Apka modowa z Polski w czołówce aplikacji na wielkich egzotycznych rynkach. "Zawsze myślałem globalnie"

Michał Gąsior
Michał Gąsior Mat. prasowe
– Sorry, zdzwońmy się za pół godziny, bo właśnie jestem w galerii handlowej – mówi mi Michał Gąsior, jeden z twórców aplikacji Qute. Cóż, wiem gdzie jest i nad kupnem czego się zastanawia, bo zdjęcia wrzucił do swojej apki. Moim zdaniem w jaśniejszej bluzie wygląda lepiej, podobnie uważa 59 proc. głosujących użytkowników.

Aplikacja jest w sumie prosta. Chcesz coś kupić, ale nie możesz zdecydować się pomiędzy beżowym swetrem a niebieską marynarką? Nie wiesz czy lepiej ci w różowych leginsach czy małej czarnej? Wrzuć zdjęcie do sieci i zapytaj użytkowników Qute. Głosowanie jest proste, wystarczy jeden ruch palcem.



Qute święci obecnie triumfy i zdobywa coraz lepsze pozycje w rankingach popularności. Co ciekawe – głównie w Ameryce Południowej i Łacińskiej. To zaś nie jest przypadkiem, ale elementem strategii. Chociaż dość eksperymentalnej.

Obecna aplikacja Qute to wersja 2.0. Została wypuszczona na rynek na samym początku 2017 roku. Działają wersje na Andorida, iOSa oraz webowa. Nnajwięcej użytkowników ma ta ostatnia, mimo dość ograniczonych funkcjonalności.
– W tej wersji użytkownicy są tylko biernymi obserwatorami, mogą głosować, ale nie wrzucą swoich zdjęć i nie poproszą o poradę czy ocenę. Ona jest nieco zbliżona do Instagrama, można głosować i komentować – mówi.

– Nasza pierwsza aplikacja zaliczyła niestety falstart. Wymyśliłem ją w 2014 roku, ale finansowałem wszystko własnym sumptem, a niestety tego typu aplikacja to jest studnia bez dna. Ciągle coś się działo, albo trzeba było dodać nową funkcjonalność albo poprawić starą, a to zmieniły się standardy Androida i iOS-a i trzeba było dostosować do tego aplikację. Ona była źle napisana i doszło do tego, że jej nie lubiłem, nie lubili jej też moi wspólnicy. Ciężko nam się było z nią utożsamiać. To wszystko zbiegło się też z moim wyjazdem, przez 2 lata mieszkałem i pracowałem na Bliskim Wschodzie. Nie do końca mogłem zarządzać tym z drugiego końca świata a już szczególnie „pełnoetatowo” – mówi nam Michał Gąsior.

Ale wrócił do Polski, porozmawiał ze wspólnikami i zdecydowali się ponownie „odgrzać” Qute’a. Brakowało im tylko dwóch rzeczy – pieniędzy i czasu. Postanowili rozwiązać ten problem znajdując inwestora oraz zatrudniając prezesa.

– To się wszystko udało, a sam inwestor postawił nam pewnie KPI (kluczowe wskaźniki efektywności) do spełnienia. Jednym z nich była i jest liczba użytkowników aplikacji. Stwierdziliśmy więc, że warto pomyśleć w jaki sposób i gdzie najtaniej będzie zdobyć użytkowników. Tu muszę zaznaczyć, że my nigdy o Qute nie myśleliśmy jako o produkcie krajowym, lecz globalnym. Tak, to jest polski start-up, bo polskie są pieniądze, aplikacja, własność intelektualna. Ale z różnych względów nie chcieliśmy się skupiać tylko na naszym rynku – opowiada Michał Gąsior.

Twórcy Qute skupili się więc na 6 krajach. Były to Indonezja, Wietnam, Filipiny, Turcja, Wenezuela i Kolumbia. Ich metoda zadziałała. – Na trzech z tych rynków wskoczyliśmy do piątki najpopularniejszych aplikacji społecznościowych. Ale z czasem okazało się, że użytkownik użytkownikowi nierówny – mówi Gąsior.

– Kilka lat temu myśleliśmy, że sama Polska może nie być dobrym rynkiem, bo nie wiadomo, czy użytkownicy są na to gotowi. Z kolei dziś nasz rynek jest rozwinięty, ludzie mają po kilkadziesiąt aplikacji na smartfonie i mogą nie widzieć konieczności instalacji kolejnej. Oczywiście wiemy, że nasza apka niesie wartość dodaną, ale zanim kogoś przekonasz, to trzeba sporo wydać na kampanie. A my nie pozyskaliśmy nie wiadomo ile pieniędzy, nie mamy kieszeni bez dna – dodaje.
Mimo, że Qute było dość dobrze opisane, użytkownicy wykorzystywali je na różne sposoby.
– Zrobiliśmy dwa tutoriale i jeden onboarding, żeby było jasne, że jest to aplikacja modowa. Ale okazało się, że mało kogo to interesuje i mało kto takie rzeczy czyta a spora część użytkowników wrzuca co im się żywnie podoba. Porównanie dziecka i wózka dziecięcego. Co mam zjeść – chleb czy bułkę. Wstawałem o 6 rano i przez kilka godzin usuwałem qute’y, które nie były modowe. Uznaliśmy, że to jest nie do końca to, o co nam chodziło. I że wolimy wartościowego usera od taniego – mówi nam Michał Gąsior.

