Zaczynali od zatęchłego biura i nagle... pojawili się obok Morawieckiego i Microsoftu. Wielu pyta: skąd są ci goście?

Wicepremier Morawiecki, CEO Microsoftu Satya Nadella, Partner Zarzadzajacy EY Polska Jacek Kędzior oraz Tomasz Rutkowski i Łukasz Leśniak z Senfino podczas ogłoszenia startu inicjatywy Startberry
Wicepremier Morawiecki, CEO Microsoftu Satya Nadella, Partner Zarzadzajacy EY Polska Jacek Kędzior oraz Tomasz Rutkowski i Łukasz Leśniak z Senfino podczas ogłoszenia startu inicjatywy Startberry Twitter.com/StartberryPL
– Dawno nie miałem tak, że się budzę i mam sto kilkadziesiąt powiadomień na Facebooku. LinkedIn oszalał, maile też, przychodzi sporo zapytań biznesowych. My faktycznie zawsze byliśmy trochę z boku a tu wychodzimy na scenę z Satyą Nadellą i GM-em EY i ogłaszamy wspólny projekt – śmieje się Łukasz Leśniak, drugi (obok Rutkowskiego) współwłaściciel Senfino. Czyli organizatora inicjatywy Startberry, nowej przestrzeni dla start-upów tworzonej wspólnie z Microsoftem.

Do tej pory nie było o nich słychać w mediach. Kiedy Tomasz Rutkowski pojawił się pewnego dnia na scenie obok CEO Microsoftu, wicepremiera Morawieckiego i przedstawiciela EY, wiele osób pytało skąd jest ten gość i co to jest Senfino.



Początek ich firmy jest związany z konkursem Microsoft Imagine Cup. – Tomek Rutkowski, mój wspólnik, postanowił wystartować w tym konkursie, kiedy był jeszcze studentem PJWSTK. Założył zespół, który nazywał się Senfino. Zaprosił mnie, bo uznał, że zespół potrzebuje kogoś, kto umie posługiwać się językiem bardziej marketingowym, spisze teksty, opowie historię i zobaczy czy to, co robią, ma sens. A poznaliśmy się przez moją żonę, Tomek jest jej przyjacielem. Ostatecznie nic nie wygraliśmy, ale został nam zespół, z którego utworzyliśmy firmę – mówi Łukasz Leśniak w rozmowie z INN:Poland.

Dodaje, że firma powstała, po to, by finansować inne ambitne projekty, a obaj nie chcieli finansować się z pieniędzy inwestorów. Ostatecznie skupili się na działalności komercyjnej, choć zapowiadają, że ciągle pracują nad rozwojem dwóch ciekawych projektów. Jakich? Na razie tajemnica.
Senfino istnieje dopiero od 2012 roku. – 19 czerwca podpisaliśmy akt notarialny – mówi z pamięci Łukasz Leśniak.

– Na początku byliśmy ja, Arek i Tomek. Tomek potrafił robić wszystkie rzeczy frontowe, Arek back-endowe a ja miałem notes z telefonami. Każdy zajął się swoimi sprawami. Ja robiłem wszystko, co nie było oprogramowaniem, zajmowałem się fakturami, sprawami kadrowymi, szukaniem i obsługą klientów. Pierwszy klient – to dość zabawne - przyszedł do nas ze Stanów. To był syn znajomych mojego wspólnika. Miał swój startup i robiliśmy dla niego część aplikacji i w zasadzie jest z nami do dziś. Pierwszym klientem z Polski była nie istniejąca już dziś agencja. Po niej pracowaliśmy już zasadzie tylko z klientami własnymi – wspomina Leśniak.

Na rynku istnieje wiele firm, które zajmują się programowaniem. Ale niewielu z nich udaje się w tak krótkim czasie wzbić się na poziom, na jaki dostało się Senfino.

– W 2012 roku mobile był technologią, dzięki której można było wsadzić stopę w drzwi klienta i porozpychać na rynku w poszukiwaniu zleceń. Ale w trakcie naszej pracy zorientowaliśmy się, że jest nam potrzebny grafik, potem inny specjalista i w ten sposób rozbudowaliśmy kolejne działy w firmie. Wiedzieliśmy, że programowanie jest fajne, ale zaczęliśmy zadawać pytania. Na przykład „dlaczego robimy akurat aplikacje mobilne?”. Zaczęło nam zależeć na tym, żeby poznać biznes klienta, zrozumieć o co mu chodzi i po co potrzebuje tak naprawdę tej aplikacji. Doszliśmy do wniosku, że dużą rolą, która leży po naszej stronie jest pracowanie „na kejpiajach klienta” – mówi nam Łukasz Leśniak.

Senfino stworzyło więc nowy model współpracy, organizując warsztaty konsultingowe. Między innymi dzięki temu firma zdobyła nowych, ważnych klientów.

– Najpierw był PizzaPortal, naszym zadaniem było zrobienie ich aplikacji na Windows Phone. Współpraca nam się bardzo dobrze układała, robiliśmy im potem poprawki do innych aplikacji i w końcu obsługujemy kompleksowo wszystkie ich platformy. Z iTaxi współpracowaliśmy przy ich nowej stronie mobilnej – mówi Leśniak.
Od zeszłego roku warsztatami zajmuje się wydzielona z firmy spółka konsultingowa z siedzibą w Nowym Jorku. Co ciekawe jej wspólnikiem jest pierwszy amerykański klient firmy.

Drugim pivotem jaki wykonało Senfino było zajęcie się badaniami użytkowników.

