Ten "przedsiębiorca" zabrał pieniądze klientów i uciekł. Zobacz, jak się przed tym uchronić

Recenzje o Fit and Jump mówią wszystko.
Recenzje o Fit and Jump mówią wszystko. Facebook/Fit and Jump Wola
Ćwiczenia na trampolinie – szybki i skuteczny sposób na spalenie kalorii. Niektórzy zachwalają, że w ciągu godzinnego treningu można pozbyć się nawet 800 kilokalorii. To jednak nie jest historia o tym, jak przedsiębiorczy Polak rozbudował sieć sprawnie działających klubów fitness. Tylko o tym, jak jedna osoba oszukała swoich klientów. Najpierw nakłoniła ich do kupienia karnetów w prowadzonym przez siebie klubie Fit and Jump Wola, a potem zamknęła podwoje lokalu, przepadając jak kamień w wodę. Teraz poszkodowani zwierają szyki, by doprowadzić oszusta przed oblicze sprawiedliwości.

Jak kamień w wodę
Marek K., stojący za wszystkim „przedsiębiorca”, nie przewidział jednak, że wśród jego klientek znajdą się osoby powiązane z redakcją INN:Poland. Opowiedziały nam one, że kiedy wybrały się na trening, zastały zamknięte drzwi. Na szczęście instruktorka miała zapasowy klucz, więc tego dnia ćwiczenia się odbyły. Później jednak nawet prowadzące zajęcia nie miały dostępu do sali.


Jedna z nich, Joanna Wróblewska, przybliża INN:Poland kulisy współpracy z K. – Wszystkie instruktorki pracowały na czarno. Mnie to odpowiadało, bo od początku czułam, że coś z nim jest nie tak – mówi. – Bardzo zależało mu, by klientki płaciły za zajęcia gotówką i zniechęcał je do używania karty. W trakcie zajęć, które prowadziłyśmy, zachowywał się bardzo dziwnie: był nerwowy, krzyczał, potrafił nawet pić piwo bez żadnego skrępowania – wylicza.

Wróblewska wspomina, że zachowanie K. było szczególnie oburzające wobec kobiet. – Podpisał umowę z serwisem, zarządzającym klubem fitness. Kiedy coś nie działało, dzwonił na infolinię i obrażał konsultantki. Jednej z nich powiedział: „proszę mi dać mężczyznę do telefonu, bo z głupią babą gadać nie będę” – cytuje.

Do tego dochodziły problemy z płaceniem. Wróblewski mówi, że musiała wymusić na K. wypłatę należnej pensji, bo ten cały czas zasłaniał się tym, że chwilowo nie posiada pieniędzy. Miała szczęście – uległ jej prośbom i groźbom i otrzymała wynagrodzenie.

Druga instruktorka, która prosiła o zachowanie anonimowości, mówi INN:Poland, że od trzech tygodni próbuje bezskutecznie skontaktować się z właścicielem klubu. Nie ukrywa swojej bezradności. – Jestem tylko instruktorką, nie współwłaścicielką, co mogę zrobić? Chcę tylko, by sytuacja się jak najszybciej wyjaśniła – pisze w korespondencji.
Na wojennej ścieżce
Fit and Jump na warszawskiej Woli nie działał jako samodzielny byt – K. nabył licencję na nazwę klubu. Fit and Jump powstało w Łodzi w 2014 roku. Skontaktowaliśmy się z centralą klubu. W rozmowie z INN:Poland przedstawicielka firmy mówi, że podpisywanie umowy licencyjnej przebiegło sprawnie i nic nie wskazywało, by sprawa miała potoczyć się w takim kierunku.

– Z panem K. nie mamy kontaktu od dwóch miesięcy. Nie odbiera telefonu, nie odpisuje na listy, nie mamy jak do niego dotrzeć. A on również ma zobowiązania wobec nas, których nie możemy wyegzekwować – tłumaczy przedstawicielka. – Przykro nam z powodu sytuacji klientów, ale nie mamy dostępu do bazy danych pana K. Dotychczas mieliśmy już kilka telefonów. Już dawno wypowiedzieliśmy mu licencję, teraz zamierzamy wkroczyć na drogę sądową – podkreśla.

Przedstawicielka nie wie jednak, czy przyniesie to pożądany efekt. Podejrzewa, że K. może być nawet za granicą.

Droga sądowa, choć wskazana, nie jest jedyna. Warto również skontaktować się z Powiatowym lub Miejskiem Rzecznikiem Konsumentów. Tam jest możliwość uzyskania darmowej porady prawnej, w jaki sposób, gdzie i kiedy można skorzystać z praw przysługującym konsumentom. Informacje kontaktowe znajdują się tutaj.

Na Facebooku została założona prywatna grupa, która zrzesza wszystkie oszukane osoby. Nie mają one łatwego zadania – nie otrzymały paragonów za kupione karnety, nie podpisywały również umów z klubem. Jedyną opcją wydaje się być tutaj pozew zbiorowy – nazwisko K. widnieje w bazie Centralnej Ewidencji i Działalności Gospodarczej, a zarejestrowany tam adres pokrywa się z adresem Fit and Jump Wola. Sprawa jest o tyle poważna, że jeden karnet kosztował nawet 190 złotych.

Jak walczyć o swoje z nieuczciwymi przedsiębiorcami? Wyjaśnia Maria Kobryń, radca prawny

Sytuacja wydaje się na pierwszy rzut beznadziejna, jednak poszkodowane osoby, jak również spółka będąca właścicielem licencji Fit and Jump mają narzędzia prawne dające im szanse na odzyskanie należności. Ważne jest, by działać szybko i sprawnie.

