Stawką jest milion nowych miejsc pracy. Start-upy uciekają, Unia chce je zatrzymać i sypnęła kasą

Michał Borkowski, współzałożyciel Brainly, polskiego start-upu, który zrobił wielką karierę w USA.
Michał Borkowski, współzałożyciel Brainly, polskiego start-upu, który zrobił wielką karierę w USA. Mateusz Skwarczek/Agencja Gazeta
Europejskie start-upy mają problem – zauważyła Komisja Europejska. Gdzie tkwi? W zbyt małej ilości pieniędzy na rynku i przerośniętej biurokracji. Rozwiązaniem ma być dosypanie publicznego grosza oraz uproszczenie procedur dla innowacyjnych przedsiębiorców.

– W Europie nie brakuje kreatywnych przedsiębiorców, nie ma zasadniczych różnic pomiędzy nami a Stanami Zjednoczonymi, jeśli chodzi o liczbę tworzonych nowych firm, ale jest problem, jeśli chodzi o ich potencjał wzrostu – tak zidentyfikowała ten problem Elżbieta Bieńkowska, unijna komisarz ds. rynku wewnętrznego, przemysłu i przedsiębiorczości.


Kolejnym problemem jest przeżywalność start-upów – zbyt mało firm jest w stanie przetrwać krytyczne 2-3 lata działalności, zaś te, które mają duże, globalne ambicje, od razu ruszają po kapitał do Stanów Zjednoczonych. Z danych KE wynika, że w 2014 roku fundusze VC w UE miały do zainwestowania ok. 5 mld euro. Konkurencja za oceanem dysponowała kwotą pięciokrotnie większą, a na dodatek większą koncentracją kapitału, umożliwiającą start-upom globalną ekspansję.

Komisja Europejska szacuje, że gdyby liczba scale-upów (czyli rosnących młodych firm) była taka sama, jak w USA, to na Starym Kontynencie w ciągu dwóch dekad powstałby milion nowych miejsc pracy.

Rozwiązaniem tego problemu ma być nowy „fundusz funduszy venture capital”. Uruchamia go KE we współpracy z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym. Fundusz ten pozwala inwestorom na kupno akcji start-upów, a następnie odsprzedawanie ich z zyskiem – ma być samonapędzającym się mechanizmem. KE zapewni mu bazowe inwestycje w wysokości 400 mln euro, zaś zarządzający nim menedżerowie będą mieli za zadanie pozyskać minimum 3 razy więcej od inwestorów prywatnych. Fundusz ma więc mieć przynajmniej 1,6 mld euro do dyspozycji.

Czy to wystarczy? – Jeśli celem ma być wspieranie firm w fazie scale-up, to 400 mln euro jest zdecydowanie za małą kwotą. Z takiej sumy można uruchomić ok. 20 solidnych funduszy fazy seed (po 60 mln euro każdy). Na pewno da to jakiś efekt stymulacyjny tworzenia nowych firm, ale nie to - jak rozumiem – Bruksela ma na myśli. Jeśli natomiast celem ma być rzeczywiście konkurencja z finansowym rynkiem amerykańskim, to rezultat może być odwrotny do zamierzonego, ponieważ „wystartowane” w ten sposób firmy po pieniądze na fazę wzrostu będą musiały się udać właśnie do Stanów. Dodatkowo, nie jest dla mnie jasne, jak ten program ma się do działań prowadzonych od lat przez Europejski Fundusz Inwestycyjny, który rocznie zasila przynajmniej kilka nowych funduszy VC i to na zasadach 50/50 – mówi nam Marcin Grodzicki, założyciel StartHolidays.
Według Michała Olszewskiego (mentora zajmującego się start-upami) dokapitalizowanie funduszy jest kierunkiem sensownym, ale nie rozwiąże wszystkich problemów. Jego zdaniem europejskie fundusze są bardziej zachowawcze, amerykańskie mają większe skłonności do ryzyka. Na dodatek giełdy na Starym Kontynencie nie są obecnie zbyt atrakcyjne, a więc wyjście z inwestycji przez emisję akcji na giełdzie jest bardziej prawdopodobne w Stanach.

Zdaniem Tomasza Swiebody z funduszu inwestycyjnego Inovo są trzy główne powody, dla których przedsiębiorcy przenoszą się z firmami do USA. To finansowanie, potencjał rynkowy i ekosystem oraz prostota robienia biznesu.

– Warunkiem pozyskania finansowania od wiodących funduszy venture capital z USA zazwyczaj jest przeniesienie spółki do Stanów. Stało się tak np. z polskim UXPin. Spółki technologiczne coraz dłużej zwlekają z IPO i pozostają niepubliczne, przez co potrzebują pozyskać od funduszy więcej finansowania. Europejskie fundusze VC są znacznie mniejsze od tych z USA a 400 mln euro, które miałoby być zainwestowane w „fundusz funduszy” jest niewielką kwotą w porównaniu do ich wielkości w USA. Na przykład czwarty fundusz, który zebrał Andreessen Horowitz szacowany jest na 1,5 mld dolarów, a całość aktywów pod ich zarządzaniem przekracza 5 miliardów dolarów – mówi Tomasz Swieboda.

– Europejskie 400 mln euro (a w sumie 1,6 mld) to dobry krok i na pewno pomoże. Dodatkowo - fakt, że większość środków będzie pochodzić od inwestorów prywatnych, zapewni rynkowy charakter funduszy – kontynuuje Swieboda.

Ocenia on również, że trudno byłoby przenieść do Europy ekosystem, jaki był budowany w Dolinie Krzemowej przez ostatnie 20 lat. – Rządowe programy programy inwestowania w start-upy są pozytywnie skorelowane z liczbą i wielkością rund finansowania, więc powinniśmy oczekiwać, że europejski fundusz funduszy przełoży się na większą liczbę i wartość inwestycji w Europie, ale nie powstrzyma najlepszych przedsiębiorców przed wyjazdem do USA – dodaje Tomasz Swieboda.

Kolejną sprawą jest przejrzystość prawa i podatków w USA. 28 europejskich krajów członkowskich ma różne regulacje. Małe i średnie przedsiębiorstwa szacują, że nawet jedna trzecia kosztów ich działalności w UE to wydatki związane z podatkami i przestrzeganiem przepisów. Tomasz Swieboda podsumowuje: – Pod względem populacji, Europa jest 2 razy większa niż USA. Natomiast łatwiej jest opracować skalowalną metodę wzrostu i pokazać, trakcję na bardziej homogenicznym rynku, jakim jest USA z jednym językiem i walutą.

Lekarstwem na to ma być tzw. "brama cyfrowa", czyli zestaw informacji o jednolitym europejskim rynku i różnych procedurach, oferująca także wsparcie w rozwiązywaniu problemów. Ale nie stanie się to natychmiast – strategią zaprezentowaną przez Komisję Europejską muszą się teraz zająć kraje członkowskie oraz Parlament Europejski. Dopiero potem będą mogły powstać akty prawne i szczegóły strategii. I to chyba doskonale obrazuje różnicę między robieniem biznesu w Europie i USA…
Trwa ładowanie komentarzy...