Eco, czyli kto? Tych zasad musimy przestrzegać, jeśli nie chcemy uchodzić za pseudoprzyjaciela środowiska

Nowoczesny człowiek pała miłością nie tylko do technologicznych gadżetów, ale także do środowiska, z którego czerpie uroki życia
Nowoczesny człowiek pała miłością nie tylko do technologicznych gadżetów, ale także do środowiska, z którego czerpie uroki życia Materiały prasowe
Słuchawki na uszach, na przegubie dłoni mierzący spalane kalorie zegarek, w kieszeni nieodzowny smartfon, a w małym palcu obsługa dziesiątek apek. Starczy? Nie do końca, bo żeby być nowoczesnym człowiekiem, nie wystarczy otaczać się modnymi technogadżetami. Fascynacja high-techem musi jeszcze iść w parze z miłością do Matki Ziemi.

Moda na eco nie oznacza bynajmniej, że od razu musimy przykuwać się łańcuchami do drzewa w Puszczy Białowieskiej czy podkradać myśliwym wykorzystywane na polowaniach dubeltówki. Znacznie mniej spektakularnymi, za to prowadzonymi na co dzień akcjami, czy to w domu, czy w korpo, na uczelni lub po prostu na mieście, jesteśmy w stanie dołożyć swoją cegiełkę do szczytnej idei ochrony przyrody.

Kodeks eco można zawrzeć w jednej prostej zasadzie 3U (unikaj, użyj ponownie, utylizuj). Zakupy z ekotorbą pod pachą, wyłączanie na noc pożeraczy prądu, przewijanie malucha przy użyciu wielorazowej pieluszki czy sortowanie odpadów (niesegregujący śmieci ekogospodarz jest jak stół bez jednej nogi – żadnego z niego pożytku). I oczywiście ekologiczne gospodarowanie wodą z kranu, również w celach konsumpcyjnych.
Kranówka – za czy przeciw?
Woda z kranu ma albo zdeklarowanych zwolenników, albo zagorzałych przeciwników. Jak zwykle prawda mieści się gdzieś pośrodku. Trzeba być świadomym tego, że choć u źródła taka woda jest uzdatniana i bezpieczna, to zdarzają się przypadki jej wtórnego zanieczyszczenia. Dla pewności, by jej konsumenci nie mieli żadnych żołądkowych sensacji, wzbogaca się ją o bakteriobójczy chlor.

Czyli kłopot z głowy? Owszem, ale pojawia się inny, zdarza się bowiem, że przez chlorową kurację walory smakowe i zapachowe kranówki pozostawiają wiele do życzenia. Gotowanie nie załatwi sprawy, bo nie wyeliminuje wszystkich niepożądanych substancji. Czy zatem jesteśmy skazani na picie kupnej wody? Nie, bo możemy zainwestować w filtr, prosty w użytkowaniu i niezbyt uderzający po kieszeni. Z myślą o zdrowiu oraz wygodzie konsumenta powstała oparta właśnie na takim rozwiązaniu butelka BRITA fill&go Vital.

Gadżet ecomana XXI wieku
Zakup butelki filtrującej fill&go Vital sprawi, że jako osoby zatroskane o matkę naturę przestajemy być dłużej zakładnikami dylematu "ekologiczna, ale niesmaczna kranówka lub orzeźwiająca, ale nieobojętna dla środowiska woda mineralna". Ten wynalazek otwiera przed nami trzecią drogę, która łączy atuty dwóch pozostałych opcji, eliminując zarazem ich największe mankamenty.
Sercem nowatorskiej butelki jest filtr MicroDisc z wydajną technologią ActivSelect. Jaki z niej wymierny pożytek? Z jednej strony mieszczący się w nakrętce dysk filtrujący czyści wodę z chloru i innych pogarszających smak związków, a z drugiej gwarantuje, że zawartość bezcennego dla zdrowia wapnia czy magnezu nie zostanie uszczuplona nawet w minimalnym stopniu.

Filtrując wodę z BRITĄ przynosimy też ogromną ulgę domowemu budżetowi. Arytmetyka mówi sama za siebie – jeden litr filtrowanej wody to wydatek zaledwie 13 groszy, podczas gdy za taką samą ilość wody w plastikowych butelkach zapłacimy średnio 2 zł. Przyjmując, że w ciągu dnia musimy wypić co najmniej 2 l nietrudno wykalkulować, że wraz z wodą kupną "wycieka" ponad 90 proc. więcej pieniędzy. Jeden filtr wystarcza na 4 tygodnie i ma moc przerobową wynoszącą 150 l – to aż 300 półlitrowych, plastikowych butelek!

Dla osób podążających za trendami eco filtrująca wodę butelka stanie się zatem ekologiczną alternatywą dla wody ze sklepu. Każdego roku do przewożenia wody butelkowanej zużywa się miliony litrów paliwa, a wyrzucane po jej wypiciu plastikowe butelki powiększają górę śmieci. Nikogo nie trzeba chyba przekonywać, że spaliny i rozkładający się latami plastik to mieszanka zabójcza dla środowiska. Jeden zakup sprawi więc, że na wysypisko trafi dużo mniej odpadów.

Poza tym butelkę wielokrotnego użytku możemy zabrać ze sobą wszędzie. Niezależnie od tego, czy właśnie wyciskamy siódme poty na siłowni, uprawiamy jogging, gimnastykujemy się w szkole fitnessu, wybieramy się na wycieczkę rowerową lub spacer po parku z dzieckiem w wózku – gdziekolwiek będziemy, praktyczna butelka pozwoli nam ugasić pragnienie. Nie przyniesie nam wstydu, jeśli zabierzemy ją do pracy – zaprojektowany z finezją i wykonany z solidnych materiałów niecodzienny gadżet będzie elegancko prezentował się na biurku.
Mobilni w stylu eco
Szacunek dla wody i prądu w domu czy kupno łaskawych dla środowiska wynalazków codziennego użytku nie rozwiązuje jeszcze jednej sprawy – transportu. Jeśli nie potrafimy usiedzieć na miejscu, a jednocześnie traktujemy na poważnie dobro przyrody, i to na tym polu musimy również celująco zdać egzamin.

W głowie musimy więc zakodować sobie, że „cztery kółka służą tylko na wyjątkowe okazje”. Gorącą miłością trzeba zatem zapałać do komunikacji miejskiej i z gracją godną tancerza przesiadać się z tramwaju do autobusu, a z niego np. do metra, jeśli mamy akurat szczęście mieszkać w stolicy. System ten sprawdzi się doskonale zarówno, gdy jeździmy dzień w dzień tą samą drogą, jak i gdy chcemy czerpać pełnymi garściami z uroków życia w mieście.

Artykuł powstał we współpracy z marką Brita

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...