Niby mała nowelizacja, a uderzy tak, że się nie pozbieramy. Z rynku zniknie cała branża warta miliardy złotych

Na pożyczki w nielegalnych instytucjach dają się nabierać tysiące Polaków
Na pożyczki w nielegalnych instytucjach dają się nabierać tysiące Polaków Tomasz Wiech, Agencja Gazeta
Lata 90. dawno minęły, a mafia pożyczkowa w Polsce miewa się dobrze. I będzie jeszcze lepiej, bo rząd przyszykował nową ustawę antylichwiarską. Miała ona zwalczyć pazernych lichwiarzy, a w rzeczywistości ich wzmocni. Dlaczego? Jednym ciosem znokautuje bowiem ich największych konkurentów, czyli wszystkie legalne instytucje pożyczkowe, działające na polskim rynku.

Pani Basia miała bardzo ładny domek. Mały, ale pod miastem. Spadek po babci. Nie miała wielkiego pomysłu, co z nim zrobić, ale przecież jakoś by się ułożyło. Pod jego zastaw wzięła pożyczkę. Dziś nie ma domku, nie ma też pieniędzy, oprócz tych na minusie. Wystarczyło pożyczyć kilka tysięcy „bez BIK-u i zaświadczeń o dochodach”, żeby wpaść w potężną spiralę zadłużenia. I tak ma szczęście. Po kilku latach wyszła na zero, choć straciła sporo gotówki i nieruchomość za kilkadziesiąt tysięcy. Są przecież i tacy, którym z renty czy emerytury zostaje mniej, niż trzeba na wegetację. Niektórzy musieli z całymi rodzinami szukać innego lokum. Pół biedy, jeśli rodzina przyjęła ich pod swój dach.



Jak dać się oszukać na pożyczce?

„Pożyczka na dowód! Bez BIK-u i zaświadczeń!” – krzyczy karteczka przylepiona na słupie przy przy przystanku. Kilka świstków z numerem telefonu jest już oderwanych. Jeśli oderwiesz kolejny, zrobisz pierwszy krok do poważnych kłopotów finansowych. A nawet kompletnego bankructwa.
Kto dzwoni? Przede wszystkim osoby, które wpadają w spiralę zadłużenia. Nagle zaczyna brakować stosunkowo niedużych kwot. Domowy budżet nie spina się na kilkaset albo małe kilka tysięcy złotych. Powstaje wrażenie, że po załataniu tej dziury wszystko się ułoży. Akurat wystarczy na spłatę zaległych rat za telewizor, lodówkę czy kartę kredytową. A za miesiąc czy dwa wszystko się akurat ułoży – wystarczy na kolejne raty i na spłatę nowej pożyczki. Tylko że bank już nie chce jej udzielić. W legalnej firmie pożyczkowej też nie mamy szans. Każdy sprawdza ten cholerny BIK, żąda zaświadczenia o dochodach, pyta o to, jak zamierzamy spłacić pożyczkę, skoro zarabiamy mało i nieregularnie. Albo w szarej strefie.

To właśnie osoby zarabiające pieniądze poza oficjalnym systemem są najczęściej narażone na branie pożyczek w podejrzanych instytucjach. Jak możesz udowodnić, że zarabiasz, skoro na koncie hula wiatr, a wypłatę dostajesz w gotówce, pod stołem? W żaden sposób nie udowodnisz tego, że będziesz w stanie spłacić pożyczkę. A skoro tak, to z całą pewnością jej nie dostaniesz. Sytuację pogarsza brak historii kredytowej bądź jej negatywny przebieg.
Jak to działa?
Dzwonisz pod podany numer. Osoba, która odbiera telefon, zadaje kilka klasycznych pytań. Zarabiasz? Tak. Ile? Ile potrzebujesz? Jakie masz zabezpieczenie? Jakieś musisz mieć. Idealnym klientem jest emeryt, rencista albo właściciel jakiejkolwiek nieruchomości. Najlepiej mało zarabiający. Taki, który nie dostanie żadnej legalnej pożyczki w banku, ale ma coś, co można zająć.

Idealny termin to czas przed świętami, wakacjami, rokiem szkolnym. Kiedy ludziom nie domykają się domowe budżety i potrzebują pieniędzy na wysłanie dziecka na kolonie, wyprawkę szkolną czy prezenty. I myślą tylko o tym, skąd te pieniądze wziąć. Reszta się nie liczy.

Jeśli rozmowa przebiegnie pozytywnie, przyjedzie do ciebie przedstawiciel pożyczkodawcy. Zapewni, że wszystko będzie w porządku, że wystarczy spłacać regularnie pożyczkę. No wiadomo, procenty nie będą najniższe, ale w tych warunkach jest to jedyna opcja. Niestety wiesz o tym – nikt inny nie chciał ci pożyczyć, a tu trafia się taki miły, a jednocześnie konkretny człowiek. Podpisujesz umowę z „przewłaszczeniem pod zabezpieczenie”.

