Projekty poznańskich architektów zwalają z nóg. Wymyślili nie tylko najpiękniejsze biuro na świecie

Inspiracją dla projektu nagrodzonego w konkursie Finest Interior Award była architektura Wrocławia.
Inspiracją dla projektu nagrodzonego w konkursie Finest Interior Award była architektura Wrocławia. materiały prasowe
„Chcielibyśmy mieć najlepsze biuro na świecie”, jakoś tak napisał nam w e-mailu klient. Tą nagrodą udało nam się potwierdzić, że zlecenie zostało zrealizowane – śmieje się w rozmowie z INN:Poland Paweł Garus, współtwórca studia architektonicznego mode:lina™. Ich projekt wrocławskich biur firmy Opera Software zdobył właśnie prestiżową nagrodę Finest Interior Award 2016 w kategorii Best Office Interior. I nie jest to pierwsza nagroda dla młodych poznańskich architektów. Trudno się zresztą dziwić.

Paweł Garus i Jerzy Woźniak poznali się podczas studiów na poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych, na profilu współtworzonym przez Politechnikę Poznańską – dzięki czemu mogą się pochwalić standardowym tytułem inżyniera. Najpierw razem startowali w konkursach architektonicznych, ale przyszłą współpracę przypieczętowała dopiero wspólna przygoda z holenderskim biurem 123DV – 10-osobową niewielką, ale prężną firmą, realizującą projekty od Hiszpanii po Iran i chętnie zatrudniającą młodych architektów z Polski.



– Najpierw pojechał tam Jurek, a po jakimś miesiącu dołączyłem do niego. Wzięliśmy urlop dziekański i pracowaliśmy tam przez ponad rok – wspomina Garus, podkreślając, że Holandia to jeden z najlepszych krajów, jeżeli chodzi o pracownie architektoniczne. – W sumie bardzo dobrze nam się tam pracowało, ale nadal braliśmy udział w konkursach. Mniej więcej w tym czasie powstał pierwszy projekt sygnowany brandem mode:lina™. W końcu, gdzieś na czwartym czy piątym roku studiów, uznaliśmy, że na tyle udało nam się rozwinąć warsztat, iż możemy pomyśleć o własnej pracowni – dodaje.
Pracownia mode:lina™ powstała koło 2009 roku. – Na początku rozpoczynaliśmy jeszcze od paru konkursów i niewielkich zleceń: musieliśmy łączyć szkołę z projektowaniem. Końcowy okres studiów był zresztą idealnym momentem na taki start. Nie musieliśmy jeszcze utrzymywać rodzin, a nawet siebie, bo w końcu studiowaliśmy i mieszkaliśmy w rodzinnym mieście – podkreśla współzałożyciel studia. – Na koniec studiów, już po obronie, okazało się, że pracownia daje nam możliwość utrzymania się, a na dodatek robimy to, co nam się podoba. Przy okazji, będąc samemu sobie sterem i okrętem, człowiek uczy się szybciej niż pracując dla kogoś. Musi brać odpowiedzialność za wszystkie błędy i pomyłki – kwituje.
Wrocław w miniaturze
Pierwszy klient studia mode:lina™ pojawił się w najmniej spodziewany sposób. – Wkrótce po powrocie z Holandii pojechałem na zorganizowany wyjazd narciarski – opowiada Paweł Garus. – Organizatorem był taki fajny człowiek: pasjonat sportu, od nart i snowboardingu po surfing. Pewnego wieczora zabrałem ze sobą dotychczasowe portfolio, z realizowanymi w Holandii projektami włącznie. Usiedliśmy, coś mu pokazywałem, coś tam wypiliśmy. Po powrocie, po jakichś dwóch tygodniach dzwoni ten organizator i mówi: „słuchaj, chcę przerobić właśnie mieszkanie; pamiętam, że pokazywałeś mi na tym wyjeździe różne projekty. Były super, fantastyczne, ale kompletnie nie pamiętam, co tam było” – mówi.

– Tak zrobiliśmy nasz pierwszy projekt: mieszkanie dla surfera – kwituje architekt. To było pierwsze poważne zlecenie: aranżacja 60 metrów kwadratowych, „od A do Z”. I jak na sześć lat działalności studia mode:lina™ był to zaledwie maleńki pierwszy kroczek – dziś portfolio firmy obejmuje 220 projektów. – Część z nich to koncepcje, część – projekty sieciowe, czyli np. projektując sklep dla sieciówki, przygotowaliśmy siedem osobnych projektów dla rozmaitych punktów. Do tego dochodzą też projekty przygotowywane na konkursy – wylicza Paweł Garus.
A wśród nich jest ten dla Opera Software. – „Chcielibyśmy mieć najlepsze biuro na świecie”, mniej więcej tak napisali w pierwszym mailu, jaki od nich dostaliśmy – przypomina sobie współzałożyciel studia. Norweski zleceniodawca to ta sama firma, która stworzyła używaną przez 55 milionów osób na całym świecie przeglądarkę Opera. Choć nie jest to najpopularniejsza przeglądarka na świecie, to jednak firma działa prężnie, a wrocławskie biuro to jeden z najważniejszych ośrodków firmy (w sumie Opera Software ma 11 biur na całym świecie) – tu jest jedyne w naszym regionie Europy centrum badawczo-rozwojowe firmy. Pracuje tu co najmniej dwieście osób, na 747 zatrudnionych w firmie ogółem.

