Ten polski start-up znalazł rozwiązanie, które pomaga oszczędzać ogromne pieniądze. W Polsce nikt ich nie zna

Konrad Caban, założyciel Super Monitoringu.
Konrad Caban, założyciel Super Monitoringu. Mat. prasowe
Konrad Caban to wymiatacz branży internetowej. Ma start-up, który osiągnął wielki sukces poza Polską niż nad Wisłą.

Konrad Caban do branży internetowej wszedł, kiedy dostęp do internetu był przez modem –w zamierzchłym 1998 roku. Wtedy założył agencję interaktywną SITEIMPULSE, która dostarczała rozwiązania z zakresu tworzenia stron czy promocji w sieci takim firmom jak PGE, EY, czy ING. To jednak nie wyczerpywało ambicji Cabana, który „przy okazji” tworzył nowe projekty. Jednym z nich jest start-up Super Monitoring. Powstały w 2007 roku projekt pod nazwą Monitoring Stron (nowa nazwa funkcjonuje od 2013) przez 9 lat przyciągnął klientów z 20 krajów. Co ciekawe, niezbyt dobrze radzi sobie w... Polsce. Tak, pomimo większej konkurencji za granicami naszego kraju, Caban dalej nie potrafi przebić się do świadomości tych, którzy zarządzają stronami w Polsce.



Mądry Polak po szkodzie
– Kiedy ludzie słyszą "monitoring stron", od razu myślą o usługach, dzięki którym można poznać opinie o swojej firmie czy jaki jest poziom naszej rozpoznawalności w sieci. A to szersze zagadnienie, bo dotyczy również tego, czy nasza strona działa bezawaryjnie – tłumaczy Caban w rozmowie z INN:Poland. – Niestety, w naszym kraju dalej istnieje problem nawet z budowaniem świadomości, jak ważny jest to element działania w sieci – dodaje.

I tę niszę stara się wypełnić Super Monitoring. Działalność start-upu, w którym pracuje 20 osób, opiera się na sprawdzaniu, czy nasz portal prawidłowo działa. Przede wszystkim, czy użytkownik sieci może na niego wejść, czy zobaczy komunikat, że strona jest niedostępna. To samo dotyczy czasu odpowiedzi – projekt Cabana obserwuje, czy nie dochodzi do zresetowania połączenia, kiedy czas odpowiedzi jest za długi.

A jeśli strona padła? Wtedy zostaje wysłane powiadomienie do właścicieli, że dzieje się coś złego. To marginalne przypadki, można pomyśleć. Być może, ale dla wielu firm mogą być szczególnie dotkliwe. Jak podaje serwis Inwestycje, godzina przestoju aplikacji o krytycznym znaczeniu dla dużego, polskiego przedsiębiorstwa może je kosztować nawet 76 tysięcy dolarów (ponad 300 tysięcy złotych). Wtedy strat nie da się uniknąć, ale dzięki rozwiązaniom start-upu Cabana można je ograniczyć, bo właściciele mogą od razu dowiedzieć się o ewentualnej awarii.

I tak jest na Zachodzie. Konkurencja dla Super Monitoringu jest spora – Caban przyznaje, że w tym sektorze działa ponad 100 firm. A samo utrzymanie się również do łatwych nie należy.

– Może się wydawać, że to prosta usługa. Tworzy się skrypt, który co minutę wchodzi na stronę i sprawdza, czy wszystko działa, jak powinno. Ale później zaczynają przychodzić opinie od klientów – o fałszywych alarmach czy o niewykryciu jakiegoś błędu – wyjaśnia Caban. – I nagle wychodzi, że narzędzie trzeba stale udoskonalać, modyfikować pod konkretny przypadek i rozwijać dostępne funkcjonalności. Obserwujemy rynek i wychodzi na to, że 50 firm z tej branży już przestało istnieć – tłumaczy Caban.

Paradoksalnie, konkurencja w Polsce zdaniem twórcy start-upu jest niewielka, ale nie znaczy to, żeby krajowy rynek był przez to łatwy do zdobycia. Bo na drodze staje właśnie mentalność. Najłatwiej opisać ją przez sieciowe porzekadło, które mówi, że ludzie dzielą się na dwa typy – tych, którzy archiwizują dane i tych, którzy nigdy nie mieli awarii dysku twardego. Gdzie tu analogia?

W tym, że ludzie nad Wisłą nie uważają, żeby było im to niezbędne. Do czasu pierwszej awarii – wtedy, jak w przysłowiu, Polak jest mądry po szkodzie. Ale nawet wtedy trudno pozyskać klienta z własnego kraju.
– Firmy wolą rozwiązywać to wewnętrznie, nie chcą się tym chwalić, nie proszą o radę. To kolejna cecha, która różni nas od Zachodu – nie mówimy o naszych sukcesach lub porażkach. A w innych krajach to jest naturalne – dlatego historię porażek są u nas tak szeroko komentowane, bo dalej się rzadko zdarzają – tłumaczy Caban.

Superbohaterowie na straży
Nic zatem dziwnego, że w portfolio Super Monitoringu znajdują się głównie małe, średnie i duże przedsiębiorstwa spoza Polski. Do najbardziej znanych należą przede wszystkim HP, Nestle czy Kaspersky. Większość klientów pozyskiwano za pomocą content marketingu – prowadzonym po angielsku blogiem oraz tworzonymi infografikami.

W tym miejscu warto wspomnieć o designie, na jaki postawił Caban ze współpracownikami. W opozycji do oficjalnych, by nie powiedzieć sztywnych, komunikatów i relacji z klientami, postawiono na wykorzystanie potęgi komiksu.

Dlatego Super Monitoring reklamują stylizowani na komiksy z lat 60. i 70. superbohaterowie, którzy mają strzec, by strony działały tak, jak powinny. Początkowo Caban uważał to za ryzykowny pomysł, ale pozytywny odbiór i wyróżniająca się na tle konkurencji szata graficzna przekonała go, że idea była słuszna. W tym przekonaniu utwierdziło go również to, że coraz więcej młodych firm porzuca sztywny, korporacyjny styl na rzecz bardziej luźnego podejścia.

Na końcu Caban przyznaje, że Super Monitoring jest finansowany tylko z własnych środków – chociaż jest start-upem, nie poszukiwał nigdy zewnętrznych inwestorów. Dlaczego? Cóż, głównie z powodu podejścia założyciela. Traktuje on agencję interaktywną jako główne zajęcie, liczy jednak na to, że jego projekt rozwinie się do tego stopnia, żeby mógł poświęcić mu większość swojego czasu.

– Działalność w Internecie to ciągły eksperyment. Cały czas próbuję tworzyć nowe rzeczy od podstaw, bo lubię ciągłe wyzwania. Po prostu – konkluduje Caban.

Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...