Grupa naTemat

Na ratunek Antoni. Armia dorzuci się do rozbudowy i remontów dróg o dużym znaczeniu obronnym

Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz.
Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz. Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
O dziwo, projekt powstał nie w resorcie obrony lecz w ministerstwie infrastruktury i budownictwa. Zgodnie z jego propozycją do listy dróg o znaczeniu obronnym można by dopisywać drogi lokalne oraz wewnętrzne, czyli – te najbardziej zaniedbane w Polsce, jednopasmówki rozsiane na rubieżach małych miejscowości. MON mógłby wykładać pieniądze niezbędne na ich remont czy rozbudowę. Intencjonalnie lub nie, pieniędzmi z budżetu obronnego Polski można by wtedy naoliwić program budowy dróg i wesprzeć pogrążone w długach samorządy.

Do tej pory na listach ministerstwa obrony narodowej znajdowały się autostrady, drogi ekspresowe oraz część tras krajowych. Innymi słowy: kluczowe szlaki komunikacyjne, które w razie potrzeby mogłyby służyć do szybkiego przemieszczenia się wojska w sytuacjach kryzysowych. Resort infrastruktury „z troską” pochylił się jednak nad potrzebami wojska, uznając, że do tej listy należałoby dodać drogi lokalne oraz wewnętrzne.

Oznacza to, że na liście dróg, które MON uważa za wyjątkowo istotne dla obronności kraju mogłyby się znaleźć wąskie lokalne jednopasmówki w odległych od głównych szlaków komunikacyjnych gminach lub odcinki dróg znajdujące się np. na terenie siedziby przedsiębiorstwa lub na terenie prywatnym. W takich przypadkach zarządca terenu byłby „zobowiązany do jej [drogi wewnętrznej – przyp. red.] udostępnienia w celu budowy, przebudowy, remontu lub przejazdu pojazdów w celach obronności”.
W wykazie prac rządu zapisano, że „proponowane zmiany są rezultatem analiz praktycznych doświadczeń związanych z przygotowaniem infrastruktury drogowej na potrzeby obrony państwa i zabezpieczenia potrzeb transportowych sił zbrojnych”. Być może chodzi o manewry „Anakonda”, które odbyły się wczesnym latem ubiegłego roku, i ówczesne kłopoty z przejazdem wojsk na poligony.

Być może jednak dotychczasowe kłopoty wojskowych z infrastrukturą nie mają takiego znaczenia: przez ostatnie ćwierć wieku armia jeździła na manewry i skarg na infrastrukturę nie było. Źródło zmian może być zupełnie inne. „Projekt ustawy przewiduje wprowadzenie uregulowań prawnych umożliwiających finansowanie lub dofinansowywanie inwestycji na drogach o znaczeniu obronnym z budżetu państwa ze środków będących w dyspozycji ministra obrony narodowej” – piszą autorzy projektu. – „Wdrożenie nowych rozwiązań prawnych umożliwi również zawieranie porozumień pomiędzy zarządcami dróg lub zarządcą dróg, a upoważnionym przez ministra obrony narodowej organem wojskowym” – dorzucają.

Schyłek schetynówek
Ten rok ministerstwo obrony narodowej rozpoczyna z rekordowym budżetem: ponad 37,3 miliardów złotych. To dokładnie 2,01 proc. PKB Polski. – Pamiętam z okresu mojej kadencji, że minister finansów zawsze łakomym wzrokiem spogląda na te 2 proc. PKB, a jego urzędnicy głowią się, jak coś z tych pieniędzy na obronę uszczknąć, mimo że rozliczamy się z tych wydatków przed NATO – mówi INN:Poland były minister obrony narodowej, Tomasz Siemoniak.
Drogi lokalne modernizowała też poprzednia ekipa – program rozbudowy tzw. schetynówek, znany jako Narodowy Program Przebudowy Dróg Lokalnych, został jednak porzucony przez ten rząd w 2015 r. Eksperci podkreślają, że w tegorocznym budżecie na drogi lokalne nie przewidziano najwyraźniej ani złotówki. Być może jednak szukają nie tam, gdzie należałoby. Barbara Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa, na łamach „Pulsu Biznesu” już spekulowała, że pieniądze resortu obrony mogą odciążyć budżety samorządów, które mają na swoim terenie ośrodki militarne. Tym bardziej, że przynajmniej niektóre gminy nie są w stanie „unieść” wydatków na trasy, którymi jeździ niemal wyłącznie wojsko – drogi dojazdowe do poligonów, łączniki, parkingi.