Pierwszym zgrzytem jest to, że dostajesz mniej gotówki, niż było mówione. Ale wiadomo – koszty początkowe od razu zostały odliczone, a więc będzie mniej do spłaty. Potem okazuje się, że raty jednak nie są tak niskie, że sytuacja robi się dramatyczna, że trzeba przestać coś płacić. Nie spłacasz więc pożyczki, przecież zrozumieją. Ale nawet jak spłacasz to dług… wcale się nie zmniejsza! W końcu pewnego dnia pod dom podjeżdża wóz z firmy przeprowadzkowej. To już nie jest twój dom. Miły pan przestaje być miły i nagle uświadamiasz sobie, że wcale nie chciał pomóc. Że za kilka czy kilkanaście tysięcy w gotówce i wyimaginowany dług, na robienie którego się zgodziłeś, przejął dom czy mieszkanie za kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy.

To schemat działania tzw. mafii pożyczkowej. Opowiadają o tym osoby, które przez pożyczanie pieniędzy od podejrzanych firm i osób straciły swoje nieruchomości. Ile jest w Polsce takich przypadków?

– Szacuje się, że cała ​szara strefa w Polsce to ok. 15 proc. Myślę, że w przypadku firm pożyczkowych jest podobnie – ​do 15 proc. rynku to pożyczki bez umów albo z umowami, które łamią prawo. Są to najczęściej pożyczki pod zastaw nieruchomości, przeznaczone na spłatę innych pożyczek, reklamujące się w ogłoszeniach drobnych, na słupach, ulotkach. „Bez BIK”, „Spłacamy komorników”… Nikt nie spłaca komorników! Jeśli damy pieniądze osobie, która ma komornika na głowie, to komornik jej te pieniądze zabierze. A dług i tak pozostanie. To w większości po prostu oszustwo. Firmy wyłudzają na przykład opłaty przygotowawcze. Tak – trzeba zapłacić, żeby dostać pożyczkę – mówi w rozmowie z INN:Poland Jarosław Ryba, prezes Związku Firm Pożyczkowych.

Wartość rynku pożyczek pozabankowych w Polsce w zeszłym roku wyniosła ponad 5 mld zł. W tym z całą pewnością będzie dużo wyższa. Można więc ostrożnie oszacować, że przynajmniej 1,5 mld zł krąży poza legalnym systemem pożyczek pozabankowych.
– Jeśli legalne firmy pożyczkowe znikną z rynku, to szara strefa będzie miała piękne pole do ekspansji. Ile osób traci nieruchomości? Z nieoficjalnych danych (np. rozmów z prawnikami z sądów) wiemy, że „podejrzane” zmiany nieruchomości to między 2 a 3 proc. wszystkich wpisów w hipotekach. Prawdopodobnie tyle osób traci nieruchomość przez „przewłaszczenie pod zabezpieczenie”. Jest to poważny problem społeczny – dodaje. Wynika z tego, że nawet 3 transakcje na każdy tysiąc przeprowadzane są przez pożyczkowych oszustów.

Niedługo sam prezes Ryba może zostać bez pracy. Problem w nowych przepisach, które szykuje Ministerstwo Sprawiedliwości. Co one oznaczają dla legalnych firm pożyczkowych?

– W zasadzie zakończenie działalności z dniem wejścia w życie. Dla nielegalnych firm pożyczkowych nowe przepisy są neutralne. Chodzi przede wszystkim o koszta. W tej chwili maksymalny koszt odsetek to 10 proc. w skali roku oraz 55 proc. kosztów pozaodsetkowych w skali roku – ale nie na każdy rok. Baza kosztów pozaodsetkowych to 25 proc. za zawarcie umowy i 30 proc. rozłożone na każdy rok trwania umowy. Czyli 25-30 proc. w pierwszym roku, w drugim może być to kolejne 30 proc. i za kolejne pół roku można dodać jeszcze 15 proc. Chodzi o to, że niezależnie od długości trwania umowy koszt pozaodsetkowy nie może być wyższy niż kwota pożyczonego kapitału. I cały czas mówimy oczywiście o maksymalnym limicie – na rynku są i były oferty tańsze, droższe zaś być nie mogą. Ministerstwo Sprawiedliwości – mówiąc w dużym uproszczeniu – proponuje ścięcie tego o 60 proc. Jeśli w jakiejkolwiek branży ustawowo zmniejszymy ceny o 60 proc., to po prostu zakończy ona swoją działalność. I to grozi również firmom pożyczkowym – mówi nam Jarosław Ryba.

