To prawdziwy fenomen w świecie artystów. Gra z ilustracjami Polaka sprzedaje się jak świeże bułeczki

Jakub Różalski na swojej autorskiej wystawie.
Jakub Różalski na swojej autorskiej wystawie. Facebook/Jakub Różalski
Zagraniczni i krajowi recenzenci rozpływają się nad Scythe – planszową grą, której akcja osadzona jest w alternatywnym świecie. Chwaląc mechaniki, podkreślają jednak niesamowitą oprawę graficzną. Jej autorem jest polski artysta – Jakub Różalski. Wykreowane przez niego uniwersum 1920+ podbiło serca internautów swoją sugestywną wizją przeszłości. Docenili koncepcję do tego stopnia, że planszówka sprzedała się w nakładzie kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy, a kolejne dodruki są już w drodze. Różalski nie osiada jednak na laurach. Następne w kolejce są gra komputerowa i film science-fiction.

Każdy z nas kojarzy prace Józefa Chełmońskiego. „Babie lato”, „Bociany” czy „Czwórka” oddawały nastrój i klimat polskiej wsi przełomu XIX i XX wieku. Teraz wyobraźmy sobie, że za orzącymi pole chłopami majaczy w tle wielka machina wojenna. Albo obraz babiny niosącej chrust, która osłaniana jest przez oddział husarzy, wspieranych przez wielkiego mecha bojowego. Wizje Różalskiego to właśnie alternatywna historia świata po I wojnie światowej. Początkowo egzystowała w internecie jako ciekawostka artystyczna.
Tematem zainteresował się jednak Jamey Stegmaier – amerykański twórca gier planszowych. Natknął się na prace Różalskiego w serwisie dla graczy Kotaku. Jak wspomina grafik w wywiadzie, od tego momentu rozpoczęły się "miesiące ciężkiej pracy i nieprzespane noce".
W 2015 roku wystartowała na serwisie Kickstarter zbiórka na wyprodukowanie Scythe – gry ekonomicznej osadzonej w stworzonym przez Polaka świecie. Cel – 33 tysiące dolarów (około 150 tysięcy złotych). Kwota niewielka, poza tym nie od dziś wiadomo, że twórcy planszówek traktują crowdfunding jako papierek lakmusowy dla ewentualnej popularności pomysłu. W przypadku Scythe gracze zagłosowali na tak – zebrano bowiem ponad 1 800 000 dolarów (ponad 7 milionów złotych). Sygnał był oczywisty.


Michał Ozon, prezes firmy Phalanx, polskiego wydawcy Scythe, podkreśla, że gra odniosły światowy sukces – tylko w pierwszy nakładzie rozeszła się w 26 tysiącach egzemplarzy. – Już teraz gracze ustawiają się w kolejce po trzeci dodruk tytułu – mówi w rozmowie z INN:Poland.

– Scythe przyjął się bardzo dobrze w USA, bo pokazuje mocną historię, a tamtejsi gracze szukają przede wszystkim takich wrażeń. Co istotne, uniwersum Różalskiego nie skupia się na działaniach wojennych, tylko na zmęczeniu społeczeństwa i próbach powrotu do normalnego życia. Aspekt ekonomiczny oraz popularność wśród ludu to właśnie podstawa tej gry – dodaje.
W przeciwieństwie do innych tytułów, wygranie partii w Scythe jest w znacznej mierze zależne od tego, jak jesteśmy postrzegani przez maluczkich. Agresywna ekspansja i zmuszanie do emigracji z danego terytorium może okazać się gwoździem do trumny – w ostatecznym rozrachunku bowiem zwycięstwo jest zależne od tego, czy zapewnimy poddanym spokój, czy dalej będziemy ich nękać. Podobnie jak w cyfrowym „This War of Mine” polskiego 11 Bit Studios, pokazanie konfliktu z innej perspektywy okazało się przepisem na sukces. W rankingu portalu Game Board Geek gra już zajmuje szóste miejsce w rankingu najpopularniejszych gier.
Marcin Krupiński, recenzent gier planszowych, znadplanszy.pl

Grafiki robią bardzo duże wrażenie w Scythe. Z dużą ciekawością śledzę rozwój samego uniwersum. Moim zdaniem ma szansę na zdobycie jeszcze większej popularności, bo grafiki Różalskiego są po prostu wyjątkowe. Także sama historia uniwersum jest intrygująca i świeża. W końcu nie często pokazuje się świat, gdzie ludzie po prostu chcą spokojnie żyć i mają dość wojny. To bardzo świeże spojrzenie.