Pierwszym krokiem, jaki trzeba podjąć, to dokonać zawiadomienia organów ścigania o prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa. Z przedstawionego powyżej stanu faktycznego wynika, że ów przedsiębiorca prawdopodobnie popełnił przestępstwo oszustwa (art. 286 § 1 kodeksu karnego), który jest zagrożony karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.

Takie zawiadomienie można złożyć w dwojaki sposób. Po pierwsze: udać się do najbliższej jednostki Policji lub Prokuratury i złożyć takie zawiadomienie pisemnie lub ustnie do protokołu. Jeżeli wybierzemy ustne zawiadomienie, zostaniemy od razu przesłuchani w charakterze świadka.

Pamiętajmy o tym, żeby przed podpisaniem przeczytać to, co napisał w protokole pracownik organu ścigania. Jeśli wybieramy tę opcję, warto wtedy pamiętać, żeby pracownik Prokuratury lub Policji potwierdził fakt złożenia zawiadomienia poprzez podpisanie drugiego egzemplarza protokołu (kopii) wraz z datą otrzymania pisma.

Jeśli chcemy wysłać takie zawiadomienie pocztą – pamiętajmy, by zostało wysłane listem poleconym. W takim zawiadomieniu warto podać wszystkie znane nam fakty i dane. W tym szczególnym przypadku należałoby zawrzeć: dane tego przedsiębiorcy, numer jego telefonu, znane nam miejsce pobytu lub prowadzenia działalności.

Warto w detalach opisać okoliczności przestępstwa, liczbę i ewentualnie dane innych pokrzywdzonych, w tym instruktorek ćwiczeń, które również zostały oszukane. Zaznaczyć trzeba, że ów przedsiębiorca działał pod firmą spółki, która jest licencjodawcą konkretnej marki. Im więcej szczegółów podamy, tym łatwiej będzie się pracować policjantom czy pracownikom prokuratury. Nie zapomnijmy zostawić też swoje dane, które ułatwią organom ścigania szybki kontakt z nami.

Wiele osób rezygnuje z praw, jakie daje status pokrzywdzonego, bojąc się czy wstydząc się kontaktu z Prokuraturą lub Policją. Nie ma czego się obawiać. Nie korzystając ze swoich praw, dajemy przewagę drugiej stronie. Nasza bezczynność powoduje, że właśnie takim, jak w tym artykule opisywanym osobom, niezgodne z prawem działania uchodzą na sucho. Pamiętajmy o tym, że organy ścigania będą skuteczniej działać, jeśli wiedzą, że pokrzywdzony interesuje się sprawą. Jak to można zrobić? Jako pokrzywdzony możesz przeglądać akta sprawy. Można się też dowiadywać, na jakim etapie jest postępowanie. Do uzyskania takich informacji mamy bezwzględne prawo.

Jeśli prokurator wyda decyzję o umorzeniu lub zawieszeniu śledztwa – mamy prawo takie postanowienie zaskarżyć.

Równolegle do zawiadomienia organów ściągania możemy się również skontaktować z Powiatowym lub Miejskim Rzecznikiem Konsumentów. Udzielą nam oni darmowej porady prawnej, w jaki sposób, gdzie i kiedy można skorzystać z praw przysługującym konsumentom. Rzecznicy bardzo często interweniują w naszym imieniu. Warto skontaktować się z rzecznikiem mailowo i opisać dokładnie całą sytuację.

Jako strona umowy mamy prawo wezwać drugą stronę do spełnienia świadczenia. Pamiętajmy, że umowa ustna jest tak samo ważna, jak umowa pisemna. Oczywiście przepisy prawa w poszczególnych przypadkach nakazują wręcz zawarcie umowy na piśmie pod rygorem nieważności. Jednakże w opisywanej sytuacji mamy do czynienia z umową dostarczenia usług (czyli ćwiczeń fitness) i w tym przypadku przepisy nie wymagają formy pismenej dla uznania umowy za ważną.

Pamiętajmy jednak, że warto zawsze spisywać umowę. Duże sieci fitness mają specjalnie przygotowane umowy dla klientów, z których przede wszystkim wynika jakie obowiązki i prawa mają strony. W takiej sytuacji łatwiej jest dochodzić swoich praw, a w szczególności zdecydowanie prościej jest udowodnić zobowiązania, na które strony się umówiły.

Co można jeszcze zrobić? Warto przygotować pismo, w którym przedstawimy swoje żądania w stosunku do tego przedsiębiorcy i wysłać je na adres prowadzonego przez niego przedsiębiorstwa. Takie pismo wysyłamy listem poleconym z potwierdzeniem odbioru.

Ponadto, jeśli przedsiębiorca nie wystawił nam paragonu, warto jest skontaktować się z urzędem skarbowym i poinformować go na piśmie o tym fakcie. Przedsiębiorca, który nie wystawia paragonu lub faktury, naraża się na odpowiedzialność karnoskarbową.

Jak widać mamy możliwości i narzędzia, żeby się bronić i odzyskać swoje pieniądze. Ważne jest jednak, żeby korzystać z dostępnych nam praw (najlepiej równolegle) i nie pozostawać biernym wobec nieuczciwych ludzi.

Ty lub Twoi bliscy padli ofiarą podobnej sytuacji? Napisz do nas: kontakt@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...