Markiz de Sade polskiego biznesu. Gwałcił, przebił dłoń pracownika długopisem, innemu kazał biegać nago wokół firmy

CBŚ w 2011 r. zatrzymało Marka W., ale biznesmen rychło odzyskał wolność.
CBŚ w 2011 r. zatrzymało Marka W., ale biznesmen rychło odzyskał wolność. Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Gdyby to był film, uznalibyście go za grubo przesadzoną produkcję klasy C. Tyle że to historia z życia wzięta: od sześciu lat biznesmen z Nowej Soli Marek W., właściciel szeregu działek oraz wspólnik w sześciu tamtejszych firmach, wymyka się wymiarowi sprawiedliwości. Lista zarzutów przeciw niemu jest dłuższa niż w przypadkach wielu gangsterów z wieloletnim stażem.

Jak przypomnieli reporterzy nadawanego na antenie TVN programu „Superwizjer” już sześć lat temu funkcjonariuszom Centralnego Biura Śledczego udało się dopaść Marka W., wówczas milionera z majątkiem szacowanym na 40 mln zł, właściciela ferrari i kolekcji egzotycznych zwierząt. Błyskotliwą karierę przerwali wówczas podwładni Marka W.: zeznania 25 pracowników przyczyniły się do postawienia 44 zarzutów takich, jak łamanie praw pracowniczych i znęcanie się nad podwładnymi. Nie byle jakie znęcanie się – jeden z pracowników został zmuszony do biegania nago wokół firmy, inni podpadł pryncypałowi na tyle, że ten przebił mu dłoń długopisem.


Marek W. miał swoje fobie. W firmie nie używano imienia Monika oraz cyfry dwa. Nie wymieniano nazw pobliskich miast – Zielona Góra (mówiono: „miasto obok”) i Poznań („większe miasto”). Z czasem pracownicy dostali zakaz odzywania się do siebie w firmie, kontaktowania się po godzinach, używania prywatnych maili w godzinach pracy. Jeden z pracowników wspominał też, że został zamknięty na weekend w firmie. Kto łamał którąś z zasad, ryzykował awanturę, ataki fizyczne, dźganie długopisami.

Najgorsze spotykało kobiety pracujące dla Marka W. W śledztwie wyodrębniono przypadki dwóch pracownic, które biznesmen prawdopodobnie zmuszał do stosunków seksualnych, szantażując – a to grożąc dziecku jednej z nich, innej zaś kompromitującymi zdjęciami.
Tyle, że Marek W. z wszystkich perypetii – nawet uznawany za winnego – wychodzi bez większego szwanku, m.in. przeciągając postępowania sądowe. - Nazywano go Kobra. Był dość znaczącą osobą, jak gdyby nietykalną w Nowej Soli – powiedział „Superwizjerowi” były dyrektor w firmie Marka W. Według ustaleń reporterów spokój ma zapewniać biznesmenowi jego ojciec, Zdzisław W. wcześniej wieloletni prokurator rejonowy w Nowej Soli.

Za jego sprawą prawdopodobnie Marek W. wykaraskał się jakoś z wypadku samochodowego z 2005 roku – potrącił wówczas na pasach 22-latka, który zmarł wkrótce po incydencie. Mimo symbolicznego uznania winy, sąd uznał skruchę sprawcy (zamówił mszę świętą w intencji zmarłego), a w końcu doszło do zatarcia wyroku. Zdzisław W. najprawdopodobniej torpedował też wcześniejsze próby znalezienia w Nowej Soli prawników, którzy mieliby reprezentować poszkodowanych przez Marka W. pracowników.

Nawet po aresztowaniu przez CBŚ w 2011 r. Marek W. nie stracił paszportu, do 2014 r. zachowywał pozwolenie na broń, a po opuszczeniu aresztu wkrótce po akcji Biura zaczął dostarczając sądom zwolnienia lekarskie. Kłopoty ze zdrowiem nie przeszkodziły obu panom W. kilkakrotnie wyjeżdżać z Polski na safari w Afryce. Z części wątków w śledztwach udało mu się wymknąć, deklarując chęć zadośćuczynienia ofiarom. Wkrótce zaczął się przeprowadzać, tak dobierając lokalizacje, by móc grać poszczególnymi rejonowymi instytucjami sądowniczymi i móc dobierać te, z którymi związany był wcześniej Zdzisław W.

Od kilku lat Marek W. deklaruje, że chce zostać przesłuchany – ale nie stawia się na rozprawach. Winne są awiza sądowe, jakoby niewłaściwie adresowane, według świadków zaś – sprawdzane na poczcie i odbierane wybiórczo. Wreszcie w Koninie przedstawił sądowi dokumenty, które rzekomo świadczą o zadośćuczynieniu ofiarom, co – znowu, według świadków – nie jest prawdą. Tymczasem do wymienionych wcześniej zarzutów doszły nowe – o wyłudzenie czterech milionów złotych unijnych dotacji. Stan zdrowia nie pozwolił biznesmenowi na spotkanie z ekipą „Superwizjera”. Według autorów programu, wkrótce Marek W. znowu jedzie do Afryki.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...