Ozon dodaje, że jak na polskie warunki, gra również sprzedała się bardzo dobrze – pierwszy nakład (tysiąc egzemplarzy) rozszedł się w całości, na wiosnę natomiast ukaże się dodruk oraz rozszerzenie, dodające nowe frakcje oraz karty.

To jednak nie zaspokaja ambicji samego Różalskiego. W rozmowie z INN:Poland zdradza, gdzie jeszcze pojawi się jego uniwersum.
Polania Recon Mech Animation & Sound Test

As part of our "behind-the-scenes" coverage for Iron Harvest we show you guys things we normally wouldn't show (yet). This is the very first animation & sound test for the Polania recon mech. What do you think?

Opublikowany przez Iron Harvest na 17 listopad 2016
Po spektakularnym sukcesie gry, dostałem masę propozycji, od najróżniejszych firm, głównie z branży gier i multimediów – opowiada. – Nie mam konkretnych planów, na jakie platformy chciałbym przenieść uniwersum 1920+. Obecnie, wraz z niemiecką firmą King Art Studio, pracuję nad grą komputerową osadzoną w moim świecie. Sam jestem graczem, także nie ukrywam, że tego typu produkcja była moim marzeniem – dodaje.
Mirosław Gucwa, recenzent, znadplanszy.pl

„Scythe” na pewno będzie zapamiętana i to nie tylko z powodu bajecznych grafik, ale również i za samą mechanikę i ciekawe rozwiązania, które nie pozwalają się przy niej nudzić i są źródłem przemyśleń po zakończonej właśnie rozgrywce(...) Czytaj więcej

Iron Harvest, bo taki tytuł będzie nosić produkcja, będzie strategią czasu rzeczywistego. Mechanika ma być zbliżona do takich tytułów jak Company of Heroes czy osadzony w futurystycznym świecie Warhammer 40 000 Dawn of War 2. Dlaczego akurat gatunek strategii?

– Oczywiście marzy mi się pełnokrwisty RPG [gra fabularna – przyp. red.] osadzony w świecie 1920+, w stylu Skyrim czy Wiedźmina. Jednak taka produkcja to znacznie większe, wielomilionowe budżety. Myślę, że solidny RTS [gra strategiczna – przyp. red.] będzie na początek najlepszym rozwiązaniem, a potem, jeśli gra odniesie sukces, to kto wie. Być może będziemy mogli przemierzyć ten świat, poznać jego historią i bohaterów w klimatycznej grze FPP – głośno myśli.
W sieci już pojawiły się pierwsze modele jednostek, grafiki i teasery. Wydanie gry planowane jest na 2018 rok – jak na cyfrową produkcję nie jest to dużo czasu, jednak dostępne materiały pokazują, że prace idą w dobrym kierunku. Różalski nie zamierza jednak działać tylko na obszarze interaktywnego medium. Zdradza nam również, że pozostaje w kontakcie z producentem filmowym z USA. Chociaż nie może zdradzać szczegółów podkreśla, że istnieje szansa na wysokobudżetową produkcję w świecie 1920+. – Proszę trzymać kciuki – konkluduje.

Pozostaje zatem ostatnie, fundamentalne pytanie: czy da się wyżyć z bycia artystą? – Pracuję dla siebie i nad swoim własnymi, autorskimi projektami. Nie mam "klientów" tylko partnerów biznesowych. Wszystkie projekty, nad którymi pracuję, są oparte na licencji i mam do nich pełne prawa. Tak więc pracuję jedynie dla siebie. Z samej sprzedaży reprodukcji i druków mógłbym godnie żyć – mówi krótko Różalski.

Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...