Poważne pieniądze można zarobić na niepoważnych rzeczach - mówi facet, który wymyślił otwieracz do strzelania kapslami

Strzelający otwieracz Capboom w akcji
Strzelający otwieracz Capboom w akcji Capboom
Ile razy siedząc przy piwie wpadłeś na świetny pomysł na biznes, na wynalazek, który zmieni świat? Coś z tego wyszło? Przedstawiamy człowieka, który swój pomysł wcielił w życie. I nie myśli o podboju świata. On go precyzyjnie planuje. Dosłownie otwiera świat. I to z hukiem.

Adam Tumiński ma 29 lat. Siedział w parku ze znajomymi i pił piwo – tak zaczyna się opowieść o otwieraczu strzelającym kapslami.



– Naprawdę tak było. Niektóre osoby otwierały piwo zapalniczką w taki specyficzny sposób, że strzelały kapslem. Zacząłem się zastanawiać czemu nie ma otwieracza, którym można tak zrobić. Sprawdziłem potem w Internecie, że faktycznie nikt jeszcze czegoś takiego nie wymyślił. Pomyślałem więc – czemu nie zrobić samemu czegoś, co pozwalałoby strzelać kapslem? Zacząłem grzebać w garażu, zrobiłem w końcu pierwszy prototyp, który działał. Był oczywiście wielki, nieporęczny i nie wyglądał atrakcyjnie. Ale działał – strzelał kapslami – opowiada INN:Poland Adam Tumiński.
Nie jest typem start-upowca w trampkach i kraciastej koszuli – raczej wynalazcy. Po technikum informatycznym poszedł od razu do pracy, próbował sił we własnym biznesie. Wymyślił też Zipped Shoes – rewolucyjny system zapinania butów. W miejsce sznurówek wplata się zamek błyskawiczny. To rozwiązanie przydatne nie tylko dzieciom, ale i osobom starszym czy chorym, pozwala nosić buty dowolnego kroju i nie mieć problemów z ich wiązaniem. Pomysł przejął i rozwija dalej Wojciech Goduński, król polskiego fast-foodu, właściciel takich konceptów jak Biesiadowo, Rybkodajnia czy Coffeeloffee. A Tumiński wynalazł kolejną rzecz, tym razem bardziej służącą rozrywce.

Zasada działania otwieracza Capboom jest prosta – trzeba tak zepchnąć kapsel z piwa, by ciśnienie panujące w butelce wystrzeliło go w górę. Ciśnienie nie może powoli uciekać bokiem, musi zadziałać gwałtownie. – W pierwszych wersjach były sprężynki, ale pomyślałem, że takie rozwiązanie kompletnie się nie przyjmie, że trzeba to maksymalnie uprościć, wprost do granic możliwości. Robiłem kolejne wersje, aż okazało się, że wystarczy odpowiedniej grubości blaszka ze specyficznie ukształtowanym otworem. Postarałem się o to, żeby otwieracz działał z każdym piwem na świecie, nawet z zakręcanymi kapslami typu twist-off. Więc w Stanach Zjednoczonych też będzie działać – opowiada nam Adam Tumiński.

Nad swoim projektem siedział rok, oczywiście nie po 8 godzin dziennie. Próbował z walcami, sprężynkami, ostatnia wersja – odpowiednio ukształtowana blaszka - wyszła mu nieco przypadkiem. I wtedy, gdy do tematu podszedł naukowo. Znacie kogoś innego, kto kupuje drukarkę 3D po to, by zaprojektować otwieracz do butelek?

– Drukarka pozwala na dużo więcej, niż grzebanie w garażu. Można zaprojektować i stworzyć wersję, która da się wprowadzić do produkcji. Na początku siedziałem w garażu, ale chciałem rozwinąć pomysł. Nauczyłem się projektowania w systemie CAD, bo to pozwala na dużo większe możliwości. Kupiłem też drukarkę 3D i zacząłem kombinować dalej. Wszystkiego w zasadzie nauczyłem się z Internetu. Takie projektowanie daje dużo większe możliwości i przyspiesza cały proces – mówi całkiem serio Tumiński.
Zadbał też o odpowiednią ochronę patentową – zgłosił swój wynalazek do odpowiedniego urzędu. Ma teraz rok, by rozwinąć patent i zastrzec go na całym świecie.

– Muszę zarobić na dalsze procesy patentowe. Właśnie dlatego przygotowuję się do kampanii na Kickstarterze. Jest gotowa, ale zbieram jeszcze takie osoby, które już pierwszego dnia będą gotowe zamówić produkt. Chodzi o to, by od razu był tam ruch, żeby nie odstraszać potencjalnych klientów tym, że nikt jeszcze nie wsparł kampanii. Chcę mieć po prostu dobry start. Dlatego też zaczynam się promować w mediach – opowiada wynalazca.

Otwieracz nie będzie tani. Cena dla pierwszych wspierających to 9 dolarów, późniejsi zapłacą 11. Jest jeszcze wersja świecąca za 16 i ekskluzywna w drewnianej obudowie za 25 dolarów.
– Rozumiem, że ceny są dość wysokie jak na polskie warunki, ale ja w tej chwili nastawiam się na Stany Zjednoczone. Przeglądałem inne kampanie i widziałem, że podobne produkty mają spore wzięcie. Chcę też wypracować kapitał, który pozwoli mi na obniżenie kosztów produkcji i żeby można było Capboom sprzedawać po niższej cenie na przykład w Polsce – tłumaczy Adam Tumiński.

Pracuje też nad innymi kanałami dystrybucji. - Są przecież firmy, które szukają fajnych, oryginalnych gadżetów reklamowych. Może się tym zainteresować duży browar, otwieracz można sprzedawać w sklepach z gadżetami dla miłośników piwa, kanałów sprzedaży jest całkiem sporo. Może się to wydawać śmiesznym gadżetem, ale w dobie internetu na wielu rzeczach można zarobić niezłe pieniądze – mówi nam.

Adam Tumiński jest również gotowy do rozpoczęcia masowej produkcji. – Jestem już umówiony z firmami, które szybko mogą przygotować dla mnie odpowiednie formy, jeśli wszystko na Kickstarterze się oczywiście dobrze potoczy. Jeśli tylko będą pieniądze to mogę startować nawet dzisiaj. Problemem jest tylko koszt form - kilkadziesiąt tysięcy za sztukę – tłumaczy.
– Planuję produkcję w Polsce, ale jeśli będzie dużo zamówień to może trzeba będzie poszukać metody cięcia kosztów produkcji. Na razie się w to nie zagłębiałem, jestem na etapie promocji i sprawdzania jak produkt się rozejdzie. Czekam przede wszystkim na rozwój wydarzeń na Kickstarterze. Od tego zależy, czy Capboom stanie się popularny, czy może zostanie w niszy. Fajnej, ale niszy – mówi nam Adam Tumiński.

Napisz do autora: konrad.baginski@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...