowa.

– Leasing, przeglądy, paliwo - dla mnie to, lekko licząc, dodatkowe 5 tys. rocznie. I to tylko za jeden samochód – przekonuje Tomasz Jęksa, właściciel firmy usługowej z Warszawy.
Przedsiębiorca opowiada, że ma kolegów w branży, którzy rocznie pokonują samochodem nawet 100 tys. kilometrów. – Jak sobie z tym poradzić? Musiałbym zatrudnić dodatkową osobę na pół etatu, która drobiazgowo spisywałaby wszystkie moje podróże. Bo ja wieczorami wolałbym zająć się przyjemniejszymi rzeczami – opowiada.

Na inny problem wskazuje pan Dariusz, który nazwiska nie chce ujawnić. Jak twierdzi – na wszelki wypadek. – Mam w ciągu miesiąca mnóstwo przebiegów, których nie mógłbym w ten sposób udokumentować. Wystarczy, że w ciągu dnia postanowię załatwić jakąś prywatną sprawę na mieście – mówi.

Jego zdaniem projekt ustaw to „kolejne wyciąganie pieniędzy od przedsiębiorców”. – Kto poza dużymi przedsiębiorstwami będzie chciał marnować na to czas? Wolę podarować państwu te pieniądze i mieć święty spokój – twierdzi. Z jego rachunków wynika, że tylko zmniejszenie możliwości odliczeń opłat z tytułu leasingu obciążyłyby go dodatkowo kwotą 1700 zł rocznie.

Jak ma się to do zapowiedzi Prawa i Sprawiedliwości o ułatwianiu życia polski przedsiębiorcom? – Sądzę, że potrzebna jest większa spójność w działaniach rządu między tym, co komunikuje wicepremier Morawiecki, a tym, co komunikują inni przedstawiciele rządu – puentuje Czucharski.

Napisz do autora: adam.sienko@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...