Koniec z postojami na bramkach. Polska technologia umożliwi nowatorski sposób opłaty za autostradę

Bramka systemu viaTOLL
Bramka systemu viaTOLL Krzysztof Koch / Agencja Gazeta
Polska firma wystartuje w przetargu na obsługę nowego systemu opłat drogowych. Jeśli wygra, pudełka viaTOLL zostaną zastąpione przez naklejki za kilka złotych. Jeśli system obejmie autostrady - płatność będzie możliwa bez zwalniania. O ile masz wystaczająco dużo odwagi, by przejechać przez bramkę z pedałem wciśniętym w podłogę.

20 stycznia rozpocznie się wielka batalia o ściąganie opłat za przejazd drogami ekspresowymi. Do podziału będą miliardy złotych, operator systemu dostanie od nich słoną prowizję. System musi zacząć działać w listopadzie 2018 roku – wtedy kończy się umowa z dotychczasowym operatorem, firmą Kapsch i jej viaTollem. Scenariuszy jest kilka. Może ponownie wygrać Kapsch, choć nie wiadomo czy jest faworytem. Zaliczył wpadkę już na początku wprowadzania swojego systemu – za opóźnienia, zbyt małą liczbę punktów obsługi klienta i nieprawidłowe działanie został obciążony 7,5 mln zł kary. Ale to niewiele – całość kontraktu zawartego w 2010 r. i realizowanego od 2011 r. opiewa na 4,9 mld zł.

Nie jest też tajemnicą, że Kapsch jako dostawca systemu nie ma najlepszej opinii. Miał też problemy w Czechach, choć w połowie roku czeski rząd przedłużył umowę z operatorem. Ostatnio minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk zasugerował, że operatora polskiego systemu można byłoby zmienić.

Radio czy satelita?
viaTOLL jest oparty na łączności radiowej – bramki na drogach wyłapują sygnał z nadajników umieszczonych w samochodach. Te drugie są stosunkowo drogie, regularna cena tzw. pudełka to 135 zł brutto, choć w promocji są dostępne za 70 a nawet 25 zł. Drugim rozwiązaniem jest wprowadzenie systemu opartego na łączności satelitarnej. Ucieszyłyby się z niego służby celne, chcące śledzić ruch ciężarówek w kraju. Byłoby to jednak kompletnie nieopłacalne dla kierowców mniejszych aut – już dziś promocje na pudełka viaTOLL związane są głównie z ich małą popularnością wśród kierowców osobówek. Urządzenia satelitarne byłyby dużo droższe.

Walka toczy się o duże pieniądze. Według szacunków Fundacji Republikańskiej a także Instytutu Jagiellońskiego 1 km drogi płatnej przynosi rocznie prawie pól miliona złotych dochodu, przy kosztach systemu wynoszących ok. 100 tys. zł. System ViaTOLL działa od 5 lat i dzięki niemu Krajowy Fundusz Drogowy wzbogacił się o ok. 7 mld zł. Miało być dużo więcej, ale w Polsce miało być też 7 tys. km płatnych dróg. Jest 3,3 tysiąca.

Tymczasem na horyzoncie pojawiło się trzecie rozwiązanie – tanie, proste i stosowane w wielu krajach na świecie. Jego podstawowym elementem jest… naklejka.

– Sam system znany jest już od dawna, od ponad 30 lat. Opiera się na RFID. Takie naklejki z chipem są stosowane powszechnie - są w książkach, butach, ubraniach, które kupujemy, ale też w paszportach, dokumentach tożsamości czy kartach wejściowych – mówi w rozmowie z INN:Poland Piotr Nawrocki, prezes firmy ID Block Systems Sp. z o.o. To polska firma, która wraz z konsorcjum z innymi podmiotami startuje w wyścigu o prawo obsługi e-myta. Co ciekawe – Piotr Nawrocki kilka lat temu wziął udział w programie Dragon’s Den i dzięki temu uzyskał wsparcie swojego pierwszego projektu. Był to portfel chroniący karty zbliżeniowe przed kradzieżą środków. Firma do dziś zajmuje się technologią RFID, opracowuje nowe rozwiązania i je komercjalizuje.
Skoro RFID nie jest nowym wynalazkiem to gdzie tu innowacja? – W tej chwili nie mogę mówić o szczegółach technicznych. Udało nam się wprowadzić pewne udogodnienia i uszczelnienia tego systemu, które do tej pory były stosowane rzadko lub w ogóle. Zgłosiliśmy to wszystko do urzędu patentowego, zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych, teraz oczekujemy na decyzje. System jest powszechny w Stanach, Azji, Turcji. Innowacją są nasze ulepszenia - mówi Piotr Nawrocki.

– Chodzi o to, że w tym przypadku musimy zapewnić odpowiedni poziom zabezpieczeń. Jeśli znacznik RFID znajduje się w bucie czy w książce to jego zadaniem jest m.in. powiadomić bramkę w sklepie czy dokonać zgłoszenia w systemie magazynowym. Jeśli ktoś próbuje ukraść produkt, to bramka piszczy. Tu jednak wymieniamy dane dotyczące pojazdu i kierowcy z systemem bankowym i systemem poboru opłat, musimy więc mieć odpowiednio wysoki poziom bezpieczeństwa. Jest to znaczna różnica w technologii, nasz system musi mieć zabezpieczenia jak bank – podkreśla prezes ID Block Systems.