Wszystko dzieje się bardzo szybko. Projekt nowej ustawy jest na etapie konsultacji międzyresortowych, nie jest jeszcze zatwierdzony jako oficjalny projekt rządowy. Jego gospodarzem jest Ministerstwo Sprawiedliwości. Został on opublikowany w zeszłym tygodniu. Ale na konsultacje międzyresortowe, jak i vacatio legis przeznaczono tylko po 14 dni. Oznacza to, że nowe przepisy mogą obowiązywać już w lutym bądź marcu.

Jak działa legalny system pożyczek?
Pozabankowe pożyczki po prostu wypełniają pewną lukę na rynku. Banki nie pożyczają pieniędzy wszystkim, którzy pożyczkę chcieliby uzyskać. Część osób, które chciałyby ją dostać, posiada faktyczną zdolność kredytową, ale trudno jest im ją udowodnić przed bankiem. Wynika to z wymagań, jakie muszą spełnić według rekomendacji KNF. Dla tych osób ofertę alternatywną przygotowały firmy pożyczkowe.

– Druga grupa klientów to osoby, które nie chcą jechać do banku, bo na przykład mają za daleko, trzeba wozić dokumenty etc. Zamiast tego wolą użyć smartfona i w ciągu nawet kwadransa uzyskać pożyczkę. Trzecia grupa klientów to ci, którzy nie mają historii bankowej, nigdy nie brali żadnej pożyczki, nie kupowali nic na raty. Są więc dla banku nieznani, a nagle chcą sfinansować atrakcyjny zakup. Może być to na przykład fotograf, który widzi, że może kupić świetny aparat na aukcji, ale ona się szybko kończy. W banku nie załatwi tego szybko, na już. Umożliwia mu to firma pożyczkowa. Są też osoby „przekredytowane”, które mają problemy z regularnym spłacaniem rat bankowych i posiłkują się firmą pożyczkową, by na przykład nie spóźnić się i nie zepsuć historii kredytowej w banku, chwilowo poprawić sobie płynność finansową – mówi prezes Ryba.

Ale wbrew temu, co niektórzy mogą sądzić, pozycja finansowa zarówno pożyczkobiorców, jak i firm pożyczkowych nie jest zła. Firmy pożyczkowe zrzeszone w Związku Firm Pożyczkowych odrzucają 65 proc. wniosków. Jeśli ktoś nie ma dochodu, pożyczki nie dostanie. Podobnie z negatywnymi wpisami w BIK-u czy BIG-u czy tzw. grupami podwyższonego ryzyka. To mit, że wystarczy pokazać dowód i pieniądze są na koncie.

W zeszłym roku 2,86 mln osób skorzystało choć raz z oferty pozabankowej firmy pożyczkowej. Oczywiście nie jest to grupa, która w całości zostanie wykluczona z sektora bankowego – część z nich spokojnie dostanie pożyczkę w banku. Są przecież osoby, które mają karty kredytowe, kredyty, a dodatkowo korzystają z pożyczek. Z ofert tylko tego sektora korzysta prawdopodobnie ok. 1,5 mln osób. I one mogą mieć problem z jakąkolwiek legalną pożyczką.
Prawo dobre, prawo złe
Istnienie rynku lichwy oraz przejmowania nieruchomości przez horrendalnie wysoko oprocentowaną pożyczkę to problem poważny. – Ale my go nie ignorujemy – mówi nam prezes ZFP. – Jest już gotowy projekt ustawy o kredycie hipotecznym, która będzie funkcjonowała obok ustawy o kredycie konsumenckim. Uniemożliwia ona udzielanie pożyczek pod zastaw nieruchomości podmiotom niebędącym bankami lub SKOK-ami. Czyli ani firma pożyczkowa, ani osoba fizyczna nie będzie mogła pożyczać pod zastaw nieruchomości. To pomysł NBP, my go popieramy, bo widzimy, że to ostatni bastion nieuczciwych firm pożyczkowych, który należy wyeliminować – wyjaśnia.

Co z przepisami, które mogą wyciąć do cna branżę legalnych pożyczek? – Proponujemy przyjęcie przepisów karnych w takiej formie, w jakiej zapisano je w Ministerstwie Sprawiedliwości. To fakt, że były one nieskuteczne. Prokuratorzy musieli umarzać doniesienia o lichwie, bo nie mogli udowodnić lichwiarzowi, że działał świadomie i w celu wyrządzenia szkody. Proponujemy też, by nie zmieniać ustawy o kredycie konsumenckim. Wcześniejsze tegoroczne obniżenie limitów, wycięło z rynku jedną piątą firm pożyczkowych. Na rynku obecnie jest równowaga, zmniejsza się liczba negatywnych wpisów do BIK-u, a sytuacja pożyczkobiorców i pożyczkodawców jest stabilna – podkreśla Ryba.

Napisz do autora: konrad.baginski@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...