Totolotek, Forex, czyli jak Polacy zabezpieczają się na gorsze czasy

Z krzywdą dla swoich finansów dopuszczamy się takich błędów jak nieczytanie umowy przed jej podpisaniem
Z krzywdą dla swoich finansów dopuszczamy się takich błędów jak nieczytanie umowy przed jej podpisaniem Max Pixel
Gdy chodzi o pieniądze, Polska jest krajem paradoksów. Z jednej strony nie ufamy nikomu i czasem trzymamy oszczędności życia w skarpecie, z drugiej – dajemy się nabrać na obietnice gruszek na wierzbie, bo wizja szybkiego i ponadprzeciętnego zysku wyłącza w nas zdolność logicznego myślenia.

To dlatego, choć w portfelu mamy coraz więcej pieniędzy, wciąż nie czujemy finansowej stabilizacji. Z niepokojem patrzymy w przyszłość, przekonani, że utrata źródła zarobku będzie oznaczała perspektywę życia „na kredyt” albo utrzymania się z oszczędności. Tych najczęściej nie mamy wcale albo nie są na tyle duże, by zagwarantowały nam spokój w tzw. okresie przejściowym.


Choć zarządcy domowego majątku z nas marni, nie przeszkadza nam to oceniać się pod tym względem ponadprzeciętnie. Odpowiada za to tzw. efekt Krugera-Dunninga – im mniej orientujemy się w jakieś dziedzinie, tym bardziej przeceniamy swoje umiejętności. Mimo to, według danych GUS 1/3 gospodarstw domowych źle ocenia stan swoich finansów, a ponad 40 proc. nie ma możliwości pokrycia niespodziewanych wydatków z własnej kieszeni.

Nie dziwi zatem fakt, że największym marzeniem Polaków pozostaje poczucie finansowej stabilizacji. W sondażu przeprowadzonym przez Deutsche Bank, na pytanie o marzenia w sferze materialnej, prawie 40 proc. ankietowanych odpowiedziało: „nie zastanawiać się, czy wystarczy mi pieniędzy na niezbędne wydatki”. Prof. Małgorzata Bombol ze Szkoły Głównej Handlowej, ekspert Deutsche Bank, analizując wyniki badań marzeń Polaków, wskazuje na ich „trójpodział”.
Prof. Małgorzata Bombol
Kolegium Zarządzania i Finansów Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie

• Pierwsza grupa to osoby dążące do budowania solidnych podstaw swojego majątku. Akceptują one odroczenie gratyfikacji na przyszłość, rezygnując z ulotnej przyjemności konsumpcji, ponieważ nie mają problemów z zaspokajaniem bieżących potrzeb.

• Druga grupa Polaków także posiada aspiracje konsumpcyjne, lecz niewystarczający poziom dochodów sprawia, że posiłkuje się finansowaniem zewnętrznym. Stąd dla nich marzenia o niepłaceniu rat za samochód czy mieszkanie są jak najbardziej oczywiste.

• Ostatnia grupa pragnie, by finanse nie spędzały im snu z powiek. Tak zdefiniowane marzenie wskazuje na deficyt poczucia bezpieczeństwa i raczej krótkookresową orientację w gospodarowaniu budżetem.

Problem w tym, że tych pragnień i celów nie potrafimy zręcznie przekuć w rzeczywistość. Inwestując, chcemy bogacić się szybko – najlepiej od razu. Jednak w ocenie finansowego ryzyka przypominamy sympatyczne lemingi, które pakują się w paszczę lwa. Teoretycznie nie wierzymy w reklamy w stylu „będziesz piękny i bogaty”, ale w praktyce często połykamy haczyk, inwestując ciężko zarobione pieniądze w złudne „patenty na bogactwo”. W najlepszym wypadku kończy się to utratą oszczędności, w najgorszym – gigantycznymi długami i częstymi wizytami komornika.

Finansowy analfabetyzm
Do zguby najczęściej prowadzi nas żądza ponadprzeciętnego zysku. Mając przed oczami wizję wielu dodatkowych zer na koncie, tracimy zdrowy rozsądek i lokujemy pieniądze w najbardziej ryzykowne przedsięwzięcia. To myślenie: „jak zostać milionerem w jeden dzień” powoduje, że lekką ręką wydajemy kilka „stówek” na grę w totolotka. I choć prawdopodobieństwo trafienia szóstki to 1:16 000 000, ponad połowa Polaków – bez względu na wykształcenie, zawód i płeć – gra w „totka”. Tłumaczymy się przed sobą, że przecież ktoś musi wygrać kumulację, razem z losem kupując marzenia o spokojnej przyszłości.

Podobne motywacje kierowały nas prosto do drzwi Amber Gold, parabanku będącego „bohaterem” głośnej afery finansowej w Polsce. Jego klienci – ludzie z pełnego przekroju społeczeństwa – skuszeni obietnicą wysokich stóp zwrotu, łącznie „utopili” tam aż 850 mln złotych.