– Ulepszenie systemu to czysto nasza technologiczna innowacja. A skoro wychodzi ona od polskiego podmiotu to stwierdziliśmy, że warto wystartować w przetargu na e-myto. Udało nam się namówić kilka firm do współpracy w ramach konsorcjum, które działa obecnie pod nazwą Polska Grupa Technologii dla Transportu – mówi nam Nawrocki. Powszechnym zjawiskiem na cały świecie jest stosowanie aktywnego wsparcia przez rządy własnych technologii, na to liczy również Konsorcjum.

Szybko i bez problemów
– W naszym systemie hybrydowym likwidujemy wszystkie luki, które do tej pory były w systemie RFID, problemy z komunikacją miedzy bramkami a chipami, jednocześnie odpowiednimi algorytmami łączymy to z systemami wizyjnymi. Powoduje to, że szczelność systemu jest taka jak szczelność sytemu wideo zwiększona o system RFID. Weźmy na przykład auto, które jedzie w mgle lub śnieżycy. W przypadku systemu zamkniętego, z bramkami, musimy się zatrzymać, zapłacić albo wprowadzić kartę, bo systemy wideo nie będą działały prawidłowo. My zakładamy, że system ma być otwarty, bez bramek. Auto niezależnie od warunków pogodowych nie będzie musiało się zatrzymywać. Prowadziliśmy testy w kiepskich warunkach pogodowych z prędkościami rzędu 180 – 200 km/h. Nawet w takich warunkach system zbiera komplet informacji dla operatora systemu – tłumaczy prezes. Istotnym aspektem jest również fakt pełniejszej kontroli nad systemem RFID niż np. nad systemem satelitarnym, który jest bezwzględnie zależny od rządów innych krajów lub instytucji międzynarodowych oraz warunków takich jak wiatry słoneczne.
Jednocześnie system wyłapuje kierowców którzy chcą go oszukać, bądź się pomylili oraz kierowców z zagranicy - oni rachunek dostaną pocztą.

– Przy budowaniu systemu braliśmy pod uwagę również sposoby nieuczciwych kierowców na ominięcie płatności – podmianę chipa, podmianę tablic. Naklejki są jednorazowe, nie ma możliwości ich powtórnego użycia. Kierowca może jeździć po całym kraju, zwalniając jedynie przed bramkami. System oparty na RFID można też stosować w miastach. Koncepcja zakłada możliwość włączania modułowego systemów miejskich – wtedy nie musimy się też martwić o płatności za wjazd do konkretnych stref i płatności za parkowanie. Wszystko opiera się na płatnościach automatycznych, ale możliwe jest też doładowywanie konta za pomocą np. kart zdrapek – mówi Nawrocki. Z systemu będą mogli korzystać cyfrowo wykluczeni, których – jak szacuje – jest w Polsce około 30 proc. kierowców.

– Dziś wiadomo, że do przetargu stanie 8 firm, firmy polskie, niemieckie, węgierskie czy austriackie – jak Kapsch. Jednak najważniejsze pytanie, jakie się pojawia to jaką technologię elektronicznego poboru opłat wybierze Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Na tym etapie postępowania nie ma żadnych wskazań czy wytycznych. Nie wiadomo więc, czy będzie to jak dziś technologia radiowa czy może satelitarna. Wiemy jednak, że przedstawiciele Ministerstwa Infrastruktury jeździli na Węgry, rozmawiali ze swoimi odpowiednikami i chwalili ich system. Na Węgrzech działa system oparty na łączności satelitarnej, podobnie jest w Niemczech – mówi w rozmowie z INN:Poland Bartłomiej Sawicki z Instytutu Jagiellońskiego, jeden z autorów raportu dotyczącego elektronicznego systemu poboru opłat w Polsce.

W Polsce i Czechach działa system oparty o łączność radiową. – Rodzi się więc pytanie czy jest sens zmiany systemu z radiowego na satelitarny. W Polsce kosztował on ponad 1 mld zł, ma szczelność ok. 99 proc., jest więc skuteczny. Nowy system satelitarny postawiłby te inwestycje pod znakiem zapytania, generowałby też dodatkowe koszty dla państwa oraz kierowców – dodaje Bartłomiej Sawicki. Nie wspominając już o kończącym się czasie – przetarg miał być rozpisywany jeszcze w listopadzie, mamy więc przynajmniej 2 miesiące opóźnienia.

– Kwestią nie do pominięcia powinno być natomiast wprowadzenie elektronicznych wag przy wjazdach na płatne odcinki. Trzeba eliminować pojazdy przeciążone – nie jest tajemnicą, że po naszych drogach porusza się ich zbyt dużo a Inspekcja Transportu Drogowego jest w stanie wyłapać tylko część z nich – zauważa Sawicki.

Napisz do autora: konrad.baginski@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...