Nauczyciele mogą całować ich po rękach. Ten polski start-up przygotowuje maturzystów lepiej niż liceum

Spółka „Matura w Głowie” została stworzona przez trzech znajomych z Politechniki Warszawskiej
Spółka „Matura w Głowie” została stworzona przez trzech znajomych z Politechniki Warszawskiej mat. pras.
Spółka „Matura w Głowie” stworzona przez trzech znajomych z Politechniki Warszawskiej ma wyręczyć nauczycieli matematyki w znacznej części ich obowiązków. Polski start-up stworzył bowiem algorytm, który dokładnie testuje wiedzę uczniów i wskazuje, w jakich obszarach muszą się jeszcze doszkolić. Jego członkowie udzielali wcześniej korepetycji z "królowej nauk".

– Początek tej historii jest bardzo prozaiczny. Znajoma poprosiła żebym przed maturą sprawdził, czy jej córka jest gotowa do matury z matematyki. Zauważyłem, że w ciągu godzinnej rozmowy nie jestem w stanie tego zrobić – opowiada INN:Poland Marcin Bondyra, prezes zarządu.

Polak stwierdził, że dużo lepiej z takim zadaniem poradzi sobie automat. Do współpracy zaprosił swojego brata Grzegorza i kolegę z organizacji studenckiej – Jana Bystronia. W ten sposób, w 2015 roku powstał algorytm, dzięki któremu uczniowie mogą sprawdzić swoją wiedzę przed ważnymi egzaminami.

W jaki sposób? Na początku zainteresowany uczeń (bądź rodzic) musi wykupić abonament na dostęp do systemu. Jego cena waha się od 59 zł za miesiąc („cena jednych zajęć z korepetytorem”) do 249 zł za pół roku. I ruszamy.
Użytkownik wybiera zakres badanej wiedzy na przykład: „Funkcja liniowa” i przechodzi do testu. Na ekranie pokazują się pierwsze zadania. Część z nich jest zamkniętych, część otwartych. W tych drugich wpisujemy tylko ostateczny wynik naszych obliczeń. Bondyra przekonuje jednak, że nawet trafiając przypadkiem właściwy wynik, nie uda nam się oszukać algorytmu. Ten zadaje bowiem serię pytań dodatkowych, upewniając się np., czy skorzystaliśmy z właściwego wzoru.
System sprawdza u licealisty konkretne kompetencje, których wymaga od nich podstawa programowa MEN. Został w nim również zawarty algorytm adaptacyjny. Co to znaczy?

Przerabiając dany dział użytkownik zaczyna od zadania o średnim stopniu trudności. W zależności od odpowiedzi jest przesuwany na wyższy lub niższy poziom. Dzięki temu algorytm szybko dociera do granicy jego wiedzy, co daje mu znaczną przewagę nad przeciętnym belfrem.
Nauczyciel ma pod opieką często powyżej 30 osób. Nie jest w stanie poświecić uczniowi tyle czasu, żeby porządnie zweryfikować jego wiedzę. Siłą rzeczy ocenia ich więc hurtowo – podkreśla Bondyra.

I zauważa, że gdyby nauczyciel chciał dokładnie analizować kartkówki każdego ucznia z osobna i dać indywidualne wytyczne do nauki, musiałby poświęcić dziesiątki godzin. – Na co przecież nie ma czasu – dopowiada przedsiębiorca.

„Matma w głowie” działa od lipca ubiegłego roku. Jak na razie portal rozwija się dość spokojnie, żaden z przedsiębiorców nie miał bowiem zamiaru stawiać na szali swojej kariery. Bystroń pracuje jako analityk w banku, Grzegorz Bondyra jest z zawodu informatykiem. Na pełnowymiarowe promowanie produktu zdecydował się więc frontman polskiego start-upu. I ma pierwsze sukcesy. – W tej chwili mamy około 5 tys. użytkowników. Pochodzą głównie z Warszawy, gdzie prowadzimy najbardziej intensywną kampanię marketingową – mówi Bondyra.
Na rozwijaniu platformy dla licealistów nie zamierzają jednak poprzestać. Wiedzą, że przekonanie do korzystania z ich usług rodziców i nauczycieli to dopiero początek drogi, prawdziwe pieniądze czekają na nich w korporacjach.

– To silnik, który powstał można zaadaptować do każdej dziedziny wiedzy, która jest ustrukturyzowana – podkreśla Bondyra. Przedsiębiorca opowiada, że algorytm można szybko dostosować tak, by użyć go np. do sprawdzenia wiedzy specjalistycznej, np. przygotowania teoretycznego pilotów, sprawdzania wiedzy sprzedawców, którzy muszę znać ofertę swojej firmy (np. w branży ubezpieczeniowej lub usługach finansowych) albo urzędników, którzy powinni posiadać wiedzę o prawodawstwie i obowiązujących przepisach. W firmach liczących setki pracowników takie rozwiązanie mogłoby znacznie obniżyć koszty wdrażania nowych procedur.

Na pytanie, czy pojawiły się już jakieś konkretne sygnały zainteresowania Bondyra uśmiecha się jednak tylko zagadkowo. – Pojawiły, ale na obecnym etapie nie mogę powiedzieć nic więcej – ucina.

Napisz do autora: adam.sienko@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...