– Pytanie brzmi przede wszystkim: jak projektodawcy wyobrazili sobie finansowanie. W końcu nie widzieliśmy jeszcze samego projektu – podkreśla w rozmowie z INN:Poland Wojciech Pawłuszko z kancelarii SLS Seredyński Sandurski. – Zakładam, że na prośbę ministerstwa samorząd, czy zarządca infrastruktury, będzie ogłaszał przetarg na remont czy budowę drogi lokalnej. MON będzie następczo dofinansowywał taką inwestycję, może też środki mogłyby zostać wyasygnowane w trakcie realizacji zadania – mówi.

Niedoszacowany – tak mówi z kolei Pawłuszko o programie budowy dróg lokalnych. – Środków, które zostały wskazane w programie, nie ma w budżecie państwa, przynajmniej nie w takiej ilości, jaka byłaby potrzebna, żeby ten plan zrealizować. Może zatem rzeczywiście rząd szuka możliwości wsparcia tego programu w inny sposób – dodaje. W takiej sytuacji cała nadzieja w tym, że wsparciem MON cieszyłyby się drogi rzeczywiście czasem używane przez wojsko, np. dojazdy do poligonów.
Nawet niewinna dróżka bywa szalenie kosztowna
Niejasności jest znacznie więcej. – Nie mamy jakiejś głębszej wiedzy o tym, o jakie konkretnie miejsca chodzi i z czego wynika potrzeba inwestowania przez MON w lokalne drogi. Może to wynikać z wzmacniania obecności armii na wschodzie kraju, czy przyjazdu wojsk sojuszniczych. Dlatego trudno z góry odmówić racjonalności nowym regułom – podkreśla Tomasz Siemoniak. – Z drugiej strony, trudno nie wyrazić obawy, czy nie chodzi w gruncie rzeczy o to, by z budżetu resortu obrony załatać jakieś dziury w budżecie ministerstwa infrastruktury. Budowanie dróg nie jest rolą ministra obrony. Od tego jest ministerstwo infrastruktury, właściwie spółki, samorządy. I instrumenty takie, jak Fundusz Drogowy, które służą do budowy i remontowania dróg – dodaje.

– Jestem w stanie wyobrazić sobie ministra Macierewicza, jak jeździ po zaprzyjaźnionych gminach, rozdaje pieniądze na drogi i określa, że mają one strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa państwa – ironizuje poprzednik obecnego ministra obrony. Tym bardziej, że kryteria umieszczenia obiektu na liście są uznaniowe, trudne do zweryfikowania. – Schetynówki to był konkurs propozycji, punkty za współpracę samorządów. Rozstrzygali wojewodowie, nie było protestów, bo to była prosta i przejrzysta procedura – komentuje Siemoniak. – Natomiast w tym przypadku... Cóż, strategiczne znaczy tajne. Tylko minister wie, dlaczego taka droga trafia na listę – dorzuca.

Nasi rozmówcy nie ukrywają zresztą, że gminy – zwłaszcza te niewielkie, położone na uboczu, w pobliżu obiektów wojskowych – nie mają lekkiego życia. – Mieszkańcy mogą doceniać sąsiedztwo jednostki wojskowej czy poligonu. Czasem mają z tego korzyści, od podatków z nieruchomości dla gminy po zakupy, jakie wojsko może zrobić w lokalnym sklepie. Bywa, że to nie są małe kwoty. Ale znam też gminy przy poligonach, np. w województwie zachodniopomorskim. One są po prostu mało zamożne, mają wystarczająco wiele problemów z innymi drogami, nie tylko tą, która prowadzi na poligon – mówi Tomasz Siemoniak. – W wypadkach, kiedy byłoby to rzeczywiście bardzo uzasadnione, byłbym w stanie wyobrazić sobie jakieś wsparcie resortu. Przy czym, nawet niewinna dróżka bywa szalenie kosztowna. Budowa, remont, modernizacja to mogą być dziesiątki milionów złotych – pieniądze potrzebne na mnóstwo innych potrzeb MON – kwituje.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
WojskoDrogi
Skomentuj