– Mieliśmy dużą dowolność co do tego, jak będzie kreowane wnętrze. Nie chcieliśmy się odwoływać do norweskich korzeni firmy, ani nie chcieliśmy tworzyć tego, co spopularyzowały siedziby Microsoftu czy Google: jakichś placów zabaw, piłek czy zjeżdżalni. Wytyczna była jedna: klient chciał mieć biuro, mające lokalny charakter, bardzo mocno związane z Wrocławiem – podsumowuje Garus.

Koncepcja, jaką stworzyli na potrzeby projektu, brzmiała dosyć prosto: poznaniakom Wrocław kojarzy się z „miastem stu mostów”. – Wiele bardzo fajnych, takich industrialnych wzorców. Stąd pomysł na część reprezentacyjną, gdzie pojawiają się dzielące przestrzeń elementy metalowe. Na posadzce mamy beton z płytkami, który przypomina płynącą rzekę, okalającą wyspy. Do tego utrzymanie całości w klimacie loftu, uzupełnionym o elementy drewniane. Poza tym aneksy kuchenne nawiązujące do znanych lokalizacji w mieście: nie bezpośrednio lecz materiałami i wykończeniem, od dworca po znaną halę targową – opisuje współtwórca koncepcji. – I wreszcie serce: to, czym zajmuje się firma, programowanie i komputery. Te motywy pojawiają się na salach konferencyjnych, wnętrza nawiązują do procesorów, płyt głównych, ciągów zero-jedynkowych, wentylatorów we wnętrzu komputera. Ten pierwiastek opowiada o tym, co robi firma – dodaje.
Stragan z Jabłkami
Finest Interior Award jest więc dla firmy raczej podsumowaniem dotychczasowej kariery niż pierwszym wypłynięciem na szerokie wody. Garus przyznaje, że twórcy studia mode:lina™ raczej większych zmartwień finansowych nie mają, choć dokładnych stawek nie zdradzi. – Różnie, zależy od zlecenia i skali przedsięwzięcia – odpowiada wymijająco. – Najprostsza stawka jest liczona od metra, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę, że jedno zlecenie to biuro o powierzchni 5 tysięcy m kw., a inne to 30-metrowe stoisko na targi, z dopieszczonymi szczegółami, jakie trzeba zmieścić na niewielkiej powierzchni, stawki mogą się zaczynać od 50 złotych, a kończyć na pięciuset, albo i tysiącu – szacuje. W dużych przestrzeniach niektóre rozwiązania można multiplikować, a w małych trzeba o każdym kącie myśleć indywidualnie.

– Jeżeli wiemy, że klient jest fajny i oczekuje efektu końcowego, który będzie robić wrażenie, oraz nie boi się nietypowych rozwiązań, jesteśmy w stanie wyjść mu naprzeciw. Tak, żeby budżet mu się spiął i było go stać na projekt – mówi nam Garus. – Jeżeli wiemy, że końcowy efekt będzie super i wyjdzie coś fajnego, jesteśmy bardzo elastyczni. Projektowanie wciąż jest dla nas zabawą, więc zależy nam na ciekawych projektach. I potrafimy dopasować się do rynku – podkreśla.

Takie są wcześniejsze realizacje: wypracowane w rozmowach z klientami, indywidualnymi i biznesowymi. mode:lina™ ma na swoim koncie koncepcje wnętrz biurowych, sklepowych, showroomów, czy prywatnych mieszkań. – Z każdym dużo, bardzo dużo rozmawiamy – zastrzegają szefowie studia. Kluczowe znaczenie mają funkcje, jakie aranżowane przestrzenie mają pełnić – nawet w mieszkaniu: jeden klient będzie zapalonym sportowcem, inny – melomanem. Tym bardziej ważne są wytyczne firm: z czym firma ma się kojarzyć, jakie cele są przypisane projektowanym wnętrzom i jaka jest ogólna tożsamość marki. Do tego dochodzą wytyczne stylistyczne – kolory, materiały, specyficzne rozwiązania. Wreszcie liczy się nazwa firmy, jej logotyp, rozmaite elementy związane z brandingiem.
Tak było choćby w przypadku sklepu Jabłka Adama. W tym przypadku branding przygotował zespół Minima Advertising People™, co przy ścisłej współpracy w zakresie projektu wnętrza dało znakomity rezultat końcowy. Właściciel sklepu sprzedaje, skupuje i serwisuje używany sprzęt marki Apple, a ponieważ ma na imię Adam – stąd koncepcja Minima Advertising People™, by firma nazywała się Jabłka Adama. - Samo wnętrze jest inspirowane targowiskiem z owocami: na ścianach pojawiają się tapety z torebek, w jakich kiedyś sprzedawało się owoce. Miejsce wystawienia komputerów to drewniany stragan, akcesoria pojawiają się w skrzynkach itd. – mówi Garus.

Jabłka Adama przyniosły studiu jeszcze jedną nagrodę, zdobytą w 2015 r. Euroshop Retail Design Awards 2015 – za... najlepszy sklep na świecie. – Dostosowujemy projekt do tego, czego oczekuje od nas klient. I dobrze nam z tym: cieszy nas, że te projekty są z różnych parafii. Są oczywiście biura, które robią dobre i fajne rzeczy, jakiś superminimalizm, albo we wszystkich kolorach tęczy. Ale robią wiele projektów, które są do siebie podobne. Wydaje mi się, że po dziesięciu czy piętnastu latach takie projektowanie może się znudzić. A my szukamy sposobu na dostosowanie się do klienta, zrozumienie jego potrzeb, podkręcenie jego brandu. To dla nas o wiele ciekawsze – kwituje.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...