– Po prostu zaczęło nam brakować odpowiedzi na pytanie, czy z tego, co robimy są zadowoleni użytkownicy. Nie klienci, bo było wiadomo, że im się to biznesowo spina. Dlatego na przełomie 2015 i 2016 roku dołączyliśmy do firmy kolejny dział Design research, który zajmuje się badaniami na potrzeby użytkowników. I dzięki temu znowu nam się trochę rozszerzyło grono klientów, bo współpracujemy z Pracuj.pl, Medicover czy BZ WBK. Dla tych firm robiliśmy badania pod kątem potrzeb użytkownika – mówi Łukasz Leśniak.

– Udało nam się rozwinąć firmę, bo zaczęliśmy się najpierw zastanawiać nad tym, czy ludzie nie potrzebują czegoś więcej a potem nad tym, po co te rzeczy robimy. Wiemy, że z samego programowania do końca naszych dni nie wyżyjemy. Kiedyś się śmialiśmy z tego, że Chińczycy nie potrafią robić własnych rzeczy. A dziś choćby Xiaomi jest świetną firmą, światową marką i robi rzeczy na porównywalnym poziomie jak Samsung czy Apple. Tak samo jest z kodowaniem. Na przykład możesz zlecić programowanie teamowi z Indii i oni to zrobią świetnie, ale musisz być świadomy, że musisz z nimi spędzić bardzo dużo czasu jako project manager. Dlatego my rozwinęliśmy dodatkowe działy w firmie – twierdzi.

Dziwne zapachy
Po starcie projektu Startberry w sieci pojawiło się mnóstwo gratulacji dla ekipy Senfino. Najbardziej oryginalnie zrobił to Yuri Drabent, wspominając, że pierwszym w biurze firmy – jednym pokoju na warszawskim Ursynowie – panowała dość specyficzna atmosfera.

Tomka Rutkowskiego i Łukasza Leśniaka poznałem, kiedy parę lat temu pracowali w śmierdzącym pokoiku i jako Senfino...

Opublikowany przez Yuri Drabent na 29 marca 2017
– To były ciekawe czasy! Jak przeczytałem post Yuriego to się uśmiechnąłem. Od tej pory wiele rzeczy się zmieniło, nie ma już tabelek do tabelek do wyjaśniania tabelek, poukładało nam się w głowach, już nie mówimy takim przeintelektualizowanym językiem. Mówiliśmy do niego wielki, okrągłymi zdaniami i pewne rzeczy mogły być dla niego niezrozumiałe, ale ostatecznie projekt wyszedł super. I to jest dla nas najważniejsze, żeby klient był zadowolony i że zrobiliśmy to, co chciał – mówi nam Łukasz Leśniak.

Dziś biuro firmy znajduje się w tym samym budynku przy ul. Wąwozowej, ale kilka pięter wyżej.

Startberry
– Fajny jest moment, kiedy Satya Nadella, CEO Microsoftu mówi, że słyszał o nas wcześniej, że cieszy się, że nas poznał i jest pewien, że Senfino to są goście, z którymi trzeba robić Startberry. To jest bardzo miłe, czujemy się docenieni. Ale z drugiej strony trzeba być skromnym i dalej pracować. Pochwały i blask fleszy są fajne, ale to nie one przynoszą efekty – twierdzi Leśniak.

Startberry to nowa inicjatywa Senfino. Do współpracy udało się im zaprosić m.in. Microsof i EY. Projekt ma na celu pomoc polskim start-upom i otwarcie im drogi do globalnych sukcesów. Oba koncerny obiecały pomoc w sprawach technologicznych oraz m.in. podatkowo-prawnych.

– Zawsze byliśmy w świecie start-upowym, blisko inicjatyw i tego całego systemu. Jako młodej firmie wielu rzeczy nam brakowało. Jak poszliśmy do jednego księgowego i poprosiliśmy go, żeby zajął się dokumentami, bo mamy pierwszego klienta ze Stanów, to nam nie uwierzył. I były problemy na przykład z wystawianiem czy rozliczaniem faktur. Nam naprawdę brakował wielu rzeczy, na przykład konkretnej opieki prawnej, sami musieliśmy się wielu rzeczy uczyć. Kiedy wymyśliliśmy sobie, że z klientem będziemy pracować w systemie time&materials to prawnicy nie wiedzieli jak skonstruować umowę – wspomina Łukasz Leśniak.

– Stwierdziliśmy, że takich firm jest więcej i dobrze byłoby im dać miks porad, konkretnej wiedzy od partnerów i wsparcie technologiczne, żeby mieli łatwiejszy start. Albo żeby ich szybciej wyskalować. Zależy nam na tym, żeby Strartberry było społecznością, która wymienia się wiedzą, doświadczeniem, która sobie pomaga. Microsoft od lat organizuje barcampy, hackathony, EY podobnie. Firmy na każdym etapie rozwoju firmy potrzebują pomocy i wsparcia, gdzie trochę więksi koledzy i trochę większe korporacje im pomagają, jeśli tylko widzą w nich potencjał – dodaje.

Co z tej współpracy będą mieli organizatorzy Startberry?

– Najchętniej odpowiedzialnym, że satysfakcję, bo pieniądze to jest dość wtórna rzecz. Ja nie potrzebuję dużo do życia, chociaż chciałbym sobie kupić lepszy rower. Każdy z partnerów ma jasno wytyczony cel. Chcemy rozwinąć te start-upy i liczymy na to, że o nas nie zapomną. Że będą na przykład korzystali z usług EY czy technologii Microsoftu. My pomagamy z dobyciu finansowania, nie bierzmy żadnych udziałów, ale mamy nadzieję, że będą o nas pamiętać, kiedy na przykład sprzedadzą się jakiejś korporacji – mówi Leśniak.

Napisz do autora: konrad.baginski@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...