Polski Pilot.co wymyślił nową metodę rekrutacji do globalnych korpo. Dostał się do najlepszej światowej kuźni talentów

Staszek Kolarzowski i Mateusz Drożdżyński z Pilot.co
Staszek Kolarzowski i Mateusz Drożdżyński z Pilot.co Mat. prasowe
Do trzech razy sztuka – gdyby tym mottem kierowali się założyciele Pilot.co, nie byliby teraz w Dolinie Krzemowej. Do najsłynniejszego na świecie akceleratora, Y Combinator, Polacy aplikowali cztery razy i otrzymali odpowiedź odmowną. Ale za piątym w końcu usłyszeli „tak”. Dlaczego? Cóż, zamiast załamywać ręce, dalej rozwijali swoje narzędzie do kojarzenia programistów z firmami. I w końcu doceniono ich w start-upowej kolebce USA.

Staszek Kolarzowski i Mateusz Drożdżyński założyli Pilot.co jeszcze w 2009 roku. Wtedy działał on na zasadzie tradycyjnej agencji pracy, jednak zmieniająca się rola pracowników IT spowodowała, że taki model robił się przestarzały.


– Jeszcze dekadę temu duże firmy i korporacje bazowały na outsourcingu – tłumaczy Drożdzyński w rozmowie z INN:Poland. – Zlecały projekty grupom z Malezji czy Indii, bo to było tanie. Ale teraz to się zmieniło – potrzeba bardziej kreatywnego podejścia, niż tylko wklepywanie kolejnych linijek kodu. Dlatego postanowiliśmy stworzyć nie tyle narzędzie, co platformę do szukania takich talentów – dodaje.

Tak około półtora roku temu nastąpił określany mianem start-upowców pivot w Pilot.co. To oznacza zmianę modelu biznesowego i obranie nowego kierunku przy rozwijaniu działalności. Kolarzowski i Drożdżyński zdecydowali się odsiać start-upy.

– Naszą docelową bazą klientów są firmy z listy Fortune 500 [największe amerykańskie przedsiębiorstwa, odpowiedzialne za 2/3 PKB USA – przyp. red.] – mówi Kolarzowski. – Start-upy są zbyt niepewne w kwestii budowania długoterminowej relacji, bo za, powiedzmy, dwa lata, mogą przestać istnieć. A duże firmy mają stabilną pozycję na rynku, co odpowiada zarówno nam, jak i pracownikom, którzy szukają długoterminowego zatrudnienia – wyjaśnia.
Czym zatem wyróżnia się Pilot na tle innych, podobnych przedsięwzięć? Najlepszym korporacjom chcą oferować najlepszych freelancerów z całego globu. Według filozofii firmy, pula talentów rozkłada się równomiernie na całym świecie, a ich szukanie tylko w najbliższej okolicy ogranicza firmom pole widzenia. Programiści, którzy zarejestrują swój profil na platformie są zatem poddawani ostrej selekcji – nie tylko umiejętności komputerowe się liczą, ale również te, określane jako miękkie.

Kandydaci do pracy są analizowani pod kątem znajomości języka angielskiego, jako podstawowego języka komunikacji. W trakcie rozmowy, przeprowadzonej za pośrednictwem internetu, poznaje się również ich zdolności interpersonalne. Jasność i przejrzystość przekazu ma być wyznacznikiem przejrzystego myślenia, uważają założyciele. To szczególnie istotne w kontekście zatrudniania wolnych strzelców, którzy będą realizować zadania, znajdując się w zupełnie innej części globu.

Chociaż część procesu rekrutacji jest zautomatyzowana przez algorytmy (na przykład przez łączenie firm z freelancerami, którzy posiadają pożądany przez nich zestaw umiejętności), element ludzkiej interakcji jest dalej bardzo istotny. Umiejętności kandydata są bowiem oceniane przez zespół talentów Pilot.co.

Zadanie polskiego start-upu nie kończy się jednak na „opchnięciu” specjalisty do pracy w korporacji. Platforma obsługuje bowiem umowy oraz wypłaty dla programistów, jak również tworzy pole do komunikacji. Obie strony mogą zgłaszać (anonimowo lub nie) komentarze, dotyczące współpracy. Dzięki temu firmy mogą uczyć się, jak lepiej kooperować a programiści mają jasność, co jest od nich wymagane. Znalezieniu pracy przez polski start-up to początek przygody, a nie jej koniec.
Jak podkreślają twórcy, dzięki ich rozwiązaniu specjaliści również mogą zarobić więcej, a pracodawcom obniżyć koszty. W jaki sposób? Zatrudniając ludzi na długoterminowe kontrakty. Sam start-up natomiast będzie zarabiać na prowizjach, które będzie otrzymywać od podpisywanych umów.

Takie podejście okazało się w końcu interesujące dla Y Combinator. W końcu, bo za piątym podejściem Pilot.co trafił do ich programu akceleracyjnego. Twórcy podkreślają, że to właśnie skupienie się na dużych graczach było argumentem, który przeważył nad tym, by akcelerator zagłosował na tak dla ich pomysłu.

Co przed nimi? Na pewno będą chcieli wykorzystać swoją szansę. Teraz Drożdzyński i Kolarzowski będą skupiać się na finansowaniu ich pomysłu w ramach inwestycji funduszy venture capital. Początkowo planowali zostać w Dolinie Krzemowej do kwietnia. Jednak przez dołączenie do Y Combinator „niestety” będą musieli zostać dłużej.

Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...