Wiara w „maszynkę do zarabiania pieniędzy” tłumaczy również popularność Forexu, międzynarodowego rynku wymiany walut. Chociaż eksperci biją na alarm, że przez tego typu platformy Kowalski prędzej straci swój skromniutki majątek niż zarobi, Forex wciąż przyciąga „łowców okazji”. To najczęściej niezorientowani inwestorzy, którzy na handlu walutami tracą spore kwoty, po części z własnej niewiedzy, a częściowo przez sprytnych pośredników.

Nieodwzajemniona sympatia
Jednocześnie w lokowaniu środków w bardziej pewne inwestycje przeszkadza nam… konserwatyzm. – Bez wątpienia to, co powszechne w Polsce, to sympatia dla produktów finansowych, które przede wszystkim chronią pieniądze, a dopiero w drugiej kolejności pozwalają je pomnażać – komentuje prof. M. Bombol z SGH.

Jak wynika z sondażu Deutsche Bank, lokaty wciąż uchodzą za jedne z najbardziej zyskownych inwestycji. Nawet pomimo rosnącej inflacji, która sprawia, że zbyt wolno pomnażany kapitał, traci dodatkowo swoją faktyczną wartość. Tymczasem istnieją produkty finansowe, które mogą przynieść satysfakcjonujące zwroty. Trzeba jednak liczyć się z tym, że ich efektywność możliwa jest przede wszystkim w długim terminie i przy odpowiednim poziomie dywersyfikacji. Do takich narzędzi zaliczają się m.in. fundusze inwestycyjne.

– Poza „łowcami okazji” wśród Polaków jest też niemała grupa, która odznacza się tzw. „roztropnością finansową”. To świadomi budowniczowie własnego majątku, rozumiejący, że ryzykowna droga na skróty do niczego nie prowadzi. Wiedzą, że nie ma możliwości przeskoczenia na kolejny „level” bogacenia się bez samoograniczania, oszczędności i odraczania gratyfikacji na przyszłość – tłumaczy prof. Bombol.
Pomocna dłoń dla inwestora
Od czego zatem zacząć swoją przygodę z funduszami? – Inwestowanie w fundusze dobrze zacząć od niewielkich kwot, nawet od 100 zł miesięcznie. Dlatego mogą być dogodnym rozwiązaniem dla osób, dla których trudność stanowi odłożenie większej kwoty jednorazowo. Warto zmobilizować się do systematycznych zakupów jednostek funduszy inwestycyjnych, dzięki czemu uśredniamy cenę i możemy uniknąć jednorazowego zakupu na „górce” – radzi Monika Szlosek, dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej w Deutsche Bank Polska.

Przedstawicielka banku dodaje, że tego typu produkty inwestycyjne mogą być dobrym sposobem pomnażania kapitału w długim terminie, minimum kilku, a najlepiej kilkunastu lat. Dlatego należy traktować je jako inwestycję o odległym horyzoncie, raczej z myślą o emeryturze niż na oszczędzanie na zakup nowego samochodu. Zdaniem ekspertki, inwestując w fundusze, trzeba pamiętać o jednej regule – budowaniu portfela inwestycyjnego z różnych kategorii funduszy, które rozproszą ryzyko straty i będą odpowiednie dla naszego stylu inwestowania.

W gęstym labiryncie funduszy inwestycyjnych może pomóc m.in. nagrodzona w konkursie „Techno Biznes 2016” bezpłatna platforma db Navi. To przejrzysta i bazująca na graficznych wykresach wyszukiwarka-porównywarka ponad 700 funduszy 19 TFI dostępnych w ofercie Deutsche Bank. Narzędzie jest intuicyjne, proste w obsłudze i adresowane zarówno do tych, którzy stawiają pierwsze kroki w inwestowaniu, jak i bardziej zaawansowanych inwestorów.
Użytkownik db Navi w kilku prostych krokach i bez wychodzenia z domu może zbudować swój portfel inwestycyjny. Jeśli nie ma zbyt wielkiego doświadczenia w tej materii, wybiera jeden z pięciu preferowanych stylów inwestowania i typuje odpowiednie fundusze. Z oceną ryzyka nawet laik nie będzie miał problemu, bo system sprawdzi, czy mieszczą się one w ustalonym zakresie. Na koniec należy określić kwotę inwestycji, a db Navi podpowie, jak proporcjonalnie podzielić ją pomiędzy fundusze. Zakupu możemy dokonać online lub z drukiem podsumowania w ręku udać się do najbliższego oddziału Deutsche Bank i omówić swoje oczekiwania inwestycyjne z doradcą.

Jak podkreślają twórcy db Navi, to rozwiązanie powinno przekonać Polaków, że nie należy obawiać się różnorodnych narzędzi inwestycyjnych. Szczególnie, że w niestabilnych czasach w lokowaniu oszczędności i inwestowaniu warto korzystać z różnych rozwiązań, bo nigdy nie wiadomo, które okaże się najkorzystniejsze.

Artykuł powstał dzięki współpracy z Deutsche Bank Polska.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...