„Gotowana drugi raz woda robi się trująca”. Autor naukowego bloga napisał, co myśli o tej tezie

Częste mycie skraca życie, można by powiedzieć, gdyby nie chodziło o wodę do picia.
Częste mycie skraca życie, można by powiedzieć, gdyby nie chodziło o wodę do picia. Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
Gotowanie wody w czajniku po raz drugi prowadzi do uwolnienia się niebezpiecznych substancji chemicznych - głosił jeden z popularnych tekstów w polskich portalach. Teraz teorię tę próbuje rozbroić Łukasz Sakowski, autor popularnonaukowego bloga „To tylko teoria”. Według niego, tezy zawarte w udostępnianym na potęgę tekście o ryzyku powtórnego gotowania wody, to kompletne bzdury.

„Będę gotować wodę ponownie i wlewać ją do rur, aż zlikwiduję was wszystkich” – odpowiadał ponurym żartem na pierwszą z publikacji jeden z internautów. Cóż, wygląda na to, że jego wysiłki będą bezskuteczne.

Sakowski w swoim artykule – którego współautorem ma być doktor chemii Michał Szpak, opisywany przez blogera jako „specjalista od chemii środowiskowej i analitycznej oraz analizy instrumentalnej” – zaczyna jednak od podważenia autorytetu autorki polskiego artykułu, jak i badaczki (czy – według „To tylko teoria” - pseudobadaczki) Julie Harrison. Pierwsza, jak podkreśla Sakowski, jest absolwentką filologii polskiej i pedagogiki wczesnoszkolnej, co nie pomogło jej w pisaniu artykułu – mówiąc delikatnie.

Gorzej z drugą. Harrison jest promotorką zdrowego stylu życia, naturalnego leczenia, a w sporej mierze również medycyny alternatywnej. Prowadzi na Wyspach organizację i serwis Improve Your Health. To najprawdopodobniej u niej pojawiły się po raz pierwszy informacje o szkodliwości gotowania wody – i to już pod koniec 2015 roku. Podchwycił je wówczas największy brytyjski brukowiec, „The Sun” - ale cała reszta brytyjskich mediów zbyła rewelacje pseudobadaczki milczeniem.

Harrison – z jakiegoś powodu nazywana przez niektóre osoby, promujące jej tezy, badaczką – twierdzi, że ponowne gotowanie wody sprawia, iż „część zawartych w wodzie soli mineralnych przestaje się rozpuszczać”, przyczyniając się do kamicy nerkowej; dodatkowo, uwalniają się „azotany, flourki i arsen”, określane jako metale ciężkie i groźne dla zdrowia. Dotyczy to zwłaszcza arsenu wpływającego na zaburzenia płodności, choroby serca, kłopoty ze strony układu nerwowego.

Zacznijmy od tego, że to wszystko prawda – arsen zdrowy nie jest. Tylko w wodzie występuje rzadko, a gdyby nawet, to opisywany przez Harrison proces zamiany w formy nierozpuszczalny miałby wręcz ozdrowieńczy wpływ: takie „grudki” arsenu opadałyby na dno czajnika, zmniejszając ryzyko, że zaprawimy sobie tym arsenem herbatę czy kawę. A nawet jeśli – jak twierdzi Sakowski – to formy nierozpuszczalne nie byłyby wchłaniane w jelitach tak, jak inna forma skupienia arsenu.

Sakowski zbija też inne argumenty z tak popularnego wcześniej tekstu. Azotany? W wodzie występuje ich bardzo mało, parowanie gotowanej wody też nie sprawia, żeby „gęstniały” w tym, co pozostaje w czajniku. W gotowanej wodzie powstaje idealne środowisko dla rozwoju bakterii beztlenowych? Może i tak, gdyby nie fakt, że gotowanie zabija te bakterie.

I tylko w jednym autor „To tylko teoria” zgadza się z autorką tekstu z ABCZdrowie: „już po jednym dniu od zagotowania nie powinniśmy pić wody, która ostygła w otwartym naczyniu. Mogły się w niej rozwinąć kolonie bakterii”. – To prawda. I właśnie dlatego należy ją ponownie zagotować – twierdzi Sakowski.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...