Wrócili więc po polskich użytkowników, dzięki promocjom i influencerom zyskiwali dziennie setki nowych.

– Wiemy już, że taki przykładowy polski użytkownik lepiej rozumie aplikację i to, że jest modowa, że za nim przychodzą inni, bo on to poszeruje, pokaże w szkole czy w pracy. Jest po prostu więcej wart, niż pojedynczy, kupiony niejako, user z dalekiego kraju, który na dodatek używa apki tak jak chce a nie w taki sposób, do którego jest przeznaczona – tłumaczy Gąsior.

Ale przygoda z użytkownikami z dalekich, również w sensie kulturowym, krajów, okazała się cenną lekcją.

– Codziennie stawałem przed wyzwaniem – czy ciągle kasować po kilkadziesiąt postów dziennie, które mody nie dotyczą a na dodatek odstraszają innych? A może zrobić pivot i stwierdzić, że od dziś Qute jest porównywarką do wszystkiego? W efekcie zdecydowaliśmy się mikropivot, który w ciągu miesiąca będzie już zrealizowany. Sednem Qute’a będzie moda, ale dodajemy zakładkę „Other”, do której będzie można dodawać porównania niemodowe. Uznałem, że to będzie złoty środek – opowiada Michał Gąsior.

W nowej zakładce będzie można wrzucić na przykład porównanie dwóch samochodów do kupienia i wszystkich rzeczy nie związanych z modą. – Bo moda pozostaje sednem naszej działalności, ale może bardziej rozumiana jako „lifestyle” niż „fashion”. Przecież kosmetyki też są częścią mody – mówi Gąsior.

– Głupio byłoby nie słuchać tysięcy użytkowników, którzy piszą do nas maile czy wiadomości na Facebooku. Bylibyśmy ślepi, gdybyśmy nie dostrzegali zmieniającej się rzeczywistości, która jest inna, niż sobie założyliśmy. To jest taki ukłon w stronę naszych użytkowników. Aplikacja pozostała modowa, ale możecie porównywać sobie inne rzeczy – dodaje.
Pytany, czy było warto eksperymentować z ekspansją na rynkach np. Ameryki Południowej, odpowiada, że wszystko zależy od celów. Qute zdobyła użytkowników, wydała stosunkowo niewiele pieniędzy, a resztę może przeznaczyć na ekspansję na polskim rynku.

Również z nim twórcy aplikacji wiążą na razie swoje cele biznesowe – drugą rundę finansowania oraz początek zarabiania, m.in. na reklamach. Wskaźniki (liczba użytkowników, ich aktywność, czas, jaki spędzają z aplikacją) rosną.

– Qute jeszcze nie zarabia, ale to jest produkt reklamowy. Ja sam zajmuję się reklamą od kilkunastu lat i patrzę na Qute’a pod tym kątem. Nasza grupa docelowa to ludzie w wieku 13 – 28, co ciekawe jeśli chodzi o płeć to rozkłada się to po połowie. Jesteśmy gotowi do emisji reklam, form sponsorowanych. W drugiej rudzie finansowania chcielibyśmy rozwinąć współpracę ze znanymi markami modowymi czy sklepami. Jesteśmy też gotowi do sprzedaży danych. Wyobraź sobie, że przed produkcją jakiegoś ubrania czy kolekcji możesz poprosić internautów o ocenę. I jak oni ocenią dwie kolekcje w stosunki 9 do 1 to po co masz inwestować w tę drugą? – tłumaczy Michał.

–W grę wchodzą też inne pomysły biznesowe – choćby branding aplikacji. Ja osobiście zawsze widziałem w Qute taki kombajn modowy, chciałbym, by skupiała w sobie świat mody, porady użytkowników, stylistów, pokazy, zakupy. Jestem bardzo ciekaw jak nam sie powiedzie nasz mikropivot, ale obserwując naszą społeczność wiem, że to jest zmiana in plus, bo znaczna część użytkowników chce tego kontentu niemodowego. Może wokół niego też wytworzy się mikrospołecznośc i trzeba będzie porobić nowe kategorie – podsumowuje.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...